Trudniej za kółkiem

Kamil od urodzenia jeździ na wózku. Jest niepełnosprawny. Nigdy pieszo nie był na spacerze, ale wie co to niezależność. Od niedawna ma prawo jazdy. Teraz marzy, by jeździć bezpiecznie
Czy to możliwe? Kamilowi się udało. Tak samo jak osoby w pełni sprawne przeszedł kurs na prawo jazdy i zdał ostateczny sprawdzian. Jakby tego było mało musiał zorganizował sobie pojazd, na którym był egzaminowany. Auto musiało być przecież przystosowane do jego stopnia niepełnosprawności i dodatkowo wyposażone w osprzęt dla egzaminatora. Niewiele wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego ma takie do dyspozycji. Teraz miesięcznie pokonuje ponad 1500 kilometrów. Wczoraj wrócił z Wrocławia, w przyszłym tygodniu jedzie do Szczecina. Niedawno był w Poznaniu na szkoleniu Szkoły Auto organizowanym specjalnie dla osób niepełnosprawnych. Uczył się jak pokonywać zakręty, awaryjnie hamować i rozróżniać nadsterowność od podsterowności.

Szacuje się, że po polskich drogach jeździ 300 tys. aut ze znaczkiem inwalidzkim, a ponad milion niepełnosprawnych Polaków potrzebuje czterech kółek jako własnego środka lokomocji. Do codziennego życia, do pracy, dla przyjemności. Chcą być mobilni tak jak pełnosprawni. I poruszać się równie bezpiecznie. Ale jak szkolić kierowców, którzy gaz i hamulec obsługują rękami?

Jak twierdzą instruktorzy Szkoły Auto kierowcy niepełnosprawni za kierownicą czują się dobrze. - Czasem mają mniej problemów niż pełnosprawni - wyjaśnia Zbigniew Woźniak instruktor szkoły.

Podstawą jest określenie stopnia niepełnosprawności kursanta. W zależności od tego trzeba wyposażyć samochód w odpowiedni mechanizmy. Dla kierowców o niskim wzroście oznacza to wysunięcie pedałów gazu i hamulca, dla osób bez lewej ręki przeniesienie kierunkowskazów na prawą stronę, a dla osób bez nóg - elektroniczne sprzęgło uruchamiane przez czujnik umieszczony przy lewarku skrzyni biegów oraz dodatkowy ręczny hamulec. Ponadto pedały hamulca i gazu mogą być tak mocno wysunięte, aby można je było obsługiwać kolanami.

Jednym z podstawowych systemów dla osób niepełnosprawnych jest automatyczne sprzęgło. Pozwala na przełączanie biegów bez użycia nóg. Umożliwia to albo czujnik na dźwigni zmiany biegów (dotykając go kierowca może bez problemu przełączyć bieg) albo system dźwigni push&pull (obsługiwana prawą ręką działa na zasadzie pchaj-ciągnij czyli pełni funkcję hamulca i gazu).

Oba urządzenia czynią bezproblemowym szkolenie osób z różnymi dysfunkcjami ruchu. Ważne jest tylko by ci, którzy mają niesprawną prawą rękę mieli sprawną chociaż jedną nogę. Gałkę push&pull lokuje się zwykle z prawej strony kierownicy lub przy gałce od zmiany biegów. Noga w tym przypadku może za pomocą automatycznej skrzyni biegów wciskać gaz lub hamulec. Ale nawet kierowcy z dwiema niesprawnymi nogami mogą całkiem nieźle sobie radzić. Kamil jeździ autem z "automatem" i całość obsługuje rękami. Na pytanie czy to trudne odpowiada, że nie wie jak można inaczej prowadzić auto. Co innego osoby, które uległy wypadkowi. One musza się uczyć wszystkiego od nowa.

By stracić władzę w kończynach wystarczy jeden niefortunny skok do wody. Dodatkowy problem u takich osób jest zanik mięśni brzusznych. Trzeba wyposażyć auto w odpowiednie pasy szelkowe, takie jak np. w autach rajdowych lub ustalić taką pozycję tułowia, by nie przechylał się do przodu - wyjaśnia Zbigniew Woźniak instruktor Szkoły Auto. - Gdy już pokonamy wszelkie problemy natury technicznej sama jazda musi odbywać się w sposób płynny i niezagrażający innym użytkownikom drogi.

Przede wszystkim prędkość. Osoby niepełnosprawne musza brać poprawkę na konieczność obsługi dodatkowych urządzeń podczas jazdy. Dlatego prędkości są nieco mniejsze, a czas reakcji nieco dłuższy. Niczym nie różni się jednak technika jazdy. - Najważniejszym elementem szkolenia było uświadomienie sobie ile potrzebuje samochód na wyhamowanie z prędkości 50, a ile z 60 km/h. Nie zdawałem sobie sprawy z różnicy - wyjaśnia Kamil. - Ale to chyba tak jak przeciętny sprawny kierowca - dodaje.