Lemski na wakacjach

Wiem, jestem nudny. W kółko tylko o dwóch kółkach. Ile można? W ramach pokuty i ekspiacji spędziłem więc weekend z dala od motocykla. Oj, nie było łatwo
Dotąd przed wyjazdem na wakacje jedyną rzeczą, jaka zaprzątała mi głowę, było porządne zamocowanie sakw przy motocyklu. Żeby się nie urwały, gdy będę leciał przez niemieckie autostrady. Bo jeśli na wakacje, to wiadomo - motocyklem. Szybkim. W jakieś ciepłe miejsce.

Słyszałem co prawda, że niektórzy ludzie wybierają się na wakacje samochodem, samolotem (którego -o zgrozo - sami nie pilotują) albo kamperem (to taki dom z silnikiem na kółkach, w którym czasem śpi się podczas wyścigów motocyklowych, by za bardzo nie oddalać się od toru), ale odbierałem to jako pogłoski o życiu pozbawionych wyobraźni frustratów. Urlop bez motocykla? Nie rozumiem tego, ale... może warto raz spróbować?

Ma być inaczej, więc niech będzie. Zamiast ciepłego morza - krajowe Mazury. I nie na dwóch, lecz na czterech kołach. Dobrze, że samochód jest w ładnym kolorze - czarnym. Ale słabo ciągnie. Wiem, że z tyłu ma przyczepę z ciężkim quadem Suzuki KingQuadem 700, ale gdyby pod maską tej Grand Vitary grało jakieś porządne V6... Owszem, spaliłby więcej, ale w końcu mamy wakacje i koszty się nie liczą, nie?

Jazda po naszych nierównych drogach rozkołysaną karawaną to nieszczególna przyjemność. Na dodatek przez większość drogi trzeba pełznąć w żółwim tempie. Za to z wysoko umieszczonego fotela Grand Vitary widać dużo więcej i stojąc w korku, można podziwiać widoki. Widoki? Zazwyczaj wolę podziwiać przepiękne wychylenia wskazówek prędkościomierza i obrotomierza, bacząc przy tym, czy ktoś nie wyjeżdża z podporządkowanej. A jednak wokół są ładne widoki... Zaczynam zauważać u siebie jakieś niebezpieczne symptomy.

Dwa koła więcej

Na miejscu napęd na cztery koła Grand Vitary sprawdza się doskonale -mimo zwykłych opon. Z politowaniem patrzę na wiszące na brzuchu Volvo kombi ciągnące wielką żaglówkę. Volvo i nie dało rady! A to żadne Camel Trophy, tylko lekko rozmiękła, leśna droga. No, ale przedni napęd i do tego ta wielka żaglówka... Właśnie, żaglówka. Silnika w zasadzie brak; nie płynie, kiedy nie wieje... Ludzie są dziwni.

Omijam taplającą się w błocie rodzinkę bez obawy, że muszę zjechać z gruntowej drogi na mokrą łąkę. Grand Vitara przyciągnęła przyczepę na Mazury, ale na szosowych oponach więcej pociechy już z niej nie będzie. Pora obejrzeć, co ma do zaproponowania wszędołaz Suzuki.

KingQuad 700 to spory kawał żelastwa. Ma napęd na wszystkie koła z możliwością odłączenia przedniej osi. W najtrudniejszych warunkach można zablokować przedni mechanizm różnicowy. Tylnego zwyczajnie nie ma - oba koła zawsze poruszają się z tą samą prędkością. Bez sensu? Tak, jeśli ktoś zamierza KingQuadem jeździć po utwardzonej nawierzchni. Tylko po co to robić? Niskociśnieniowe opony nie są przygotowane na takie wyzwanie. Jeden nieuważny ruch i możemy się wywrócić. A to nie przelewki, bo ta czterokółka spokojnie rozpędza się do ponad 100 km/h!

W terenie brak tylnego mechanizmu różnicowego nie jest problemem. Ale przydałaby się wyciągarka. Wówczas mógłbym spróbować wjechać wręcz na pionową ścianę. Poza tym nic nie jest w stanie zatrzymać tego pojazdu. Trochę mnie to niepokoi, bo już widzę oczami wyobraźni hordy quadów przecinających z rykiem zagajniki, mateczniki, leśne polany i wszystkie te miejsca, gdzie jednak powinno być cicho i spokojnie. Bo owszem, lubię konie, decybele i swąd palonej gumy, ale tam, gdzie nikomu to nie wadzi. Dlatego z przekonaniem polecam quady tym, którzy znają umiar. Albo mają spore ranczo lub jeżdżą po poligonie.

W bardzo ciężkim terenie quad ma pewną przewagę nad motocyklem, w dodatku daje sporo frajdy. Szybka jazda po piachu czy błocku też jest możliwa, choć oczywiście sam quad ma pewne ograniczenia względem terenowego motocykla. Za dużo kół.

Dwa koła mniej

Ale po co w ogóle koła? Suzuki i Mazury mają dla mnie jeszcze jedną niespodziankę. To 150-konna łódź motorowa, choć właściwie można by powiedzieć - jacht. W części dziobowej tej jednostki zainstalowano sporych rozmiarów wyrko, całkiem wygodne. Za sterem łodzi jest bardzo miło. Przyspieszenia na wodzie, choć inne od tych, do których przywykłem na motocyklu, dostarczają nowego rodzaju doznań. Woda to przedziwny żywioł i odczuwanie prędkości jest tu zupełnie inne. Wystarczy 60 km/h, a mam wrażenie, że gnam co najmniej dwa razy szybciej, zwłaszcza kiedy popatrzę na kilwater. 150 KM zaburtowego silnika Suzuki nieźle młóci wodę. Tak, tu czuję się bezpiecznie. Nie to, co na tych szalonych żaglówkach.

Co prawda zamiast łodzi wolałbym do tego silnika podpiąć jakiś megalekki ślizgacz -wrażenia pewnie byłyby o niebo lepsze. Ale i taka łódź ma swoje zalety. Na przykład można ją przycumować niedaleko quada i terenówki i nocować pod pokładem, by poczuć się prawie jak w kamperze, na wyścigach.

Wakacji z tymi szalonymi wynalazkami nie mogę uznać za zupełnie nieudane. Doznania były, owszem, ciekawe. Ale muszę przyznać, że z utęsknieniem patrzę w stronę Hayabusy. Ona też patrzy. Z wyrzutem. Jakby chciała zapytać: "A co z prawdziwymi wakacjami?".

Marta Bubak, Polskie Stowarzyszenie Czterokołowców - ATV Polska

Nie ma jednoznacznych przepisów mówiących jak można w Polsce zarejestrować Quada. Jedni rejestrują je jako pojazdy samochodowe inne lub motocykle, inni jako pojazdy wolnobieżne, jeszcze inni jako ciągniki. To rodzi określone konsekwencję, z których niewielu zdaje sobie sprawę. Gdy quad jest np. ciągnikiem musi jeździć z trójkątem odblaskowym z tyłu. Na szczęście coraz częściej quady rejestrowane są jako pojazdy samochodowe inne (wymóg homologacji, ubezpieczenia OC). Wtedy obowiązują je Kodeks Ruchu Drogowego i wszystkie zasady korzystania z dróg publicznych. Między innymi zakazy wjazdu do lasów. Podobnie jak samochodem, jeździć tam nie wolno. Trwają rozmowy z przedstawicielami Lasów Państwowych na temat wytyczenia szlaków dla quadów, na wzór ścieżek rowerowych. Mam nadzieje, że do ich utworzenia szybko dojdzie. Do tego czasu, właściciele quadów zdani są jazdę po drogach zgodnie z obowiązującym kodeksem ruchu drogowego, a jeśli nie są one zarejestrowane na terenach zamkniętych np. torach motocrossowych lub kartingowych, których w Polsce powstaje coraz więcej. Amatorzy sportowej jazdy na quadach mogą się natomiast wyszaleć na zawodach, których kalendarz umieszczono na stronach Polskiego Związku Motorowego oraz na stronie Stowarzyszenia www.atvpolska.pl