Dieslem przez Stany

Ropniak lepszy od hybrydy! Czy Amerykanów można do tego przekonać? Teraz jest najlepszy czas, by spróbować. Obudź się, Ameryko! Przesiądź się na diesle. Są oszczędne i kulturalne. Zrywne i ciche. I pozwalają na jednym baku przejechać cały stan wzdłuż i wszerz! No, chyba że to Alaska albo Teksas...
W Europie niemal co drugie auto jeździ na olej napędowy. W USA - co 20. Audi postanowiło to zmienić. I stąd cała ta impreza. Mileage Marathon to wyprawa, która ma pokonać nie tylko uprzedzenia Amerykanów, ale całą Amerykę od Nowego Jorku po Santa Monica. Cztery strefy czasowe, 17 stanów, 4800 mil. Jadę w konwoju 23 Audi. Wszystkie napędzane silnikami Diesla i przystrojone amerykańskimi flagami. Na tylnych szybach wypisano średnie zużycie paliwa, które ma dać tubylcom do myślenia. Ale to tylko część kampanii niemieckiego producenta mającej promować markę właśnie przez ekologiczne diesle. Tory wyścigowe w Stanach zdominowały bolidy Audi z silnikami wysokoprężnymi. W porze największej oglądalności miliony Amerykanów oglądają kosztujące miliony dolarów reklamy Audi. I to wszystko w dobie kryzysu pogrążającego całe Stany z tutejszymi koncernami motoryzacyjnymi na czele.

Tymczasem w Vegas wciąż królują wielkie V8 i długie limuzyny robiące tu za taksówki. Patrząc nocą z 60. piętra hotelu na morze neonów, jakoś nie mogę uwierzyć, że ktokolwiek z setek tysięcy odwiedzających to miasto turystów obejrzy się za srebrnym Audi z"klekotem" pod maską. W światowej stolicy rozrywki nawet teraz dominuje żądza szampańskiej zabawy i łatwego zysku.

Jak kosmonauta wracający z Marsa przypominam sobie skromny hotel w Szwecji, w którym bateria leżała obok budzika, by ten nie chodził po próżnicy. Audi najwyraźniej sądzi, że da się połączyć oba te światy. Szukam między nimi analogii. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to tempo rozwoju. Las Vegas to zaraz po Dubaju najszybciej rozwijające się miasto. W ciągu jednego wieku pustynny krajobraz przerodził się w milionową metropolię z monumentalnymi hotelami (np. pięciogwiazdkowy Wynn kosztował trzy miliardy dolarów).

Audi również zadziwia innowacyjnością. Odskoczyło konkurencji silnikami z bezpośrednim wtryskiem i sprężarkami oraz dwusprzęgłową skrzynią biegów. Dziś stara się promować ekologiczne i ekonomiczne diesle.

Wsiadamy w trójkę do A4, pakujemy bagaże i ruszamy z Nevady do Kalifornii. Pierwszy ze stanów jest jednym z bardziej liberalnych. Drugi - odwrotnie. Przynajmniej jeśli chodzi o emisję spalin. Na szczęście układ wydechowy redukujący o 90 proc. ilość tlenków azotu w spalinach silników 3.0 TDI z nawiązką spełnia restrykcyjne kalifornijskie normy (LEV II BIN 5). A także Euro 6, które w Europie zacznie obowiązywać od 2014 r. Nasz konwój złożony z Audi A3, A4, A5 i okazałych (tu jakby mniej) Q7 wjeżdża w Dolinę Śmierci.

Widząc czyste jak łzy rury wydechowe naszych diesli, z trudem przyjmuję do wiadomości, że mają ponad 6 tys. kilometrów przebiegu. W kilka godzin miejsce neonów zajęła depresja. Dosłownie i w przenośni. Kto raz był w Death Valley National Park, nigdy tego nie zapomni. To najniżej położone i chyba najmniej gościnne miejsce na półkuli zachodniej. Cisza i pustka. Jałowa, spękana ziemia. Jeziorko Badwater (Zła Woda), czyli kałuża będąca koncentratem soli. Wędrujące kamienie, których tajemnicy nikt jeszcze nie odkrył. No i upał. Rekord to 56,7 st. C. W cieniu, choć cienia tu jak na lekarstwo. Tym razem pogoda jest łaskawa, termometr wskazuje jedynie 33 stopnie.

W naszym ekologicznym A4 wszystko działa bez zarzutu. Wóz świetnie się prowadzi, sześciocylindrowy diesel pracuje miarowo, pod pedałem spory zapas mocy, a w środku cisza i chłód. Z rzadka mijamy inne auta. Aktywny tempomat czuwa nad prędkością, więc pozostaje mi tylko kręcenie kierownicą. Ale i w tym pomaga system lane assist, który czuwa, by bezwiednie nie opuścić drogi, i w razie czego wprawia kierownicę w ostrzegawcze wibracje. Sielanka. Jedynie mijane tablice mogą budzić niepokój. Przypominają, że upał i odwodnienie mogą zabić szybciej niż skryte pod rozgrzanymi kamieniami skorpiony.

Jeśli chcesz tu zabawić cały dzień, musisz mieć najmniej 5 litrów wody. Tyle, ile ropy nasze auto zużywa na setkę. Niskie spalanie nie wyklucza sportowych wręcz doznań. Jeśli trzeba, A4 3.0 TDI (240 KM, 500 Nm) osiągnie setkę w 6,2 sekundy i rozpędzi się do 250km/h. Mimo napędu na cztery koła i bogatego wyposażenia. Towarzyszące nam SUV-y spod znaku czterech pierścieni też są całkiem oszczędne. Audi chce pokazać Amerykanom, że nie trzeba rezygnować z komfortu, by jeździć ekonomicznym autem, które poradzi sobie i z nierównościami, i z ciężką przyczepą, co jest tu poczytywane za spory atut.

Po pustyni przyszedł czas na zachodnią część gór Sierra Nevada, czyli parku narodowego Yosemite. Jedziemy wąską drogą geologicznego muzeum. Nie chcąc marnować energii kinetycznej, suniemy z góry, przymykając oczy na znaki ograniczenia prędkości. No i proszę, radiowóz! Szeryf od razu włącza "koguta" i znacząco macha palcem. Tym razem obeszło się bez mandatu, ale pozostało wrażenie pełnej inwigilacji na drodze.

W Stanach, a zwłaszcza w Kalifornii, kiedy tylko sobie pofolgujesz z prędkością, masz na karku policję. Pojawia się nagle i znikąd. Radiowozy potrafią nawet zmierzyć prędkość auta jadącego z przeciwka.

Bacząc na okrągłe znaki, dojeżdżamy do Monterey. Tu podziwiamy tor Laguna Seca, gdzie Audi "spuściło łomot" Acurom, Corvettom i Porsche. Kto to widział, by wysokoprężne "klekoty" rozgromiły benzynowe V8! R10 TDI są przy tym nieprzyzwoicie ciche i zużywają mniej paliwa, co daje im przewagę przy tankowaniu. Kierowcy wyczynowych Audi żartują, że nie wyobrażają sobie powrotu do "hałaśliwych benzynówek".

Kolejny dzień oznacza podróż wijącą się nad Pacyfikiem "jedynką" z "Frisco" do Los Angeles. W korku przed Santa Monica zaczepia nas kierowca wielkiego pikapa. Spoglądając na tylną szybę z napisem "44,8 mili na galonie" (po naszemu 5,25 l/100km), rzuca przez okno: - A więc to jednak prawda, że diesle mogą być lepsze od hybryd...

Audi gdzie może, tam podkreśla, że żaden z oferowanych obecnie typów napędu nie łączy tak dobrze ponadprzeciętnych osiągów z niskim spalaniem. Amerykańskie V8 potrzebują nawet 40 proc. paliwa więcej. Im większy wóz, tym zalety diesla są wyraźniejsze.

Hybrydy zyskują w miejskim ruchu, kiedy trzeba co chwilę stawać i ruszać, ale w klasie ciężkich aut wciąż najbardziej wydajne są diesle. Gdyby choć jedna trzecia jeżdżących tu SUV-ów, pikapów i terenówek miała diesla pod maską, państwo mogłoby dziennie importować o 1,4 miliona baryłek ropy naftowej mniej.

Jednak Amerykanie wciąż nie mogą przekonać się do diesli. Niskie ceny paliwa sprawiły, że nikt nie chciał rezygnować z komfortu i stylu, jaki daje ogromny silnik V8. W Kalifornii widać coraz więcej europejskich aut. Coraz popularniejsze są tu mocno promowane przez producentów, ale i władze stanowe, hybrydy. Nic dziwnego, że właśnie w"Golden State" Audi zaplanowało metę Mileage Marathonu, by rozpropagować przewagę diesla nad hybrydą.

Wydawało się, że nie będzie łatwo, bo Amerykanie już przekonali się do zalet, jakie mają auta wspomagane silnikami elektrycznymi. Ale ostatnio kampanii Audi sprzyja spadek cen baryłki ropy i oczywiście kryzys. W USA od kilku tygodni widać wyraźny odwrót od drogich hybryd. W tej sytuacji tańsze diesle mają większe szanse na przebicie.