Fisker vs Tesla - kto wygra?

Fisker podbił serca i umysły dwoma hybrydowymi projektami, które udowadniają, że ekosamochody nie muszą wyglądać tak bezpłciowo jak Toyota Prius. Z kolei Tesla zrobiła prawdziwy sportowy supersamochód na... 6831 paluszków. Ale ci producenci nie są wzorem dobrej współpracy. Kto lepiej rozegra swoją partię?
W zeszłym roku Tesla pozwała szefa firmy Fisker, Henrika Fiskera, do sądu. Wcześniej, przed stworzeniem własnej firmy i własnych aut, pracował on właśnie dla Tesli, jako stylista. Ta uznała, że firmowane nazwiskiem Fiskera projekty zostały ukradzione z jej pracowni. Sąd nie podzielił zdania Tesli, że Fisker (który nota bene jeszcze wcześniej pracował w BMW, gdzie projektował model Z8) cokolwiek skopiował.

Fakt faktem, że oba projekty są odmienne. Jedynym wspólnym mianownikiem jest to, że auta Tesli i Fiskera można określić jako przyjazne środowisku a zarazem sportowe. Tesla koncentruje się na samochodzie napędzanym elektrycznie, Fisker robi dwie hybrydy. Jego modele Karma (czterodrzwiowe coupe) i Sunset (dwumiejscowy roadster) bazują na tej samej aluminiowej płycie podłogowej i silniku. Jednostka napędowa została zaadoptowana z... pojazdów wojskowych. Q-Drive, zaprojektowany przez firmę Quantum Technologies pozwala przejechać 50 mil na elektryczności a czterocylindrowy silnik spalinowy to raczej generator prądu, niż źródło napędu.

Fisker, w odróżnieniu od Tesli (która ciągle zapowiada model Roadster w kosmicznej cenie, a na drogach jakoś go nie widać), skupił się na... produkcji aut a nie marketingu. Podpisał już umowę z fińską firmą Valmet - produkcja samochodów Fisker ruszy pełną parą pod koniec tego roku. Czy Valmet się z tym wyrobi? Na pewno - ma świetną linię technologiczną, na której wcześniej montowano Porsche Boxtery i jest gotowy do robienia od 12 do 16 tysięcy aut rocznie (dwie trzecie to będzie model Karma, reszta - Sunset). Fisker na początek zamówił 1300 gotowych aut. Jeśli zdecyduje się na wprowadzenie innych, nowych modeli na tej samej platformie, ich wdrożenie do produkcji będzie dziecinnie proste.

Wygląda na to, że Henrik Fisker złapał wiatr w żagle. Udało mu się stworzyć piękny samochód, który możni i mniej możni tego świata będą chcieli mieć. I co ważniejsze - jeździć nim. Fisker zaprosił do współpracy ludzi, z którymi wcześniej pracował w BMW. Jednym z nich jest Wolfgang Ziebart, były dyrektor w bawarskim koncernie. Z jego słów wynika, że Fisker nie zasypia gruszek w popiele - "Decyzja o zleceniu produkcji na zewnątrz oznacza, że całe pieniądze idą na rozwój produktów". Czyli będą nowe modele, będzie progres. Czy to jednak dobry moment na wprowadzanie bądź co bądź ekskluzywnej marki? "Gospodarka została wywrócona do góry nogami, więc trudno sobie wyobrazić lepszy moment na start nowej firmy" - mówi Ziebart.

Jeśli Tesla chce sprostać tak dynamicznej i pewnej siebie konkurencji musi się bardzo mocno starać. I w końcu produkować i sprzedawać samochody, zamiast skupiać się na mówieniu o tym, jak są dobre...