Toyota Eco Challenge 2011

Tegoroczna, czwarta już edycja "rajdu o kropelce" organizowanego przez Toyotę dla dziennikarzy była trudniejsza od poprzednich. Oprócz jak najniższego spalania liczył się też czas przejazdu i jak się okazało, to on miał decydujące znaczenie

Można powiedzieć, że żadną sztuką jest osiągnąć rekordowo niskie spalanie (zobacz jak zostać mistrzem eko-jazdy). W końcu będzie ono kombinacją możliwości technicznych silnika, warunków drogowych i umiejętności kierowcy. Ale jeśli dodamy do tego określony czas, w jakim należy pokonać trasę, to "eko-jazda" nie wymaga już wyłącznie cierpliwości, ale także odpowiedniego rozłożenia "sił".

Tegoroczna edycja "Toyota Eco Challenge" podzielona była na dwa etapy. Pierwszy odcinek liczący ok. 200 km biegł trasą Warszawa-Płońsk-Mława-Olsztynek-Dorotowo. Na pokonanie tej trasy załogi dostały 2 godz. 50 min, ale tolerancja wynosiła plus minus 15 min. Wcześniejszy lub późniejszy przyjazd powodował naliczenie punktów karnych.

Toyota Eco Challenge 2011Toyota Prius PHV | Pierwsza jazda

Największym wyzwaniem wydawało się wydostanie z Warszawy (wyjazd w czwartek, ok. południa) i tu największe zaskoczenie. Otóż Toyoty Prius, którymi jechały wszystkie załogi, okazują się bardziej ekonomiczne w mieście, niż w dłuższej trasie. Przy delikatnym operowaniu pedałem gazu auto jest w stanie ruszyć i rozpędzać się do ok. 50 km/h używając jedynie trybu elektrycznego. Dopiero większe zapotrzebowanie na energię, w tym ostrzejsze przyspieszanie powoduje włączenie się do gry silnika spalinowego. Stan naładowania baterii też nie jest w czasie jazdy miejskiej jedynie coraz niższy, gdyż Priusy są wyposażone w system rekuperacji (odzysku) energii hamowania.

Podczas jazdy poza miastem nie jest już tak różowo. Silnik spalinowy pracuje zapewniając napęd i doładowując baterie. Na szczęście system jest "inteligentny", czyli minimalizujący spalanie przy każdej okazji. Gdy puszczamy pedał gazu np. widząc czerwone światło lub że przed nami robi się zator, silnik spalinowy wyłącza się, a nawet lekkie hamowanie ładuje akumulatory. Na monitorze umieszczonym na środku deski rozdzielczej możemy obserwować obciążenie układu napędowego, jak i wpływ hamowania na intensywność ładowania baterii.

Przyznam, ze akurat trasę pierwszego etapu znam dość dobrze, więc nie miałem większych problemów z doborem odpowiedniego tempa jazdy. Do półmetku w Dorotowie jadąc z Przemysławem Skoczkiem reprezentującym redakcję Moto Gratka, udało nam się trafić idealnie po 2 godz. 50 min. jazdy. Pod koniec trasy byliśmy wyprzedzani przez inne załogi, które nieco gorzej oszacowały czas przejazdu i żeby nie spóźnić się o więcej, niż 15 min., były zmuszone ostro przyspieszyć. To oczywiście odbiło się na spalaniu. Na półmetku okazało się, że nasz wynik to 3,7 l/100 km. Lepiej poszło tylko jednej załodze (3,5 l/100 km), ale przekroczyła dozwolony limit czasowy.

Powrót wiódł inną trasą: z Dorotowa przez Olsztyn, Szczytno, Ciechanów do Płońska, i dalej już "siódemką" do Warszawy, łącznie ok. 250 km. Pierwsza część drugiego etapu wiodła co prawda przez mniej uczęszczane drogi. Niestety pagórkowaty teren i mnóstwo ostrych zakrętów zmuszało do częstego zmniejszania prędkości i ponownego przyspieszania. Na tym odcinku trasy udawało nam się utrzymywać średnie spalanie na poziomie identycznym, jak poprzedniego dnia, ale za to mieliśmy mniejszą średnią prędkość. Aby dotrzeć do mety w wyznaczonym czasie byliśmy zmuszeni nieco przyspieszyć, na szczęście trasa z Płońska do Warszawy ma dwa pasy w każdym kierunku i umożliwia jazdę z prędkością 100 km/h, co pozwoliło odrobić straty. Na trasie szybkiego ruchu mogliśmy "pędzić" jeszcze szybciej, ale aby utrzymać niskie spalanie w praktyce nie przekraczaliśmy 105 km/h.

Trochę martwiła nas zapowiedź apokalipsy drogowej wieszczonej przez prasę w związku z wizytą Baracka Obamy w stolicy, ale kierowcy w popłochu uciekli z miasta umożliwiając nam łatwe dotarcie do mety. Założony czas 4 godz. przekroczyliśmy zaledwie o 6 min utrzymując średnie spalanie na poziomie 3,7 l/100 km, co po mniej lub bardziej skomplikowanych wyliczeniach organizatorów rajdu dało nam... pierwsze miejsce.

Najniższe spalanie w tegorocznej edycji Toyota Eco-Challenge wyniosło 3,6 l/100 km, ale znaczne przekroczenie limitu czasowego pogrzebało szansę na zwycięstwo. Aby mieć szansę na trafienie na metę w odpowiednim czasie, trzeba było utrzymywać średnią prędkość ok. 65-67 km/h. W ramach ciekawostek największe średnie spalanie wyniosło 4,5 l/100 km, co i tak jest wynikiem nieosiągalnym dla konwencjonalnych kompaktów napędzanych silnikami benzynowymi.

Na półmetku w Dorotowie mieliśmy okazje zapoznać się z Priusem PHV, czyli potocznie mówiąc z wtyczkowozem Toyoty. W stosunku do "zwykłego" Priusa różni się przede wszystkim zasięgiem w trybie elektrycznym. Zamiast 2 km Prius plug-in może przejechać 20 km nie emitując w tym czasie żadnych spalin do atmosfery. Ładowanie odbywa się za pomocą zwykłej sieci "domowej" o napięciu 230 V i trwa zaledwie 1,5 godziny. Z zewnątrz odróżnić go można po dodatkowej klapce na przednim błotniku, w środku po innym wyświetlaczu centralnym. Szczegółowe dane i nasze wrażenia z pierwszej jazdy Priusem PHV znajdziecie tutaj.

Wyniki Toyota Eco Challenge 2011

1. Marcin Lewandowski / Przemek Skoczek - 3,7 l/100 km

2. Piotr Karczmarczyk / Adam Mikuła - 3,8 l/100 km

3. Zbyszek Juchniewicz / Krzysztof Czapnik - 3,9 l/100 km


Marcin Lewandowski


ZOBACZ TAKŻE:


10 rad mistrza ekonomicznej jazdy


2000 km na jednym zbiorniku paliwa


Toyota Prius - ogłoszenia

Więcej o: