Karawaną samochodów wyruszyli we wtorek do Waszyngtonu prezesi General Motors, Forda i Chryslera, aby osobiście prosić w Kongresie o pomoc przed bankructwem. W prawie 850-kilometrową trasę z Detroit prezes Forda Alan Mulally ruszył za kierownicą terenowego escape o napędzie elektryczno-spalinowym, który na autostradzie spala ok. 6 litrów benzyny na 100 km. Szef GM Rick Wagoner pojechał elektryczno-spalinowym chevroletem malibu (7 l/100 km), a prezes Chryslera Robert Nardelli - elektryczno-spalinowym dodge'em durango (ok. 10l/100 km).
W ten symboliczny sposób prezesi koncernów chcieli pokazać, że wyciągnęli nauczkę z zakończonej fiaskiem pierwszej próby wytargowania pieniędzy podatników.
Dwa tygodnie temu koncerny z Detroit prosiły o 25 mld dol. Ostrzegały, że bez zastrzyku publicznych pieniędzy za kilka miesięcy splajtują. Ale ich plan spalił na panewce, bo szefowie GM, Forda i Chryslera popełnili gafę: przylecieli do Waszyngtonu... we własnych, luksusowych odrzutowcach. - Nie mogliście nieco spuścić z tonu i przylecieć w pierwszej klasie rejsowym samolotem albo zrzucić się na wspólny przelot? - ironizował demokrata Gary Ackerman, szef komitetu ds. usług finansowych w Izbie Reprezentantów. A media naigrawały się z menedżerów, którzy przylatują w odrzutowcach, by żebrać o wsparcie.
Po tej wizerunkowej wpadce Ford i GM postanowiły sprzedać swoje odrzutowce. I zaczęły pisać w pośpiechu plany sanacji, bez których - jak ostrzegł Kongres - nie dostaną ani grosza.
Wczoraj zostały one ogłoszone. Do 2012 r. GM chce zwolnić 20 do 30 tys. osób (jedną trzecią swoich pracowników w USA!) i zamknąć 9 z 47 fabryk w Stanach Zjednoczonych. Sieć dilerów koncern z 6,5 tys. do 4,7 tys. GM zamierza też skupić się na produkcji aut spalających mało paliwa i zainwestować 2,9 mld dol. w ekologiczne systemy napędowe.
Ford, który już zwolnił w USA 67 tys. pracowników i zamknął 17 fabryk, zapowiada dalsze negocjacje ze związkowcami o zmniejszeniu płac. Do końca roku koncern będzie miał w USA 3,8 tys. dilerów - o 14 proc. mniej niż trzy lata temu. W produkcję aut zużywających mało paliwa Ford zainwestuje 14 mld dol. do 2015 r. i auta koncernu mają wtedy zużywać średnio o 36 proc. paliwa mniej niż w 2005 r.
Oba te koncerny rozważają sprzedaż swoich firm w Szwecji. GM nie wyklucza rezygnacji z Saaba, a Ford - z Volvo Cars. W kolejnym symbolicznym geście szefowie GM i Forda zapowiedzieli, że będą pracować za 1 dolara rocznie. Chrysler twierdzi, że jego szef już pracuje za taką stawkę.
Jednocześnie okazało się, że koncerny chcą już nie 25, ale 34 mld dol. pomocy. I twierdzą, że bez tych pieniędzy za kilka tygodni zaczną się bankructwa. Pierwszy plajtę może ogłosić Chrysler, który prosi o 7 mld dol. GM prosi o 18 mld dol. - w tym 4 mld dol. jeszcze w grudniu, bo już w styczniu także ten koncern wyczerpie własne rezerwy gotówki. Ford zabiega o 9 mld dol. pomocy, ale twierdzi, że być może w ogóle nie będzie musiał korzystać z całej sumy.
Artykuł pochodzi z serwisu Wyborcza.pl
W ten symboliczny sposób prezesi koncernów chcieli pokazać, że wyciągnęli nauczkę z zakończonej fiaskiem pierwszej próby wytargowania pieniędzy podatników.
Dwa tygodnie temu koncerny z Detroit prosiły o 25 mld dol. Ostrzegały, że bez zastrzyku publicznych pieniędzy za kilka miesięcy splajtują. Ale ich plan spalił na panewce, bo szefowie GM, Forda i Chryslera popełnili gafę: przylecieli do Waszyngtonu... we własnych, luksusowych odrzutowcach. - Nie mogliście nieco spuścić z tonu i przylecieć w pierwszej klasie rejsowym samolotem albo zrzucić się na wspólny przelot? - ironizował demokrata Gary Ackerman, szef komitetu ds. usług finansowych w Izbie Reprezentantów. A media naigrawały się z menedżerów, którzy przylatują w odrzutowcach, by żebrać o wsparcie.
Po tej wizerunkowej wpadce Ford i GM postanowiły sprzedać swoje odrzutowce. I zaczęły pisać w pośpiechu plany sanacji, bez których - jak ostrzegł Kongres - nie dostaną ani grosza.
Wczoraj zostały one ogłoszone. Do 2012 r. GM chce zwolnić 20 do 30 tys. osób (jedną trzecią swoich pracowników w USA!) i zamknąć 9 z 47 fabryk w Stanach Zjednoczonych. Sieć dilerów koncern z 6,5 tys. do 4,7 tys. GM zamierza też skupić się na produkcji aut spalających mało paliwa i zainwestować 2,9 mld dol. w ekologiczne systemy napędowe.
Ford, który już zwolnił w USA 67 tys. pracowników i zamknął 17 fabryk, zapowiada dalsze negocjacje ze związkowcami o zmniejszeniu płac. Do końca roku koncern będzie miał w USA 3,8 tys. dilerów - o 14 proc. mniej niż trzy lata temu. W produkcję aut zużywających mało paliwa Ford zainwestuje 14 mld dol. do 2015 r. i auta koncernu mają wtedy zużywać średnio o 36 proc. paliwa mniej niż w 2005 r.
Oba te koncerny rozważają sprzedaż swoich firm w Szwecji. GM nie wyklucza rezygnacji z Saaba, a Ford - z Volvo Cars. W kolejnym symbolicznym geście szefowie GM i Forda zapowiedzieli, że będą pracować za 1 dolara rocznie. Chrysler twierdzi, że jego szef już pracuje za taką stawkę.
Jednocześnie okazało się, że koncerny chcą już nie 25, ale 34 mld dol. pomocy. I twierdzą, że bez tych pieniędzy za kilka tygodni zaczną się bankructwa. Pierwszy plajtę może ogłosić Chrysler, który prosi o 7 mld dol. GM prosi o 18 mld dol. - w tym 4 mld dol. jeszcze w grudniu, bo już w styczniu także ten koncern wyczerpie własne rezerwy gotówki. Ford zabiega o 9 mld dol. pomocy, ale twierdzi, że być może w ogóle nie będzie musiał korzystać z całej sumy.
Artykuł pochodzi z serwisu Wyborcza.pl









