Klienci nie chcą aut elektrycznych

Angela Merkel chce, by do 2020 roku po niemieckich drogach jeździło milion samochodów elektrycznych. Problem w tym, że Niemcy nie chcą ich kupować. Nie tylko Niemcy

Sytuacja wygląda tak: rządy i rządzący krajów wysokorozwiniętych mówią głośno o potrzebie wspierania sprzedaży samochodów elektrycznych, producenci inwestują w ich rozwój miliardy euro i dolarów (a także jenów), by wyjść im naprzeciw, tylko klienci nie chcą ich kupować.

Kanclerz Niemiec, Angela Merkel w 2010 roku wyraziła chęć, by do 2020 roku Niemcy kupili milion samochodów elektrycznych. Odpowiedź na razie widać jedynie w koncernach motoryzacyjnych. Na chwilę obecną niemiecka gospodarka oferuje jedynie Smarta EV, ale do końca przyszłego roku Volkswagen, BMW i Daimler pokażą 16 nowych modeli.

Przyszłość motoryzacji pełna wadSamochody elektryczne nadal pełne wad

Na chwilę obecną statystyki są nieubłagane. 1 stycznia 2013 roku w Niemczech zarejestrowanych było 7 114 samochodów elektrycznych (72 tys. doliczając hybrydy) na 43,4 mln pojazdów. W zeszłym roku nabywców znalazło 2 105 aut elektrycznych (bez Opla Ampery i Chevroleta Volta). Nasi zachodni sąsiedzi nie chcą najwyraźniej być "modni" i na siłę ekologiczni, bo to kosztuje i to sporo. Samochód napędzany wyłącznie prądem jest o ok. 10 tys. euro droższy od swojego bliźniaka zasilanego paliwem płynnym. Wynika to z kosztów akumulatorów, więc zwiększenie produkcji nie wpłynie znacząco na spadek cen w salonach. Dochodzą do tego typowe niedogodności związane z eksploatacją auta na prąd, jak niewielki zasięg i długi czas "tankowania". Boleśnie przekonał się o tym Mercedes, który zawiesił produkcję elektrycznych Vito ze względu na zerowe zainteresowanie samochodem dostawczym o zerowej emisji.

Japonia - co trzeci mówi nie

Japonia to kraj o o wiele bardziej "zelektryfikowanej" motoryzacji. Problemy jednak są takie jak wszędzie, a do tego dochodzą narzekania na niewystarczającą infrastrukturę stacji ładowania. A to przekłada się na niezadowolenie klientów. Wg firmy McKinskey co trzeci z 28 tys. użytkowników samochodów elektrycznych nie kupiłby ponownie takiego samochodu.

Milion w trzy lata

Barack Obama jest jeszcze bardziej ambitny. Jego zdaniem Amerykanie powinni kupić milion samochodów elektrycznych do końca 2015 roku. Przekonanie jego rodaków może być trudne, w latach 1996 - (kwiecień) 2013 łączna sprzedaż osiągnęła niecałe 40 tys. samochodów. Nawet doliczając do tego hybrydy typu plug-in, wynik nie jest imponujący. Chevrolet w 2,5 roku znalazł chętnych na 37 tys. sztuk modelu Volt.

Koniec Better Place

Better Place to izraelska firma, która chciała przekonać ludzi do kupowania samochodów elektrycznych oferując im stacje szybkiej wymiany akumulatorów. Do współpracy przyłączyło się Renault tak konstruując Fluence'a ZE, żeby ta operacja była możliwa. Pieniądze, w sumie ponad 850 mln dolarów, wyłożyli m.in. General Electric, HSBC i Europejski Bank Inwestycyjny. Plany były (jak zwykle) ambitne. Już w pierwszym, 2011 roku firma miała sprzedać 5 tys. aut, ale w dwa lata zdołała jedynie tysiąc. Pod koniec zeszłego tygodnia Better Place ogłosiła upadłość.

Infrastruktura i koszty

Zdaniem polityków są dwa powody, dla których klienci omijają samochody elektryczne szerokim łukiem. Pierwszy to zbyt wysoka cena, której nie jest w stanie zrekompensować tania energia elektryczna. Drugi to brak rozwiniętej infrastruktury.

Konsumenci kupowaliby samochody elektryczne, gdyby nie były one zbyt drogie i istniała odpowiednia infrastruktura stacji ładowania - powiedział Siim Kallas, komisarz ds. transportu w Komisji Europejskiej

>>> Szukasz cen nowych samochodów? Znajdziesz je tutaj <<<

Więcej o:
Komentarze (8)
Klienci nie chcą aut elektrycznych
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • j.an

    Oceniono 2 razy 2

    Klienci nie chcą elektrycznych aut ale za tą cenę.

  • Gość: qq

    Oceniono 1 raz 1

    Kupiłbym, ale musi przejeżdzać 160 km bez ładowania.

  • Gość: peataras

    0

    a ja myślę że tu chodzi o przyjemność z jazdy o dźwięk silnika spalinowego elektryczny wyje albo wcale go nie słychać

  • somaliijka

    0

    dajcie nam elektryki w cenie spalinowych a miasta sie nimi szybciutko zapełnią. I nie udziwniajcie ich stylistycznie - nie mają przypominac pisanek, dłubanek ani artystycznych wymiocin. to mają byc autka uzytkowe dla przeciętnej kobiety i równie przeciętnego faceta.

  • 1mississauga

    Oceniono 4 razy 0

    Cos ta pani Merkel nie przemyslala ,a kto bedzie kupowal niemieckie elektryki po 10 -15 latach eksplatacji .Nawet Golf suuuuper elektrycznie doladowany piorunami nie znajdzie klienta za Odra .Baterie beda 50 razy drozsze niz w konwencjonalnym aucie . Anelka zalamie biznez z uzywkami.

  • Gość: hiszpan25

    Oceniono 2 razy -2

    Problem polega na tym ze ludzie kupuja samochody by nimi jezdzic a nie po to by byc modni...
    a do jazdy na codzien auta elektryczne srednio sie nadaja ze znanych powodow. tak dlugo jak beda one swietne tylko w marketingowych ulotkach tak dlugo beda mialy male wziecie u klienta. kto chce miec auto o zasiegu powiedzmy 200km na dobe (bo tyle moze zrobic na jednym ladowaniu a potem musi odstac podlaczone do sieci kilkanascie godzin).

  • dr.hayd

    Oceniono 6 razy -2

    Elektryk - samochód o niewielkim zasięgu, a więc z założenia do miasta.
    Ale osobowy samochód do jazdy po mieście to jest nieporozumienie. Do jazdy po mieście jest komunikacja publiczna.
    Elektryk - tak, ale jeśli jest trolejbusem.
    Jakiś sens miałby też elektryczne śmieciarki, zamiatarki ulic, pługi śnieżne - bo mniej by hałasowały, a pracują pod naszymi oknami w nocy i nad ranem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX