Lincoln Continental Mk V | Wyglancowałeś buty?

Wrodzona elegancja, mimowolne dostojeństwo i troska o wizerunek. Ekstremalnie rzadki zestaw cech. Nie tylko u ludzi, również u samochodów. Lincoln Continental Mark V ma go w komplecie. Zadebiutował w sezonie 1977 i choć był produkowany zaledwie 3 lata jest najliczniejszym ze wszystkich pokoleń ?Marków?. Zbudowano 228 862 egzemplarze
Mercury Cougar | Wiedziałem, że będzie mój

Continental Mark V dorzucał do indywidualizmu nieodparty luksus. W Detroit konkurował tylko z Cadillakiem Eldorado. Pozostali rywale musieli przepłynąć ocean, aby się z nim zmierzyć. Pociągał kierowców, którzy „mają swoje standardy”.

Konstrukcyjnie bazował na Continentalu Mark IV. Miał ten sam rozstaw osi: 120,4 cala (306 cm), ale był przy tym o 18 cm dłuższy i z grubsza o 150 kg lżejszy. Podstawowym silnikiem była widlasta ósemka o pojemności 400 cali sześć. (6,6 l).

Zmieniła się stylizacja nadwozia. Mark V był symfonią linii prostych. Wyglądał znacznie szczuplej i subtelniej niż Mark IV. Nadal jednak skrywał reflektory za gładkimi osłonami i dumnie prezentował wlot powietrza inspirowany Rolls-Roycem.

Świeżym akcentem były potrójne, odchylane klapki na przednich błotnikach. Naprawdę działały! Pomagały pozbyć się gorącego powietrza z komory silnika. W roczniku 1977 standardem był metalowy dach w kolorze nadwozia, ale spróbujcie znaleźć takie auto! Prawie wszystkie samochody, jakie opuszczały fabrykę, miały dach pokryty winylem, jeśli nie w całości, to przynajmniej w części. W szerokim, tylnym słupku znów było wycięte owalne „opera window”, genialnie kontrujące równe kreski i ostre kanty karoserii. Okrągłe były również wycięcia na koła. Na krawędziach błotników szkliły się wąskie światła, z przodu niemal zupełnie przejrzyste. Staranny design Lincolna miał wielkomiejski wyraz. Pasowały do niego kryształowe wieżowce i „Manhattan Skyline”.

Buick Regal 1974 | Tylko kurz

Wnętrze z zacienioną obudową kwadratowych i prostokątnych wskaźników zostało przejęte z poprzedniego modelu. Jednak okleiny imitujące drewno orzechowe miały teraz wysoki połysk. Ozdoby konsekwentnie „zaostrzono”, rezygnując niemal zupełnie z zaokrągleń.

„Jest niezwykle wygodny, przestronny w środku” - mówi właściciel brązowego Lincolna, Marek Mrozowski. - „Przy tym doborze kolorów przestrzeń wydaje się spotęgowana.” Wśród ciekawszych opcji było ogrzewane lusterko wsteczne, montowane w komplecie z ogrzewaną tylną szybą oraz podświetlenie zamka i wnętrza auta, automatycznie włączające się, gdy kierowca uchwycił klamkę. W roczniku 1979, z którego pochodzi ten egzemplarz, opcje te kosztowały odpowiednio: 121 i 67 dolarów. Za 133 dolary można było dokupić wskaźnik pokazujący, ile mil można przejechać na paliwie, które pozostało w zbiorniku.

Najwięcej zaciekawienia budzą dziś specjalne serie modelowe, w tym firmowane nazwiskami słynnych projektantów „Designer Series”. Po raz pierwszy wprowadzono je w Marku IV, w 1976 r. Do 1978 r. modele „Designer Series” wyceniano tak samo, niezależnie od tego, kto się pod nimi podpisywał, dodając najwyżej paręset dolarów za tapicerkę z tkaniny (tak, tak!). W 1979 polityka ta uległa zmianie. Najdroższy był Mark V od Billa Blassa za 2775 dolarów. Najmniej kosztował Pucci - 1525 dolarów.

Jednak najsmakowitszy kąsek przygotował sam Ford, gdy w 1978 r. świętował 75-lecie. Był nim Continental Mark V „Diamond Jubilee Edition”. Malowany na „diamentowy błękit” lub „jubileuszowy złoty” miał pinstriping, skoordynowane kolorystycznie pokrycie dachu i wypełnienie listew ozdobnych oraz stosowny napis i „diamencik” zatopiony w owalnym okienku na tylnym słupku.

Buick Riviera | W czerni jej do twarzy

Według Marka Mrozowskiego Lincoln „ prowadzi się jednym palcem. Leciutko. Jest bardzo posłuszny. Nie przyspiesza jak Mark VIII, który jest dużo młodszy, ale i tak szybko się rozpędza. Z hamowaniem też nie ma żadnych problemów, choć oczywiście nie jeżdżę sportowo. To samochód luksusowy, do eleganckiej jazdy. Nie odczuwam ograniczeń wynikających z gabarytów. Ja akurat lubię duże auta. Jasne, że nie zaparkuję tam, gdzie wciska się maluch”.

Brązowy Continental Mark V jest częścią kolekcji Lincolnów należącej do Marka i Piotra Mrozowskich. „W rajdach samochodów zabytkowych uczestniczą starsze auta, ale zainteresowanie naszymi Lincolnami jest bardzo duże. Wywołują pozytywne skojarzenia, zwłaszcza wśród ludzi, którzy młodość mają dawno za sobą. Wolny świat, swoboda istnienia, poruszania się. Elvis Presley, Marylin Monroe i wszystko, co się z tym wiąże. Również coca-cola, dziś normalny napój, kiedyś była symbolem” - zauważa pan Marek.


Tekst pochodzi z miesięcznika Automobilista.


ZOBACZ TAKŻE:

Samochody z innej bajki | Lincoln

Salon Nowy Jork 2012 | Lincoln MKZ

Lincoln - ogłoszenia

Więcej o:
Komentarze (4)
Lincoln Continental Mk V | Wyglancowałeś buty?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: muerta

    Oceniono 7 razy 7

    No odezwał się pacan (RPWL). Ten volkwagendojcz, piewca cudów europejskiej motoryzacji, to naprawdę jest kretyn. Samochód ten jest rejestrowany na 6 osób a nie jest dwuosobowy. Miejsca w środku naprawdę jest sporo i aż nadto dla tych 6 osób. Po za tym to jest personal luxury w segmencie rolls-royce'a corniche. Np. nowa panamera jest sedanem o 80 cm krótszym, ale wygodnie podróżować mogą w nim de facto tylko 2 osoby. I gdzie tu logika. Dodam jeszcze, że ten lansiarski wózek jest bezsensowny na polskie drogi (i ogóle europejskie skoro ograniczenie prędkości na autostradach wynosi ~140km a on ciągnie 300km). I to dopiero jest nonsens, tyle benzyny w powietrze. A potem się dziwimy, że tyle ginie (szczególnie młodych), bo ma bmw 3 2.8 200km i wydaje mu się że jest kubica. A droga to nie tor, ba nawet na przygotowanym torze można mieć poważne obrażenia.
    Ale ja wiem co cię drażni. Bo Amerykanie kiedyś mieli tanie i rodzinne samochody lepiej wyposażone i większe od rollsa czy merola, a w europie wtedy królowały garbusy i inne badziewstwa (dużo się nie zmieniło). Mało kto miał mercedesa czy włoski samochód sportowy. A ty teraz będziesz się skręcał a i tak nie kupisz rollsa za 0,5 mln euro, bo cię nie stać. A wtedy rodzinne fullsize kosztowały pół średnich rocznych zarobków.
    Co do silników to jakież to cudowne moce były wtedy w europie? Mercedesy 5.0 miały 230 koni, w116 6.9 280km, rolls 6.7l 210km. Ten miał 228 z 7.5l. Nie tak źle, jeśli weźniemy pod uwagę, że był produkowany od 68r a po drodze miał obniżki mocy by sprostać wymogom emisji spalin.
    Po za tym jak mówiłem jest to piękny samochód: długi szeroki i niski. Dziś to się można najwyżej pobujać w 1,5m golfie i tego typu cudach.

  • Gość: stanczyk

    Oceniono 8 razy 4

    Udany przedstawiciel nieistniejcego juz segmentu Personal Luxury Cars (Riviera , Monte Carlo .. etc ..)

    Eldorado i Continental byly zawsze na szczycie tego segmentu ... przy czym od polowy lat '70tych Lincolny zdawaly sie byc atrakcyjniejsze stylistycznie (BTW: ostatnie Eldorado bylo niebrzydkie ..:) + nieliczne juz wtedy duze silniki: V8 - Big Block ..
    ,

  • Gość: gość

    Oceniono 4 razy -4

    Paskudny niesamowice.

  • Gość: RPWL

    Oceniono 19 razy -15

    Najlepszy dowód na nonsens amerykańskiej motoryzacji. Praktycznie dwuosobowy samochód zabierający przestrzeń przynależną dużemu dostawczakowi. Do tego silnik o pojemności zbliżonej do silników ciężarówek i nędznej mocy. Do tego stylistyka rodem z mebli warsztatowych i jakość wykończenia jak w Dużym Fiacie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX