Nieoszlifowany diament

Zanosi się na to, że Polacy staną się fanami enduro. A to za sprawą Tadeusza Błażusiaka, młodego polskiego zawodnika wygrywającego najtrudniejsze zawody tego typu na świecie. Ostatnim jego sukcesem jest drugie miejsce zajęte w rozgrywanych w niedziele zawodach Pucharu Świata w Monachium.
Urodził się w Nowym Targu. Swoją przygodę z motocyklami rozpoczął w wieku pięciu lat. To największa pasja jego życia. Jako zawodnik Automobilklubu Krakowskiego startował w trialu a pierwsze osiągnięcie zanotował już w 1995 roku zostając Mistrzem Polski Młodzików. Ten sukces powtarzał w kolejnych latach, stając na podium nieprzerwanie do 1999 roku. W 1998 do grona tytułów dołączył Mistrz Polski Juniorów a rok później Mistrz Polski w klasyfikacji generalnej, którego nie oddał aż do 2004 roku. Ma na koncie również międzynarodowe sukcesy, jak tytuł Międzynarodowego Mistrza Niemiec w trialu halowym w 2003 i 2004 roku. W 2005 roku znów został Mistrzem Polski w klasyfikacji generalnej, zdobywając go również rok później.

Od pół roku trenuje, przygotowując się do zawodów enduro. Swój debiut miał na zawodach Erzbergrodeo rozgrywanych w Erzberg koło Grazu w Austrii. Ta coroczna impreza uważana jest za jedną z najcięższych na świecie. Już samo jej ukończenie uznawane jest za sukces. Tadeusz Błażusiak zajął w niej... pierwsze miejsce. Ten niebywały sukces spowodował, że firma KTM postanowiła zaproponować polskiemu zawodnikowi trzyletni kontrakt na starty we wszelkich zawodach enduro, w jakich uda się wystartować.

Pierwszym był kolejny morderczy wyścig, tym razem w USA, zwany Red Bull Last Man Standing. Składał się on z dwóch etapów: dziennego i nocnego. Po zmroku zawodnicy startowali na tej samej trasie, lecz w odwrotnym kierunku. Ale żeby zakwalifikować się do drugiego etapu trzeba było przyjechać najpóźniej w godzinę za zwycięzcą. Pierwszy etap, w którym startowało 100 zawodników wygrał Brytyjczyk David Knight, drugi był... Błażusiak, reszta daleko za nimi. W drugim etapie wystartowało już tylko trzech zawodników, jednak zaraz po starcie Knight wycofał się i nasz zawodnik dojechał do mety jako pierwszy.

Sukces w tych dwóch najtrudniejszych zawodach spowodowany jest w dużej części znakomitą formą i bardzo wysokimi umiejętnościami wyniesionymi z trialu. To w tej dyscyplinie odnosił sukcesy przez połowę swego dotychczasowego życia. Tam gdzie inni zawodnicy przeprowadzali swoje maszyny przez przeszkody, Błażusiak po prostu jechał.



W rozgrywanych w niedzielę halowych zawodach Pucharu Świata enduro w Monachium Tadek znów zmierzył się z, jak się okazuje swoim głównym rywalem, Davidem Knightem. Brytyjczyk wygrał dwa z trzech biegów zwyciężając przed Polakiem.

Szefowie KTM-u namawiają Błażusiaka do startu w rajdzie Paryż - Dakar. Jednak 24-letni Polak czuje, że brak mu jeszcze doświadczenia i wolałby rozważyć tą propozycję za kilka lat.

Możemy być jednak pewni, że mamy do czynienia z diamentem. Potrzeba mu nieco szlifu i większego rozeznania stylu nie zawsze czysto jeżdżącego Davida, aby stać się bożyszczem tłumów i klejnotem w koronie sportów motocyklowych.

Więcej o: