Ekstremista - Jeep Wrangler 2.8 CRD 177 KM

Wrangler to jedyna terenówka, która wciąż przypomina swą konstrukcją pierwowzór aut 4x4, czyli Willysa. Ta charakterystyczna forma nadwozia, skromne wnętrze, dołączany napęd przedniej osi i sztywne mosty napędowe tworzą niepowtarzalny klimat, którego próżno by szukać we współczesnych "tereniakach".
Wrangler wciąż jest inny i nie zmieniła tego nawet najnowsza modernizacja. Z zewnątrz wciąż najważniejszy jest wlot powietrza z pionowymi żebrami a wewnątrz solidny uchwyt przed pasażerem. Prawdziwe cacuszko - kanciaste, krępe, ciasne. Drogowy "bandziorek", któremu już na pierwszy rzut oka daleko do wymuskanych lalusiów.

Ta bezkompromisowość Wranglera jest trochę dokuczliwa. To nie jest samochód dla ludzi oczekujących wygody. Na desce rozdzielczej znajdziemy tylko to, co naprawdę niezbędne. Fotelom wciąż bliżej do parkowej ławki niż salonowej kanapy a obsługa pedałów i dźwigni zmiany biegów wymaga niezłej krzepy. Miejsca we wnętrzu jest teraz jakby więcej, ale wejście na tylną kanapę wciąż stanowi wyzwanie. Nie dość, że trzeba pokonać wąską szczelinę między przednim siedzeniem a słupkiem nadwozia, to jeszcze konieczne jest wspięcie się sporą wysokość. Makabrycznie prezentuje się przestrzeń bagażowa, właściwie jej nie ma. Trudno w niej upchnąć nawet niewielką teczkę z laptopem. Ratunek tkwi w łatwo składającej się kanapie.

Ekstremalnych doznań dostarcza też podwozie. Sztywne mosty, chociaż na sprężynach śrubowych, wciąż pozostają sztywnymi mostami. Wrangler trzęsie się jak galareta na nierównościach polskich dróg, a zadaniem kierowcy jest trafianie w drogę. Nie jest to proste, układ kierowniczy nie grzeszy precyzyjnością działania i nie sprzyja szybkim korektom toru jazdy. Prowadzenie Wranglera to wciąż poważne wyzwanie, którego powinni unikać niedoświadczeni kierowcy. To, co potrafi zrobić ten samochód na szosie, gdy trafi na niesprzyjającą konfigurację wybojów, woła o pomstę do nieba. Nawet przy niewielkich prędkościach przednie i tylne zawieszenie potrafią wpaść w tak niesamowite, przeciwsobne drgania, że powstaje wrażenie awarii podwozia albo urwanych kół. Bardzo trudno stłumić takie niebezpieczne kolebanie, najlepiej wyhamować do "do zera". Dziwne, że dopuszcza do tego system stabilizacji toru jazdy. Dołączenie napędu przedniej osi niczego nie zmienia w zachowaniu auta na asfaltach. Jedynie przy śliskiej nawierzchni czuje się poprawę przyczepności. Trzeba jednak pamiętać, że po włączeniu 4x4 graniczna prędkość wynosi 80 km/h. Przekroczenie tej granicy grozi awarią układu napędowego ze względu na naprężenia, bowiem Wrangler nie ma międzyosiowego mechanizmu różnicowego.

Wrangler na szosie to samochód-wyzwanie. Bezlitosny ekstremista, który stawia kierowcy wysokie wymagania. Jazda utwardzonym szlakiem, z prędkościami rzędu 80-90 km/h stanowi wątpliwą przyjemność i jest raczej ciągłym czuwanie nad kaprysami tej kanciastej budki na kołach. Ale i na to znajdzie się rada. Trzeba znaleźć więcej czasu na podróż, wziąć dokładną mapę i narysować na niej prostą kreskę z miejsca startu do celu podróży. Potem wybierać drogi najbliższe prostej kresce. Najlepiej te polne, pokryte piaskiem lub żwirem. Tam znajdziemy wytchnienie. Przy ładnej pogodzie można łatwo zdemontować dach i cieszyć się powiewami powietrza. Wrangler, prawdziwy pożeracz bezdroży, lubi niespieszne przedzieranie się przez piaskowe czy błotne pułapki, przemykanie po leśnych duktach i zmagania z niespodziewanymi przeszkodami naturalnymi. Tutaj Wrangler znów jest ekstremistą, tyle, że w pozytywnym znaczeniu. Niełatwo go zatrzymać, chociaż w tej wersji nie ma żadnej blokady mechanizmu różnicowego. Reduktor, ponad 400 Nm momentu obrotowego, imponujący prześwit oraz znakomite kąty natarcia i zejścia robią jednak swoje. Inna sprawa, że przejażdżka w terenie pochłania zazwyczaj 15 l oleju napędowego na każdych 100 km. Ale na szosie jest niewiele lepiej, trudno jest zejść poniżej 13 l/100 km.

Wrangler wciąż ma w sobie "to coś", co odróżnia go od innych aut. Jego specyficzny, niepowtarzalny charakter tworzy oryginalna bryła nadwozia, siermiężne wnętrze, specyficzne, trudne do poskromienia podwozie i nieprzeciętne własności terenowe. W tym samochodzie zaletami są cechy, które w innych samochodach postrzega się jako wady. Bo jaki sens ma w przypadku Wranglera mówienie o współczynniku oporu powietrza czy luksusowym wyposażeniu ponad radio z CD/MP3 i manualną klimatyzację? Ważniejsze jest, czy wszystko będzie działać, gdy woda przeleje się przez progi i jak szybko będzie można usunąć błoto. Ale takie podejście mogą mieć tylko ludzie, którzy są z góry nastawieni na samochodową przygodę w iście amerykańskim stylu, mają odpowiednie nastawienie i wystarczające umiejętności. Początkujący kierowcy i ci, którzy poszukują wygody niech obchodzą Wranglera z daleka.



Jeep Wrangler 2.8 CRD - kompendium



Nadwozie torpedo, 3-drzwiowe, 4-osobowe
Silnik turbodiesel, R4, 2777 cm3
Skrzynia 6-manualna
Moc 177 KM przy 3800 obr/min
Moment 410 Nm przy 2000-2600 obr/min
Napęd na tylną oś, dołączana przednia
Rozmiary 422,3/187,3/186,5 cm
Rozstaw osi 242,4
Kąt natarcia 38,4o
Kąt zejścia 31,3o
Prześwit 25,9 cm
Zawieszenie przód oś sztywna, wahacze wzdłużne, sprężyny śrubowe
Tył oś sztywna, wahacze wzdłużne, sprężyny śrubowe
Opony 245/75 R16
Ciężar własny 1895 kg
Poj bagażnika b.d.
Poj zbiornika paliwa 66 l
Przyśp 0-100 km/h 11,2
Śr spalanie 8,1 l/100 km
Prędkość maks 172 km/h
Cena od 121 600 zł


Gaz

Bardzo dobre własności terenowe, mocny silnik, dobre osiągi



Hamulec

Kiepskie prowadzenie na szosie, paliwożerny silnik, niski komfort jazdy, brak bagażnika w normalnej konfiguracji foteli, wysoka cena



Summa summarum

Samochód dla konkretnego odbiorcy, który zasmakował nieco terenowej przygody i nie jest kompletnym nowicjuszem w prowadzeniu samochodu. W odpowiednich warunkach potężny turbodiesel i solidne podwozie potrafią dać sporo frajdy. Przejazdy asfaltami powinny stanowić jedynie jako dojazdy do odcinków terenowych, na których Wrangler czuje się jak ryba w wodzie.