Wielkie kuszenie

Importerzy kuszą nas wyprzedażami aut z 2008 roku. Zanim jednak zdecydujemy się na kupno, sprawdźmy, czy to się opłaca.
Pod koniec roku na klientów czekają dziesiątki niesprzedanych aut. I jak zwykle po wakacjach fabryki ruszyły z produkcją nowego rocznika, który do salonów wejdzie przed Świętami Bożego Narodzenia. W tym roku importerzy nie czekali długo na ogłoszenie wyprzedaży. Dealerzy już od września kuszą nas niższymi cenami i promocjami.

Jednak nie wszystko złoto, co się świeci. Kupno auta z 2008 (a czasem nawet i z 2007, bo niektórzy importerzy nadal takie wozy mają), podczas gdy w sprzedaży dostępne są już auta z nowego rocznika, wcale nie musi się opłacać. Załóżmy, że przy zakupie auta zaoszczędzimy od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Sporo. Jednak przy próbie odsprzedania pojazdu może się okazać, że wóz stracił na wartości więcej, niż my zyskaliśmy na kupnie. Spadek wartości auta (tzw. wartość rezydualna) sprawia, że im samochód starszy, tym mniej za niego dostaniemy przy odsprzedaży. Tempo utraty wartości jest największe w ciągu pierwszych 2-3 lat życia samochodu. Im auto starsze, tym bardziej zacierają się różnice cenowe między rocznikami.

Opel Astra III hatchback z silnikiem diesla traci na wartości między 2007 a 2006 rokiem aż 7000 złotych. W kolejnych latach jest już jednak lepiej: między 2006 a 2005 rokiem to już tylko 5000 złotych. Dlatego sprzedając auto z wyprzedaży przed upływem 3-4 lat stracimy pieniądze, a jeśli odczekamy dłużej - wyjdziemy na plus.

Rok cudów

Nie wszystko jednak da się precyzyjnie wyliczyć. Zwłaszcza w tym roku, ze względu na silne wahania kursów walut. Jeszcze w wakacje dolar kosztował niewiele ponad dwa złote, zaś ekonomiści prognozowali dalsze spadki. Podobnie było z walutą Unii Europejskiej: pod koniec września 1 euro kosztowało nas 3,3 złotego. Umocnienie złotówki przez wiele miesięcy układało się w spójny trend, który skłonił importerów do obniżek cen. Pierwsza, jeszcze w sierpniu, uczyniła to Toyota, a za jej przykładem poszły inne koncerny. Problem w tym, że nikt nie spodziewał się nagłej wolty w postaci dramatycznego spadku wartości polskiej waluty. Jeszcze 21 sierpnia płaciliśmy za dolara 2 złote, trzy miesiące później, 24 października, waluta ta kosztowała już ponad 3 złote!

Wydawałoby się, że naturalnym krokiem będą podwyżki. Toyota już ogłosiła nowe, wyższe cenniki, nieznacznie zdrożały też Peugeoty. W drugą stronę poszedł Nissan, dość znacznie obniżając ceny (rabaty od 4 tysięcy złotych za model Qashqai aż do 10 tysięcy za model Navara). Wygląda na to, że sami importerzy nie do końca wiedzą, jak się zachować. Dlatego też do wyprzedaży należy podchodzić ostrożnie i oprócz samej wartości rezydualnej wziąć też pod uwagę możliwość korekty cenników dla przyszłorocznych modeli. Jeśli do niej dojdzie reklamy mówiące że "taniej już nie będzie" nabiorą znamion proroctwa.

Ale jest jeszcze trzecia zmienna - popyt. Polska jak dotąd przypominała spokojną przystań na wzburzonym morzu, a przedstawiciele banków zapewniali nas, że naszego kraju kryzys nie dotknie. Podczas gdy w większości zachodnich krajów popyt na samochody spadał, w Polsce sprzedaż wciąż ma szansę pobić zeszłoroczny rekord. W 2007 sprzedano w naszym kraju 274 tysiące aut. Dane o sprzedaży w 2008 - od stycznia do września - mówią o 13-procentowym wzroście w porównaniu do zeszłego roku. Jak zachowa się sprzedaż w ostatnich miesiącach, na razie nie wiadomo, jednak niektórzy importerzy (np. Ford) nadal sprzedawali więcej, mimo związanej z kryzysem niepewności. Z drugiej strony również u nas zaczynają stawać taśmy produkcyjne w fabrykach (przerwy ogłosiła już fabryka Opla w Gliwicach) oraz w zakładach należących do podwykonawców (np. fabryka opon Michelin w Olsztynie.

Dlatego też planując kupno auta z wyprzedaży powinniśmy wziąć pod uwagę wszystkie te czynniki składowe. Po pierwsze, policzmy spadek wartości samochodu. W tym celu możemy posłużyć się darmowymi cennikami Eurotaxu (www.eurotax.pl), choć nie uwzględniają one zawirowań, jakie na rynku używanych aut pojawiły się w wyniku kryzysu. Możemy też skorzystać z oferowanej przez niektóre portale internetowe płatnej wyceny, bądź też skorzystać z pomocy rzeczoznawcy (również odpłatnie).

Na przykład: Fiat Panda przez pierwszy rok straci na wartości około 2000 złotych., jeśli więc importer oferuje nam zniżkę w wysokości 5000 złotych, to jest to uczciwa propozycja. Z kolei 2000 złotych obniżki na Forda Fusion to nic niezwykłego, gdyż różnica cen między rocznikiem 2007 a 2008 to ponad 5000 złotych. Nawet po kilku latach, kiedy samochód będzie już z roku na rok tracił mniej, różnica ta nie wyrówna się. Warto jeszcze wesprzeć się konkretnymi ofertami zamieszczanymi w prasie lub w sieci. Im większe i droższe auto, tym większy będzie spadek wartości, a więc i oferta sprzedawcy powinna być lepsza. Rabat w wysokości 2000 złotych może być opłacalny w przypadku małych, miejskich aut segmentu A - i to też nie wszystkich. Jeśli jednak chcemy kupić drogiego SUV-a lub luksusową limuzynę, to powinniśmy liczyć na upust w wysokości kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Kolejny krok to ocena, czy przyszłoroczny model będzie droższy niż obecnie, czy też tańszy. Jeśli będzie droższy - transakcja będzie jeszcze bardziej opłacalna. Jeśli zaś importerzy będą próbowali podtrzymać popyt i ceny obniżą (tak jak Nissan), to opłacalność wyprzedaży staje pod znakiem zapytania. Niestety tak jak nikt nie przewidział pęknięcia bańki kredytowej w USA, tak nikt nie potrafi przewidzieć, jakie decyzje co do cen podejmą koncerny motoryzacyjne.

Mit rocznika

Polscy kierowcy dużą wagę przywiązują do roku, a zaniedbują miesiąc produkcji. Załóżmy, że kupimy auto na wyprzedaży w listopadzie 2008 r., oszczędzając w ten sposób 1000 złotych. Nasz sąsiad zaś postanowił zaczekać i kupił auto już w styczniu 2009 roku. Przy próbie sprzedaży auta, nasz sąsiad może liczyć na korzystniejszą ofertę. I nie ma tu znaczenia, że różnica pomiędzy samochodami to tylko kilka miesięcy, bo większość kupujących i tak tego nie sprawdzi. Jeśli więc nasze przykładowe auto straci w ciągu pierwszego roku 3000 złotych wartości, to decydując się na promocję, straciliśmy w momencie kupna 2000 złotych. Rok produkcji ma u nas o wiele większy wpływ na średnią wartość auta na rynku wtórnym, niż wynika to ze zdrowego rozsądku. I nawet jeśli nasz samochód z grudnia 2008 i samochód sąsiada ze stycznia 2009 będą wyglądały podobnie, to ten drugi najpewniej zostanie wyceniony wyżej. Oczywiście ogromną rolę przy ustalaniu ceny ma poza rocznikiem wygląd i stan techniczny auta. Doświadczenie uczy, że jedno i to samo auto, tyle że porządnie umyte, jest wyceniane w komisach o parę procent wyżej, niż brudne.

Drożej, choć taniej

Upust ceny to niejedyny sposób importerów na przyciągnięcie klientów. Na rynku można też trafić na samochody promowane atrakcyjnymi kredytami i leasingami. Tutaj każdy przypadek należy rozpatrywać osobno, obliczając ile będzie nas kosztował samochód, doliczając odsetki i inne koszty kredytu. Niektórzy producenci osładzają też wyprzedaże pakietem ubezpieczeń AC/OC/NW gratis, jednak promocji nie można łączyć. Pamiętajmy też, że nie wszyscy importerzy mają promocje na auta z rocznika 2008, a ci, którzy je oferują, wcale nie posiadają nieograniczonych zapasów aut. Najważniejsze jest dokładne sprawdzenie, czy atrakcyjna na pozór promocja nie jest przypadkiem po prostu skórka za wyprawkę. Podstawowymi narzędziami przy kupowaniu aut ze starszego rocznika modelowego są kalkulator i zdrowy rozsądek. Pamiętajcie, że stracić jest równie łatwo, jak zyskać. Zwłaszcza w tym roku, kiedy rynek przypomina statek na wzburzonym oceanie.

Jak poznać wiek auta?

- Tabliczka znamionowa: zwykle umieszczona jest w komorze silnika. Znajduje się tam kod VIN (17-znakowy numer identyfikacyjny auta). Rocznik produkcji jest zakodowany na 10. pozycji. Oznaczenie może być literowe lub cyfrowe. Litera A oznacza 1980 rok, Każda kolejna litera to rok do przodu: aż do Z (2000). Po 2000 roku powrócono do oznaczeń cyfrowych: np. 1 to 2001, 2 to 2002, etc. W razie wątpliwości można zadzwonić do dealera i poprosić o sprawdzenie numeru VIN. Zwróćmy jednak uwagę, czy tabliczka znamionowa nie nosi śladów ingerencji blacharza. Może być zamieniona, choć wcale nie musi, bo przy naprawach blacharskich często się je zdejmuje a potem zakłada na nowo.

- Szyby i niektóre inne elementy auta (np. pasy czy plastiki) też mogą dostarczyć informacji o roczniku auta. Pamiętajmy jednak, że oznaczają rok produkcji danego elementu, a nie całego samochodu, mogą więc wskazywać datę o rok wcześniejszą.

- Opony: informacja o roczniku ich produkcji znajduje się na prostokąciku z boku koła. Ostatnia cyfra to rok produkcji, dwie poprzedzające oznaczają tydzień roku (np. 117 to 11. tydzień 2007 roku).