Jeździsz na gapę? Pan Adam cię uratuje

Pasażerka tramwaju w Katowicach została przyłapana przez kontrolera na jeździe bez biletu. Nie musi się jednak martwić o mandat. Sięgnęła po telefon i zadzwoniła do znajomego w KZK GOP, a ten uratował ją z opresji. W firmie po naszej interwencji obiecali odszukać tajemniczego wybawcę
Sprawa wyszła na jaw dzięki naszemu czytelnikowi, studentowi Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach, który był jej świadkiem. Opowiedział nam, jak we wtorek kilka minut po godzinie 13 wsiadł na ul. Warszawskiej koło Teatru Śląskiego do siódemki, a zaraz za nim kontrolerzy, którzy zaczęli sprawdzać bilety.

Gdy student pokazał swój bilet kwartalny wraz z legitymacją, kontroler podszedł do siedzącej obok młodej kobiety. - Okazało się, że pani nie ma biletu, ale wcale nie straciła rezonu. Z rozbrajającą szczerością oznajmiła, że ma znajomego w KZK GOP, i wyciągnęła telefon. Zaczęła dzwonić do jakiegoś pana Adama. Następnie przekazała słuchawkę kontrolerowi, który spytał tego pana Adama o numer legitymacji. Po chwili zakończył kontrolę słowami: "Żeby mi to było ostatni raz" - relacjonuje student.

- W tramwaju było tłoczno, ale nikt nie zareagował. Poprosiłem kontrolera o okazanie legitymacji, żeby spisać numer, na co on jeszcze raz skrupulatnie zaczął sprawdzać mój bilet i legitymację. Jeżdżę uczciwie, regularnie kupuję bilety kwartalne i wkurzyło mnie, że nie wszystkich obowiązują te zasady. Okazuje się, że wciąż są układy i znajomości niczym za czasów PRL-u. Dla mnie to zwykłe złodziejstwo i okradanie innych pasażerów - opowiada nasz czytelnik. Zastanawiał się nad wysłaniem pisemnej skargi do KZK GOP, ale na razie jeszcze tego nie zrobił. - Nie wiem, czy to ma sens, bo kontroler pewnie wszystkiego się wyprze i zostanie słowo przeciwko słowu - objaśnia.

Na jego prośbę przesłaliśmy opis całej sytuacji wraz numerem bocznym tramwaju i numerem legitymacji kontrolera do KZK GOP. Okazało się, że w spisanym numerze legitymacji jest o jedną cyfrę za dużo. Anna Koteras, rzeczniczka KZK GOP, zapewnia jednak, że personalia kontrolera i tak uda się odnaleźć w tzw. karcie pojazdu, którą prowadzi motorniczy (kontrolerzy muszą odnotować przeprowadzoną kontrolę).

- Adamów pracuje u nas dużo i trudno na gorąco odnieść się do całej sytuacji. Na pewno dotrzemy do tego kontrolera i poprosimy o pisemny raport w tej sprawie. Takie zachowanie jest niedopuszczalne. To złamanie podstawowych zasad i niedopełnienie obowiązków. Jeśli oskarżenie się potwierdzi, to wyciągniemy konsekwencje, nawet z tą najpoważniejszą, jaką jest rozwiązanie umowy. Uczulimy też pozostałych kontrolerów, że taka sytuacja nie może się absolutnie zdarzyć - zaznacza Koteras.

Więcej o: