Za szybko?

Najczęściej nadmierna prędkość nie jest bezpośrednią przyczyną wypadków, lecz potęguje błędy uczestników ruchu, które do wypadku doprowadzają
Panuje opinia, że polscy kierowcy jeżdżą za szybko, bo lekceważą limity prędkości. Policja i samorządowcy postanowili z tym walczyć. Ustawiają fotoradary niemal na każdym skrzyżowaniu w nadziei, że kierowcy zdejmą nogę z gazu i będą jechać wolniej. A jeśli któryś nie zdejmie, to zostanie srogo ukarany. W miastach, gdzie i tak obowiązuje zwykle ograniczenie do 50 km/h, to zdaje egzamin. Ale poza miastami już nie.

Wystarczy zobaczyć, co się dzieje na trasach przelotowych (np. katowicka z Warszawy na Śląsk). Samochody co kilka kilometrów w obawie przed fotoradarem ostro zwalniają. Zamiast płynnego ruchu jest szarpanina i nerwy. Wystarczy, że ktoś się zagapi i wypadek gwarantowany. I to nie z powodu nadmiernej prędkości, lecz najechania od tyłu na ostro hamujący pojazd na prostej i równej drodze.

Oczywiście, nim zacznie się represjonować kierowców, powinno się zadbać o infrastrukturę - drogi szybkiego ruchu z bezkolizyjnymi skrzyżowaniami, autostrady, ronda i kładki. Dając kierowcom coś w zamian, można z całą surowością karać piratów drogowych. Niestety, wszystko to kosztuje krocie. Fotoradary pozostaną najtańszym i najprostszym rozwiązaniem. Jeśli dodamy, że nie uszczuplają, lecz zasilają budżet lokalnych władz, możemy być pewni, że będzie ich z roku na rok coraz więcej.

A za granicą? Dlaczego ten sam kierowca w Polsce jeździ za szybko, a tam zgodnie z przepisami? Jeśli mógłby zaplanować, że trasa z Warszawy do Poznania potrwa trzy godziny (dystans - 300 km, średnia prędkość - 100 km/h, maksymalna prędkość na autostradzie - 130 km/h), a nie - jak teraz - cztery i więcej, to gwarantuję, że szybciej nie pojedzie. Raz - nie będzie mu się opłacało, bo czas, jaki zaoszczędzi na drodze, straci na tankowanie, dwa - nie będzie ryzykować, skoro i tak dojedzie w stosunkowo krótkim czasie i o ustalonej porze.

Z raportu o bezpieczeństwie na drogach i umiejętnościach polskich kierowców przeprowadzonego przez Pentor na zlecenie Škody wynika, że aż 63 proc. kierowców dopuszcza łamanie przepisów ruchu drogowego. Co ciekawe, większość z nich odbiera przepisy ruchy drogowego jako zamach na wolność osobistą. Z drugiej strony 80 proc. ankietowanych kierowców nie czuje się bezpiecznie na polskich drogach.

Jako główne przyczyny wypadków drogowych spowodowanych przez kierujących policja wymienia: niedostosowanie prędkości do warunków ruchu, nieudzielanie pierwszeństwa przejazdu, nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych, wyprzedzanie i niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami. - Za wieloma z tych zachowań kryje się brawura kierujących, brak umiejętności oceny granic bezpiecznej jazdy - twierdzi Tomasz Płaczek, kierownik ds. szkoleń Szkoły Auto.

Kierowcy nie zaprzeczają. 57 proc. ankietowanych przyznało, że lubi dynamiczną jazdę. -

Większość kierowców nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji zbyt śmiałego operowania pedałem gazu. Niewinne 10 km/h więcej wystarczy, by zamiast przed, samochód zatrzymał się za przejściem dla pieszych - podkreśla Peter Ziganki, szef instruktorów niemieckiego ADAC-u, partnera Szkoły Auto. Dlatego tak ważne są szkolenia z bezpiecznej jazdy. Pod okiem profesjonalnych instruktorów instruktorów można najpełniej poznać zależności między czasem reakcji, prędkością na drodze i wydłużeniem drogi hamowania.

Z doświadczeń instruktorów Szkoły Auto wynika, że większość kursantów lekceważy prędkości, które rozwijają na drogach. Nawet jeżeli dobrze hamują i umieją korzystać z ABS-u zapominają, że droga hamowania rośnie do kwadratu z prędkością, a do tego dochodzi czas reakcji kierowcy. Mimo to 58 proc. kierowców ocenia swoje umiejętności, także w warunkach ekstremalnych, jako dobre lub bardzo dobre.

Tomasz Płaczek, kierownik ds. szkoleń Szkoły Auto

Naszym kursantom pokazujemy, jak różnie zachowuje się to samo auto z tym samym kierowcą, ale przy różnych prędkościach. Najbardziej obrazowe jest zademonstrowanie uczestnikom szkolenia drogi zatrzymania auta ze 130 km/h. Z taką szybkością, a nawet z większymi, podróżuje wielu kierowców wciąż przekonanych, że jest to prędkość bezpieczna. My wyprowadzamy ich z błędu