"Wysokie Obroty": W 2007 r. wypracowaliście ponad 13 mld dol. czystego zysku. Tymczasem za ubiegły rok odnotujecie stratę pierwszą od ponad 60 lat. Do tej pory Toyota uważana była za maszynkę do robienia pieniędzy nawet w trudnych czasach. Co się stało, że nagle zaczęliście je tracić?
Tadashi Arashima, szef Toyota Motor Europe,:Po pierwsze, sprzedaż aut załamała się w drugiej połowie 2008 r., i to po zupełnie przyzwoitej pierwszej połowie. Po drugie, banki zakręciły kurek z łatwo dostępnym kredytem - i to zarówno dla firm, jak i dla konsumentów. Po trzecie, przez większość 2008 r. rekordowe ceny osiągnęły surowce używane do produkcji aut. Po czwarte, mieliśmy do czynienia z ogromnymi wahaniami kursów na rynku walutowym, co w przypadku rozliczania się w jenach, a nie np. w dolarach czy euro, ma duże znaczenie dla zysków osiąganych przez firmę. Nie można też zapomnieć, że sprzedamy o ponad 700 tys. mniej aut, niż zaplanowaliśmy [rok obrachunkowy 2008 kończy się u Toyoty w marcu 2009]. To wszystko musiało odbić się na wynikach finansowych.
Jak przygotowujecie się do kryzysu?
- W reakcji na globalny spadek popytu stopniowo wygaszamy produkcję w fabrykach. Mamy niezłą sytuację finansową, więc jesteśmy w dużo lepszym położeniu niż konkurenci. Zresztą kryzys to też szansa na wzrost, przynajmniej w niektórych segmentach. Choć to, rzecz jasna, przypadkowa koincydencja, nie mogliśmy wymyślić sobie lepszej scenografii dla debiutu trzeciej generacji hybrydowego Priusa.
Czy jeśli kryzys potrwa dłużej, Toyota rozważa zwrócenie się do rządu japońskie go o po moc publiczną? W USA tamtejszy rząd objął ochroną finansową General Motors i Chryslera...
- Nie mamy planów wystąpienia o pomoc publiczną i nie sądzę, aby do tego kiedykolwiek doszło. Z drugiej strony uważam, że wszyscy gracze na rynku powinni być traktowani równo. Z pewnością nie zrezygnujemy z dalszych prac nad technologiami ulepszającymi efektywne spalanie paliwa czy też nad kolejnymi generacji naszych modeli.
Co wynika z analiz Toyoty? Czy rynek osiągnie dno w tym roku, czy może później?
- Podawanie wszelkiego rodzaju prognoz dłuższych niż perspektywa kilku najbliższych miesięcy mija się z celem. W tej chwili wśród kupujących panuje pesymizm. Warto podkreślić, że nadal widzimy ogromny potencjał wzrostu na rynkach rozwijających się, takich jak Azja czy Indie. Również Polska ma zadatki na dużo wyższą sprzedaż niż te 300 tys. sztuk rocznie. Póki jednak sytuacja w gospodarce się nie poprawi, potencjał nie zostanie uruchomiony. Oczywiście w przypadku masowego producenta, jakim jest Toyota, popyt na auta często trzeba wykreować. Bez względu na to, czy kryzys skończy się za rok, czy dwa, odbicie będzie przebiegało powoli. Niewykluczone, że już w 2011 możemy wrócić do poziomu produkcji sprzed kryzysu, co w przypadku Toyoty oznacza roczną sprzedaż na poziomie 8-9 mln aut rocznie.
Tadashi Arashima, szef Toyota Motor Europe,:Po pierwsze, sprzedaż aut załamała się w drugiej połowie 2008 r., i to po zupełnie przyzwoitej pierwszej połowie. Po drugie, banki zakręciły kurek z łatwo dostępnym kredytem - i to zarówno dla firm, jak i dla konsumentów. Po trzecie, przez większość 2008 r. rekordowe ceny osiągnęły surowce używane do produkcji aut. Po czwarte, mieliśmy do czynienia z ogromnymi wahaniami kursów na rynku walutowym, co w przypadku rozliczania się w jenach, a nie np. w dolarach czy euro, ma duże znaczenie dla zysków osiąganych przez firmę. Nie można też zapomnieć, że sprzedamy o ponad 700 tys. mniej aut, niż zaplanowaliśmy [rok obrachunkowy 2008 kończy się u Toyoty w marcu 2009]. To wszystko musiało odbić się na wynikach finansowych.
Jak przygotowujecie się do kryzysu?
- W reakcji na globalny spadek popytu stopniowo wygaszamy produkcję w fabrykach. Mamy niezłą sytuację finansową, więc jesteśmy w dużo lepszym położeniu niż konkurenci. Zresztą kryzys to też szansa na wzrost, przynajmniej w niektórych segmentach. Choć to, rzecz jasna, przypadkowa koincydencja, nie mogliśmy wymyślić sobie lepszej scenografii dla debiutu trzeciej generacji hybrydowego Priusa.
Czy jeśli kryzys potrwa dłużej, Toyota rozważa zwrócenie się do rządu japońskie go o po moc publiczną? W USA tamtejszy rząd objął ochroną finansową General Motors i Chryslera...
- Nie mamy planów wystąpienia o pomoc publiczną i nie sądzę, aby do tego kiedykolwiek doszło. Z drugiej strony uważam, że wszyscy gracze na rynku powinni być traktowani równo. Z pewnością nie zrezygnujemy z dalszych prac nad technologiami ulepszającymi efektywne spalanie paliwa czy też nad kolejnymi generacji naszych modeli.
Co wynika z analiz Toyoty? Czy rynek osiągnie dno w tym roku, czy może później?
- Podawanie wszelkiego rodzaju prognoz dłuższych niż perspektywa kilku najbliższych miesięcy mija się z celem. W tej chwili wśród kupujących panuje pesymizm. Warto podkreślić, że nadal widzimy ogromny potencjał wzrostu na rynkach rozwijających się, takich jak Azja czy Indie. Również Polska ma zadatki na dużo wyższą sprzedaż niż te 300 tys. sztuk rocznie. Póki jednak sytuacja w gospodarce się nie poprawi, potencjał nie zostanie uruchomiony. Oczywiście w przypadku masowego producenta, jakim jest Toyota, popyt na auta często trzeba wykreować. Bez względu na to, czy kryzys skończy się za rok, czy dwa, odbicie będzie przebiegało powoli. Niewykluczone, że już w 2011 możemy wrócić do poziomu produkcji sprzed kryzysu, co w przypadku Toyoty oznacza roczną sprzedaż na poziomie 8-9 mln aut rocznie.







