Pan Adam już gapowiczom nie pomoże

W sobotę opisaliśmy, jak pasażerka złapana przez kontrolera na jeździe bez biletu zadzwoniła do znajomego z KZK GOP, który wybawił ją z opresji. We wtorek obaj zostali zwolnieni z pracy.
Sprawę opisał nam jeden z czytelników, który był świadkiem całego zajścia. Kiedy w zeszłym tygodniu wsiadł do tramwaju, kontrolerzy zaczęli sprawdzać bilety. Siedząca obok niego kobieta nie miała biletu, ale oznajmiła, że ma znajomego w KZK GOP. Wyciągnęła więc telefon i zaczęła dzwonić do "pana Adama". Kiedy się z nim połączyła, przekazała słuchawkę kontrolerowi. Ten po krótkiej rozmowie zakończył kontrolę słowami "żeby mi to było ostatni raz".

Wtedy nasz czytelnik poprosił kontrolera o pokazanie legitymacji, zapisał numer, a następnie poprosił "Gazetę" o interwencję. - Jeżdżę uczciwie, regularnie kupuję bilety kwartalne i wkurzyło mnie, że nie wszystkich obowiązują te zasady. Okazuje się, że wciąż są układy i znajomości niczym za czasów PRL-u. Dla mnie to zwykłe złodziejstwo i okradanie innych pasażerów - wyjaśnił.

Przedstawiciele KZK GOP ustalili już, który z kontrolerów sprawdzał bilety w tramwaju. Wiedzą też, kim jest tajemniczy pan Adam: to inny kontroler. - Obaj mężczyźni zostali zwolnieni z pracy - mówi Anna Koteras, rzeczniczka KZK GOP. Dodaje, że byli oni kontrolerami społecznymi, którzy swoje obowiązki wykonują na podstawie umowy-zlecenia.

- Wszystkich pasażerów przepraszamy za to, co się stało. Zależy nam, żeby wszyscy kontrolerzy wykonywali rzetelnie i sumiennie swoje obowiązki. Tego typu incydenty będą więc przez nas karane z całą surowością - dodaje Koteras.