Seat Ibiza SportCoupe - Ani to, ani to

Nasz dzisiejszy bohater nazywa się Seat Ibiza SportCoupé. Nazwa jest jednak nadużyciem. Owszem, Seat, owszem, Ibiza, ale na pewno nie coupé. A tym bardziej sport
Dział marketingu Seata doszedł do wniosku, że trzydrzwiowa wersja Ibizy szczególnie spodoba się "młodym i dynamicznym". By połechtać ich ego, postanowił wzbogacić ofertę o namiastkę coupé okraszoną sportowymi akcentami. Stąd i nazwa auta. Pomysł marketingowców podchwycili styliści. Nowa Ibiza jest o niecałe 2 cm krótsza od wersji 5D, ale opadający dach, cztery nowe kolory (niebieski, biały, szary i pomarańczowy) oraz cały zastęp aluminiowych obręczy (nawet 17-calowych) sprawiają, że SportCoupé jest zadziorna i zaczepna. Dobra robota. A na potwierdzenie - historyjka. Wyobraźcie sobie trzypasmową autostradę, godziny szczytu, żółwie tempo. Jadę środkowym pasem Ibizą SC. Po lewej atrakcyjna Hiszpanka w Mini Cooperze. Z taką namiętnością zaczyna wpatrywać się w Ibizę (a może we mnie?), że nieomal wjeżdża w bagażnik poprzedzającego ją auta. To się zdarzyło naprawdę. Najwyraźniej Ibiza SC trafia w gust młodych. Marketingowcy chcieli też, by nie ustępowała Mini. Stąd tak bogata paleta dodatków pozwalających dopasować auto do swojej równie bogatej osobowości, m.in. rozmaite naklejki nadwozia i kolorowe elementy wykończeniowe. Kto lubi takie ekstrasy, na pewno się ucieszy. Może jestem prostolinijny, ale uważam, że oferując naklejki, producent mimowolnie przyznaje, iż auto nie wygląda oszałamiająco i trzeba go nieco przypudrować. Poza tym - czy ktoś kiedyś widział obklejonego Citroëna DS albo, dajmy na to, Wenus z Milo? Najwyraźniej dobry design nie potrzebuje naklejek.

Niestety, inżynierowie nie do końca wyczuli intencje marketingowców. Może i byli pełni zapału, ale na półmetku stracili wenę. Skończyło się na twardawym zawieszeniu i superszybkiej skrzyni biegów. Jak na sportowe coupé - za mało. Dopóki na rynku nie pojawi się wersja FR (około 150 KM) i Cupra (około 200 KM), dopóty SportCoupé będzie anemiczną, trzydrzwiową Ibizą. Podczas pierwszych jazd testowych w Barcelonie mogę dowoli przebierać pośród trzech silników benzynowych (70, 85 i 105 KM) oraz trzech turbodiesli (80, 90 i 105 KM). Oczywiście wybieram te najmocniejsze - życie jest za krótkie, by zajmować się namiastkami, zwłaszcza jeśli mają trzy cylindry, rachityczne 70 KM i mało oszałamiające osiągi (setka w 15 s). Tak więc "rzucam się" na benzynowe 1.6 o mocy 105 KM. Opuszczam nisko rasowo wyglądający fotel, przyciągam przyjemnie grubą trójramienną kierownicę (ma w sobie coś z wolantów Hondy), ustawiam odlotowe lusterka "na nóżce" i odpalam tę bestię. Nagle widzę, że biegną do mnie przerażeni ludzie z obsługi. Machają rękami i tłumaczą, że siedzę w jednym z czterech przedprodukcyjnych egzemplarzy z 7-biegowym, dwusprzęgłowym automat. Niemal na kolanach błagają, bym uważał, nie był za ostry w ocenach i w ogóle najlepiej nie ruszał z miejsca. Nie wiem czemu, ale nagle zapragnąłem pojeździć tym autem jak nigdy. Zacząłem jednak od oględzin wnętrza.

Deska ma pomysłowy, można powiedzieć, popowy design. Materiały są twarde (poza elipsowatą wstawką), ale wyglądają na poprawnie spasowane. Organoleptycznie stwierdzam, że boczki trochę słabo trzymają się drzwi, krawędź kieszeni w drzwiach jest poharatana i nierówna, a plastiki w okolicach dźwigni zmiany biegów niezbyt solidne. A z tyłu?

Wciskanie się do drugiego rzędu w aucie trzydrzwiowym zawsze jest upokarzające i Ibiza nie jest wyjątkiem. Jak już wsiądziemy odkrywamy, że choć na stopy i kolana miejsca jest sporo, to nie zbywa go nad głową. Dlatego nie wyobrażam sobie podróży w pełnej pięcioosobowej obsadzie. No właśnie. Ruszam i... już po kilku minutach mam skrzywioną minę. Silnik jest głośny, mało elastyczny i nie wykazuje chęci do pracy. By wykrzesać z niego więcej energii, trzeba cierpliwości, wkręcania na wysokie obroty oraz... zatyczek w uszach. Całe te 1,6 litra nie jest już najlepszej świeżości w czasach, kiedy tyle samo koni, za to więcej niutonometrów i mniej CO2 produkują turbodoładowane jednostki o pojemności 1,2 litra. Słowem silnik w Ibizie SC rozczarowuje. A skrzynia? Siedmiobiegowy automat ma - jak to DSG - dwa sprzęgła. Kiedy jedziemy na trzecim biegu, drugie sprzęgło myśli sobie: "Najwyraźniej pan Otto za chwilę zechce wrzucić czwórkę, więc już teraz mu ją podsunę". Dzięki temu zmiana biegów w górę jest niewyczuwalna i błyskawiczna. W dół - bardziej niewyczuwalna niż błyskawiczna, ale i tak szybka. Tak to z reguły wygląda. Atu?

Choć DSG nieźle sprawdza się w pozostałych autach koncernu VW, w Ibizie jakoś nie imponuje. Bez przekonania żongluje siedmioma biegami, czasem lubi się zadumać, boi się kickdownów (redukcja przełożeń wymuszona gwałtownym wciśnięciem gazu). W dodatku obniża prędkość maksymalną w stosunku do wersji ze skrzynią manualną, co w "sportowym coupé" nie powinno mieć miejsca. Cóż, to pierwsze auto tego segmentu z taką skrzynią. Dajmy Seatowi pół roku na dopracowanie tego rozwiązania i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Czas na nieśmiertelne 1,9 TDI. Ten wszechobecny silnik jest głośny, rubaszny i mało kulturalny, a poniżej 1800 obrotów irytująco ospały. Ale już 200 obrotów wyżej daje kopa, że aż miło. Szkoda tylko, że przyrost mocy trwa tak krótko. Trzeba często zmieniać biegi. Na szczęście 5-biegowa skrzynia mechaniczna nie czyni z tego problemu. Spalanie w TDI jest tak niskie, że auto wystarczy tankować pipetą. Obiektywnie TDI oferuje podobne osiągi co benzynowe 1.6, jednak subiektywnie ma więcej ognia. Już chyba wiadomo, który silnik jest lepszy, prawda? Ale prawdą jest też, że dodatkowe 50 koni uskrzydliłoby to auto w stopniu odpowiadającym nazwie. Tym bardziej że Ibiza SC ma solidne fundamenty. Na jej płycie podłogowej spocznie niebawem nowy Volkswagen Polo oraz Audi A1. Większa sztywność, szerzej rozstawione koła i obniżony środek ciężkości w stosunku do poprzednika sprawiają, że mały Seat prowadzi się prawie jak sportowe coupé. To w dużej części zasługa oferowanego za dopłatą sportowego zawieszenia. Co do niego mam jednak pewne wątpliwości - o ile na hiszpańskich drogach owa twardość nie była nadzwyczaj uciążliwa, o tyle nad Wisłą może być to pewnym problemem. Zobaczymy. Mało komunikatywny i nieco mdły układ kierowniczy i tu, i tam nie licuje ze słowem "sport".

Czym więc w istocie jest to auto? Nie ulegaj zapewnieniom Seata i potraktuj Ibizę SC jako trzydrzwiowy, miejski samochód z atrakcyjną stylistyką. Nie zamawiaj ani sportowego zawieszenia, ani żadnych naklejek. Wybierz turbodiesla, kolor niebieski i fajne felgi. Wtedy będziesz zadowolony. Ole!

GAZ

Stylistyka, wizerunek, przestrzeń z przodu, poprawne właściwości jezdne.

HAMULEC

Silniki nie do końca pasują do nazwy "SportCoupé", sportowe zawieszenie może być za twarde, niewiele miejsca z tyłu.

SUMMA SUMMARUM

Z rozmów z ważnymi ludźmi wiem, że pierwotnie Ibiza SC miała mieć swoją premierę dopiero w październiku. Ale plany się zmieniły. Jesienią zadebiutuje limuzyna klasy średniej Exeo i oto dlaczego trzydrzwiowa Ibiza już teraz jest z nami (a do salonów trafi jesienią). Może jednak warto było trochę poczekać i zafundować autu chociażby jeden dobry i mocniejszy silnik, który wywołałby szybsze bicie serca i byłby godny auta, które ma aspiracje do bycia sportowym coupé? Pośpiech nie popłaca.



Seat Ibiza Sportcoupe1,6 16V DSG 1,9 TDI
Nadwozie hatchback, 3-drzwiowe, 5-osobowe hatchback, 3-drzwiowe, 5-osobowe
Silnik benzynowy, R4, 1598 cm3 turbodiesel, R4, 1896 cm3
Skrzynia 7-automatyczna (5-manualna) 5-manualna
Moc 105 KM przy 5600 obr./min 105 KM przy 4000 obr./min
Moment 153 Nm przy 3800 obr./min 240 Nm przy 1900 obr./min
Napęd na koła przednie na koła przednie
Wymiary 403,4/169,3/142,8 cm 403,4/169,3/142,8 cm
Poj. bagażnika 284 l 284 l
Poj. zbiornika paliwa 45 l 45 l
Przyśp. 0-100 km/h 10,1 (10,4) s 10,4 s
Śr. spalanie 6,7 (6,6) l/100 km 4,5 /100 km
Prędkość maks. 188 (189) km/h 187 km/h
Cena nieustalona nieustalona
Więcej o: