Rajd Malezji przerwany!

Wszystkie załogi, 120 uczestników rajdu Rainforest Challenge, w tym nasz redakcyjny kolega Arkadiusz Kwiecień, jadący wraz z dwiema polskimi załogami utknęli w środku malezyjskiej dżungli. Rajd przerwano i podjęto akcję ratunkową.
Jak podało radio RMF FM, polskie załogi uczestniczące w rajdzie Rainforest Chalenge w Malezji są już bezpieczne. Ewakuowano z dżungli wszystkich uczestników rajdu - jutro Polacy wrócą do Kuala Lumpur.

- Z tego co wiem, spływali rzeką łódkami, w deszczu cały czas. Są trochę pogryzieni przez komary, ale zadowoleni - powiedziała RMF Katarzyna Wilkowiecka z polskiej ambasady w Kuala Lumpur.

Tegoroczny jubileuszowy Rajd Malezji odbywa się pod hasłem "Dekady z Rainforest Challenge". Każdy etap miał być symbolicznym przypomnieniem najtrudniejszych momentów poprzednich edycji rajdu. Etapy zostały ochrzczone przez organizatorów złowieszczymi nazwami, jak "Terminator", "Strefa mroku" czy "Big Bang".- malezyjski ekstrem organizowany jest już od dziesięciu lat.

Samochody Polaków są bardzo dobrze przygotowane na trudną walkę i piekielnie ciężkie warunki. - Przed wysłaniem statkiem do Malezji nasz Range Rover przeszedł solidną przebudowę - mówił nam przed wyprawą Piotr Kowal. - Przede wszystkim zamontowaliśmy w nim wyczynowe zawieszenie Ultimate Extreme włoskiej firmy Equipe, które charakteryzuje się ogromną wytrzymałością. Testy wykazały, że dzięki niemu auto dysponuje dużym wykrzyżem, a jednocześnie - pomimo wysoko położonego środka ciężkości - trzyma się ziemi jak przyklejone.

- Jak zawsze spodziewamy się paskudnie ciężkich warunków - mówi przed wyjazdem Marek Janaszkiewicz.

Jednak tak ciężkich jak w tym roku nikt się chyba nie spodziewał. Cała sytuacja jest spowodowana nawałnicą tropikalnych deszczy, jakie od dwóch tygodni leją w tym regionie. Jak mówi w rozmowie z RMF FM Marek Makedoński, pomysłodawca i założyciel grupy Extreme Team: "przyczyną tego jest seria błędów organizatora, który się do tego nie przyznaje i twierdzi, że rajd jest bardzo dobrze zorganizowany".

Rzeki zaczęły szybko wzbierać już na początku grudnia a z obserwacji organizatorów wynika, że szanse aby stan wody na tyle się uspokoił, żeby umożliwić uczestnikom przeprawę są w najbliższych dniach znikome. Wczoraj o godzinie 10:00 podjęto decyzję o rozpoczęciu akcji ratunkowej. Jednak nie jest to wcale proste. Wody w rzekach Malezji są bardzo wzburzone, a w związku z powodziami na południu kraju, mosty pontonowe zostały wysłane właśnie tam. Od pewnego miejsca w głąb dżungli drogi już praktycznie nie istnieją, a mówiąc drogi, ma się na myśli błotne szlaki brnące poprzez tropikalny las.

Z kolei Łukasz Stachura, doświadczony rajdowiec i uczestnik rajdu w Malezji w 2004 roku, powiedział: "Uczestnicy rajdu muszą jak najszybciej zdecydować się na porzucenie samochodów i szukanie drogi z powrotem na piechotę. Im szybciej podejmą decyzję, tym lepiej".

O nienajlepszej organizacji rajdu, świadczyć może fakt, że o całej sytuacji dowiedzieliśmy się z niemieckiego portalu marathonrally.com.. Niemiecka załoga jako jedyna posiada działający telefon satelitarny.

Bardzo martwiliśmy się o naszego redakcyjnego kolegę Arka, nie mieliśmy żadnej informacji od Niego. Satelitarny modem, w który został wyposażony na czas rajdu, jednak nie zadziałał. Dziś, dzień później, dowiedzieliśmy się, że wraz z innym uczestnikami jest bezpieczny.

Marcin Lewandowski

Więcej o: