Pontiac Star Chief | Dla mnie bomba

GTO, Firebird, Grand Am. Sam dźwięk silnika uruchamia sejsmografy w promieniu 100 mil. Trudno uwierzyć, ale Pontiac słynął wcześniej z zupełnie innych samochodów. Komfortowych i przytulnych

Star Chief rocznik 1954. Ostatni z dynastii Pontiaków narodzonej w 1949 r. Wywodzi się z tego samego pokolenia, co nasza poczciwa Warszawa. Do 1951 włącznie, produkowany był nawet w "garbatej" wersji, zwanej fastback sedan. Amerykański wóz jest oczywiście znacznie większy, silnik ma "dłuższy" o cztery cylindry, a nadwozie wsparte na ramie, nie samonośne. Jednak ozdób nie dźwiga zbyt wiele i w bliskim kontakcie sprawia podobne odczucie, co "warszawianka". Twardy wóz starej daty. Grubokościsty. Nie sposób zepsuć go tak, żeby nie dało się naprawić.

Niegdyś potrzeby kierowców nie były tak wymyślne, jak teraz. Dlatego ustawiając marki General Motors na schodach piramidy cen, prezydent koncernu Alfred P. Sloan Pontiaka ułożył między tanim Chevroletem, a Oldsmobilem, wozem klasy średniej. Reklamowano go z reguły jako luksus w dobrej cenie. Nowości, takie jak automatyczna skrzynia biegów czy nadwozie typu hardtop dostawał z opóźnieniem, w tym samym tempie, co Chevrolet - dopiero wtedy, gdy koncern poczęstował nimi nabywców bardziej prestiżowych marek. Polityka ta prowadziła do samochodów starannie zaprojektowanych, nie sprawiających niespodzianek, porządnych i praktycznych. W kierowcach wytworzyło się przekonanie, że Pontiaki warte są swojej ceny, choć niektórzy traktowali je jak "duże Chevrolety". W dobrych latach marka była w czołówce rankingu sprzedaży i wyprzedzała tańsze auta.

W sezonie 1954 samochodowym światkiem władały widlaste ósemki. Nie takie, jak stary, fordowski flathead, ale całkiem inne. Górnozaworowe, o wysokim stopniu sprężania. Pontiac tymczasem wciąż miał silniki rzędowe: sześciocylindrowe w serii Six i ośmiocylindrowe w modelach Eight. Choć im również przybywało koni, przestały nadążać za motorami Dodge’a czy Mercury’ego.

Pod koniec 1951 menedżerem generalnym firmy został Arnold Lenz. Modele przeznaczone na rok 1953 miały ramę przystosowaną do zamontowania silnika V8. Marka zmierzała w dobrą stronę. Kres planom położył tragiczny wypadek. 13 lipca 1952 r. koło miejscowości Lapper w Michigan Arnold Lenz wjechał swoim samochodem pod pociąg. Firmę ogarnął chwilowy marazm.

Głębsze zmiany nastąpiły w 1953 r. Karoseria wydłużyła się. O dwa cale, do 122 wzrósł rozstaw osi (310 cm). Końcówki tylnych błotników wyprostowały się i dostały na szczycie małe płetwy. Przednia szyba była jednolita, zniknął wąski słupek pośrodku. Tak samo potraktowano okno z tyłu. Niezależne, przednie zawieszenie na wahaczach i sprężynach śrubowych zostało zmodyfikowane, aby w zakrętach koła nie pochylały się tak mocno jak do tej pory i stykały z jezdnią na większej powierzchni. Rozwiązanie to nazwano Curve-Control. Z kolei nowy układ kierowniczy Tru-Arc pozwalał bardziej precyzyjnie kierować samochodem.

Rocznik 1954 nie różniłby się wiele od poprzedniego, gdyby nie nowy, czołowy model: Star Chief. Właśnie ten samochód w wersji Deluxe jest bohaterem artykułu. Był oferowany wyłącznie jako ośmiocylindrowy Eight. Rozstaw osi miał dłuższy tylko o 5 cm, ale w całości mierzył aż o 28 cm więcej niż Chieftain. Miał długość 543 cm. Konstruktorzy rozciągnęli Pontiaka w łatwy sposób: wydłużyli z tyłu ramę i części nadwozia tworzące bagażnik.

Aby lepiej odróżnić nowy model od pozostałych, umocowano mu po trzy gwiazdki na szczycie tylnych błotników.

W Pontiaku Star Chief były do wyboru trzy typy nadwozia: czterodrzwiowy sedan, dwudrzwiowy kabriolet oraz dwudrzwiowy hardtop zwany Catalina. Do tego dochodziły dwa poziomy wyposażenia wnętrza: Deluxe i elegantsza Custom z tapicerką "w kwadraty". Obie dostępne były w sedanie. Kabriolet sprzedawano wyłącznie w wariancie Deluxe, a hardtop jako Custom.

Star Chief Sedan Deluxe był zaledwie o 107 dolarów droższy od swojego odpowiednika w serii Chieftain z poprzedniego roku. Slogan głoszący, że… Star Chief kładzie imponujący rozmiar i luksus najlepszych samochodów Ameryki na półce cenowej Pontiaka, był prawdziwy.

Duża moc, długie przełożenia. Kiedy ruszam ze skrzyżowania nowe samochody nie mają startu! - uśmiecha się właściciel Pontiaca, Czesław Owsik - Ma piękny rozruch, cichuteńki silnik. Pali tyle, ile się wleje. Niedużo, ostatnio wyszło nam 12 litrów na 100 kilometrów. Oczywiście, kiedy jeździ się delikatnie, nie po kawalersku.

Pontiac jest prawdziwy. To, co wygląda na metal, jest rzeczywiście z metalu. Tapicerka Deluxe wciąż ma taki krój, jak w 1954. Wóz jest wysoki, wsiada się wygodnie, drzwi zamykają się leciuteńko. Jest miejsce, żeby rozsiąść się i opowiadać z gestem… taaaką rybę wczoraj złowiłem!

Pontiac Star Chief 1954 r.

Michał Kij
źródło: magazyn Automobilista


ZOBACZ TAKŻE:

Automobilista: Maserati - kryzysowe super-auto

Transparentny Pontiac Deluxe Six z 1939 r.

Pontiac Solstice - ogłoszenia

Więcej o: