Wysokie Obroty na torze - 12 okrążeń prawdy w Kia Cee'd Cup

Wydaje ci się, że szybko jeździsz samochodem? Zapraszamy na prawdziwy wyścig. W Kia Cee'd Cup nie ma taryfy ulgowej. Wszystko dzieję się w przyspieszonym tempie, zderzaki fruwają w powietrzu a zderzenia z innymi autami to nic wyjątkowego.
Na dodatek musisz pamiętać o regulaminie i biurokracji Polskiego Związku Motorowego. Pułapek jest sporo (patrz tabelka). Jeśli nie dopełnisz formalności możesz nawet nie wystartować. Ale po kolei. Pamiętacie starty w wyścigu Kia Picanto wtedy jeszcze naszego, wysokoobrotowego Sołtysika? Auto może i nieduże, ale emocje towarzyszące przygodzie na torze udzieliły się wtedy całej redakcji. Mroczek osiwiał, Włodarski wolał na to nie patrzeć, a Nóżka dziwił się jak można tak obijać auta. A przecież często jeździmy mocnymi samochodami. Trzysta czy pięćset koni już nie powoduje drżenia rąk. Na szczęście nie opuszcza nas uśmiech i szybsze bicie serca. Jak się jednak okazuje, co innego wsiąść do czerwonej Corvetty i pędzić po autostradzie, co innego siedzieć w blaszanej puszcze bez klimatyzacji i czekać na sygnał startera.

Gdy pojawiła się propozycja startu w pucharze Kii w charakterze gości, bez wahania podjęliśmy rękawicę. Dość nietypowo, bo jednym autem na zmianę. Treningi, dwa biegi kwalifikacyjne i wreszcie dwa biegi finałowe, czyli to co przypada na jednego kierowcę, my podzieliliśmy na dwie osoby.

Na Torze "Poznań" stawiliśmy się już w piątek. W biurze zawodów zostawiliśmy świeżo odebrane książeczki lekarskie z aktualnymi badaniami lekarskimi i licencje wyścigowe. W zamian wręczono nam kartę badania technicznego i opaski na ręce. Ta pierwsza, po wypełnieniu przez sędziów technicznych jest podstawą dopuszczenia auta do startu. Zerkamy w harmonogram. Badanie zaplanowano na sobotę rano. Znowu się nie wyśpimy. Dzisiaj są tylko treningi płatne. Po parku maszyn kręcimy się trochę po omacku. Z jednej strony na wszystko mamy sporo czasu, z drugiej czujemy lekkie podenerwowanie. Nasz osobisty mechanik Andrzej Reinhard dobrze wie, jak to jest pierwszy raz startować w wyścigu. Pewnie dlatego obchodzi się z nami jak z dziećmi. Teraz idźcie się podpisać na liście, później przymierzycie się do samochodu. I zostawcie ubranie, kask, buty w aucie, potrzebne będzie do badania technicznego - przypomina. Kto by o tym wszystkim pamiętał?

Wysokie Obroty na Kia Cup | wideo


Gdy zbliża się czas pierwszego treningu poziom adrenaliny rośnie. Na pierwszy ogień idzie Mroczek. Ubrany w homologowaną bieliznę (niepalną, za to koszmarnie ciepłą) kombinezon, kask i rękawice pakuje się do auta. To fabryczna Kia Cee'd pozbawiona całkowicie tapicerki. Wyposażona jest za to w klatkę bezpieczeństwa i sportowe zawieszenie. Auto tak nisko siedzi przy ziemi, że wyjazd na publiczną drogę oznacza stuprocentowe urwanie zderzaka. Nie ma reflektorów, i trzech niepotrzebnych siedzeń. W miejsce tego dla kierowcy zamontowany jest profesjonalny kubełkowy fotel. Wszystko zgodnie z wymogami FIA (międzynarodowej federacji motoryzacyjnej). Silnik? Standardowy dwulitrowy, czterocylindrowy o mocy 143 KM ze zmodyfikowaną elektroniką.

Mroczek rusza na tor, ja biegnę do pit stopu i czekam na przesiadkę. Na razie to półgodzinny trening bez pomiaru czasu i to płatny (nie wszyscy muszą brać w nich udział). Czuję się jednak jakby prawdziwy wyścig ruszył. Po 13 minutach Kia z numerem 99 zjeżdża do boksu. Moja kolej. Kilka sekund później niemal przybetonowany do fotela sześciopunktowymi pasami gnam przed siebie. Wpatrzony w licznik pilnuję, by nie przekroczyć 60 km/h. Głupio dostać od razu karę od sędziów. Gdy mijam zielone światło, pedał gazu wciskam w podłogę. Pierwszy długi prawy idzie całkiem nieźle, kolejny ostry lewy po dohamowaniu i redukcji do dwójki - też. Świetnie, powtarzam sobie w myślach. Na nic innego nie ma czasu. Przepięcie na wyższy bieg kończy się sukcesem, ale poprzedzonym potężnym zgrzytem skrzyni biegów. Odruch każe cofnąć mi dźwignię, rady mechaników wręcz przeciwnie. - Jeśli nie odpadnie ci koło, jedziesz na maksa - wbijali nam przez cały czas do głowy. Tylko taki defekt upoważnia cię do pojawienia się w pit stopie - powtarzali. Mokry tor nieco już przesechł, bez obaw pędzę na złamanie karku. Najlepiej byłoby podczepić się za prawdziwym zawodnikiem. Tor "Poznań" mają objeżdżony do perfekcji. Można wtedy zobaczyć jakim torem jadą, kiedy zmieniają bieg i kiedy hamują.

Kia Ceed Cup na Torze Poznań | wideo


Kubeł zimnej wody przychodzi, gdy na kolejnym zakręcie w lusterku widzę zbliżające się z olbrzymią prędkością inne Kie. Co to, czy ja stoję? Auta wyprzedzają mnie z taka lekkością, jakbym zaparkował na poboczu i kupował grzyby. Nim się zorientowałem trening dobiegł końca. Zrobiłem 10, może 11 okrążeń. Z drżeniem rąk wjeżdżam do boksu serwisowego. Uśmiechnięte miny mechaników i Mroczka mogą oznaczać jedno. Albo poszło nieźle, albo dałem plamę na całej linii. Dopiero gdy zgasiłem silnik słyszę, że nie jest tak źle. Okazja do poprawy jeszcze będzie. Na razie trzeba wrócić do domu i się porządnie wyspać. Za kierownicą cywilnego auta czeka na mnie jednak kolejne zaskoczenie. Ochota do szybkiej jazdy odpłynęła chyba wraz z siłami. Jadę zgodnie z przepisami, nigdzie się nie spieszę. Może warto wysłać wszystkich krewkich kierowców na jedną eliminację?

Następnego dnia z samego rana auto jedzie na badanie techniczne. Trzy godziny przerwy i ruszamy na treningi oficjalne z pomiarem czasu. W aucie zamontowana jest tzw. kostka. To ona daje znać czujnikom kiedy dokładnie przekroczyłem linię startu i mety. Wyniki będą ważne, jeśli uda się przejechać trzy mierzone okrążenia. Po nich zaplanowane sa kwalifikacje. To od nich zależy z którego pola i czy w ogóle wystartujemy w biegach finałowych. Tylko 15 najlepszych czasów walczy bowiem o podium. Po pierwszych przejazdach razem z mechanikami decydujemy zmienić nieco ciśnienie powietrza w oponach. To niewiarygodne, jak w sportowym aucie ciśnienie wpływa na prowadzenie. Wystarczy nieco spuścić powietrza, a auto staje się bardziej przyklejone do asfaltu. Na oponach Pirelli P Zero Corsa 205/50Z R17 można czynić cuda. Pod warunkiem że nie pada deszcz.

Ogłoszenie wyników to dla nas miłe zaskoczenie. W kwalifikacjach odnotowujemy sukces. Z 15. czasem wjeżdżamy do finału. Zaskoczeni wydają się też wszyscy mechanicy z szefem na czele - Krzyśkiem Tobiaszem. Skończyły się żarty. Mamy sporą szansę na sklasyfikowanie w eliminacji Mistrzostw Polski. Dla każdego zawodnika to wielka sprawa. Czy wykorzystamy szansę?

O godzinie ósmej rozpoczyna się warm up. Dziesięciominutowy przejazd to bardziej rozgrzewka przed finałem niż czas na zmianę ustawień auta. Dzięki niej można się porządnie rozbudzić. Dwie godziny do startu mijają w mgnieniu oka. Nie wiadomo kiedy a już trzeba się ubierać, za chwilę czas stawić się na torze i czekać na właściwy moment. Może to przesada, ale wyobrażam sobie co muszą myśleć w takich chwilach Hamilton, Raikkonen czy Kubica. Pierwszy bieg finałowy bierze na siebie Mroczek. Udaje się mu nawet wyprzedzić jednego z maruderów. Drugi bieg finałowy należy do mnie. Nieco spóźniony start powoduje, że spadam na ostatnie miejsce. Chwila dekoncentracji kosztowała mnie cenne setne sekundy. Nie daję jednak za wygraną. Najważniejsze, by poprawić swój czas przejazdu. Rywalizowanie z najlepszymi jest niemożliwe, dawno odjechali do przodu. Pozostała mi już tylko walka z czasem.

W pucharze Cee'da w przeciwieństwie do mniejszego Picanto cała stawka szybko się rozciąga. Tam wszyscy zawodnicy jadą w jednej grupie, łatwiej dochodzi do stłuczek, a nawet groźnie wyglądających wypadków. Tutaj auta są mocniejsze, kierowcy bardziej doświadczeni. Bardziej liczą się zatem umiejętności. Tworzą się grupy trzech, czterech aut, które pędza po torze w odległości nie większej niż 5 cm. Utrzymać się za nimi jest bardzo trudno. Wystarczy źle dobrany tor jazdy, chwila nieuwagi, moment dekoncentracji by stracić cenne setne sekundy. Czy chciałbym to powtórzyć? Nie muszę się zastanawiać.



Cztery kroki do startu

Krok 1.Musisz zostać członkiem klubu i to najlepiej przed rozpoczęciem kursu na licencję wyścigową. W tym celu zgłoś się do dowolnego automobilklubu w Polsce, opłać składkę i odbierz legitymację. Niektóre kluby, by stworzyć wrażenie elitarności ograniczają liczbę członków, inne wymagają rekomendacji aktywnych członków i/lub wprowadzają okres przejściowy dla kandydata. Choć wszystkie automobilkluby podlegają Polskiemu Związkowi Motorowemu, same decydują o wysokości składki. Jednego cennika nie ma, a rozbieżności, niczym zresztą nie uzasadnione, są bardo duże. Obecność na liście członków jakiegokolwiek automobilklubu jest istotna, bo to właśnie klub ubiega się w PZM o wydanie licencji wyścigowej dla przyszłego zawodnika na podstawie dokumentów potwierdzających jego umiejętności i dobry stan zdrowia.


Krok 2.Zgłoś się do lekarza sportowego, zrób badania psychotechniczne. Lekarz oprócz ogólnej oceny zdrowia, sprawdzi twoją wydolność i założy ci książeczkę lekarską. Pamiętaj zatem o zdjęciu. W pracowni psychotechnicznej sprawdzą twój refleks, poziom koncentracji, umiejętność oceny odległości i widzenia w ciemności. Zarezerwuj sobie przynajmniej 1,5 godziny i uzbrój się w cierpliwość. Na pocieszenie warto wiedzieć, że tego egzaminu trudno nie zdać. Lekarz stwierdzi tylko czy masz predyspozycje na sportowca, czy nie.


Krok 3.Dopiero teraz możesz się zgłosić na szkolenie na licencję. Najpierw wybierz jednak jaką chcesz zrobić: rajdową, wyścigową, ralycrossową lub jeszcze inną. Upoważnia ona do startów w mistrzostwach Polski. Można ją zrobić na przykład podczas dwudniowego szkolenia organizowanego przez automobilklub. Trzeba przyjechać sprawnym samochodem z minimum dwoma fotelami i przywieźć kask. Po zdaniu egzaminu należy zwrócić się do PZM poprzez swój automobilklub o wydanie licencji i certyfikatu. Tu potrzebne będą kolejne trzy zdjęcia.


Krok 4.Pierwszy start. Do tego droga jeszcze daleka. Najpierw trzeba kupić lub pożyczyć samochód, przystosować go zawodów zgodnie z przepisami (klatka bezpieczeństwa, fotel). Trzeba pamiętać także o zakupie homologowanego ubrania od skarpet po kask i zapewnieniu sobie serwisu w trakcie eliminacji. Bez tego albo będziemy jechać na pół gwizdka albo szybko zakończymy zabawę. Lepiej jeszcze przed sezonem zebrać więc budżet i rzetelnie sprawdzić czy nas stać na wyścigi. Rozwiązaniem może być start w jednej eliminacji. Pocieszeniem niech będzie fakt, że wszyscy zawodnicy dostają 45-proc. rabat na oryginalne części zamienne oraz zniżki na opony i felgi.


Klasyfikacja końcowa Pucharu Kia Cee'd Lotos Cup

1. Łukasz Błaszkowski

2. Kamil Raczkowski

3. Andrzej Gasenko