Świat bez VAT

Wprowadzenie zmian podatkowych może obniżyć realne ceny nowych samochodów nawet o 20 proc. Zyskają na tym wszyscy - przedsiębiorcy, Ministerstwo Finansów, dilerzy, a nawet zwolennicy aut używanych
W styczniu ubiegłego roku zapadł bezprecedensowy wyrok. Europejski Trybunał Sprawiedliwości nakazał wtedy polskim władzom zwrócenie części podatku akcyzowego wszystkim prywatnym importerom, którzy po naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej sprowadzili z Zachodu samochody z drugiej ręki. Rzecz dotyczyła blisko 2 mld zł, więc Ministerstwo Finansów załamało ręce, ale w geście pokory zapowiedziało, że zwróci pieniądze.

Nie minęło półtora roku, dużej części akcyzy resort jeszcze nie oddał, a już wisi nad nim kolejne niebezpieczeństwo. Tym razem Komisja Europejska wszczęła przeciwko ministerstwu postępowanie związane z odliczaniem podatku VAT od paliwa oraz samochodów kupowanych na firmy. Komisja twierdzi, że obowiązujące nad Wisłą przepisy nie tylko naruszają prawo wspólnotowe, ale też hamują rozwój polskich przedsiębiorstw (szczególnie tych, w których samochód jest podstawowym narzędziem pracy). Do tego - jak udało się nam ustalić - sam resort dojrzewa do decyzji o całkowitym zniesieniu akcyzy na nowe i używane auta. Zastąpiłby ją nowy, korzystniejszy podatek ekologiczny.

- Jeżeli takie zmiany faktycznie nastąpią, realne ceny nowych aut będą niższe. To zachęci klientów do zakupów - ocenia Wojciech Drzewiecki, szef Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego "Samar". Jest więc szansa nie tylko na nowe, tańsze samochody, ale także na odmłodzenie polskiego parku samochodowego oraz zatrzymanie importu starych, nieekologicznych i niebezpiecznych pojazdów z Zachodu.

Podatek zza kratek

W ciągu ostatnich lat fiskus robił, co mógł, by utrudnić życie przedsiębiorcom i wyciągnąć z ich kieszeni jak najwięcej pieniędzy. Spośród wszystkich rozwiązań najbardziej kuriozalnym, ale - nie ma co ukrywać - także najkorzystniejszym finansowo były osławione kratki. W2002 roku na ulice zaczęły wyjeżdżać tysiące samochodów z metalową kratownicą zamontowaną za drugim rzędem siedzeń, bo ktoś w ministerstwie wymyślił, że takie auto zaliczyć będzie można do działu "ciężarowe" i odliczyć od jego zakupu pełen podatek VAT. W ten sposób pojawiły się nie tylko "dostawcze" Focusy i Fabie, ale także Mercedesy w wersji kombi czy Porsche Cayenne - najbardziej luksusowa i najszybsza ciężarówka świata (przynajmniej według polskiego prawa). Wart kilkaset tysięcy złotych SUV z metalową kratką w bagażniku wyglądał co najmniej zabawnie. Jednak jego właściciel oszczędzał dzięki temu - zależnie od wersji auta - od 60 tys. do 100 tys. zł, co zabawne już nie jest.

Gdy fiskus zorientował się, że polskim przedsiębiorcom kawałek żelastwa za tylną kanapą wcale nie przeszkadza, zaostrzył przepisy, wprowadzając w 2004 roku tzw. wzór Lisaka. Był on tak skomplikowany, że sam Einstein do spółki z Pitagorasem mieliby problemy z jego zrozumieniem. Potem przepisy zmieniano na niekorzyść podatników jeszcze kilkakrotnie, także po przystąpieniu Polski do UE, co Komisja uznała za pogwałcenie art. 176 unijnej dyrektywy o podatku VAT. Mówi on, że przepisy można liberalizować, ale w żadnym wypadku nie można ich zaostrzać.

Teraz sprawą zajmie się ETS. I jeżeli stwierdzi, że polskie prawo rzeczywiście dyskryminuje firmy kupujące auta, to już za kilka miesięcy fiskus nie tylko będzie musiał zwrócić przynajmniej część nadpłaconego podatku przedsiębiorcom, ale też zmienić przepisy. W kuluarach Ministerstwa Finansów już mówi się o rozwiązaniu całkowicie liberalizującym rynek firmowych zakupów. Przedsiębiorstwa miałyby możliwość odliczania pełnej kwoty podatku od każdego kupowanego auta, bez względu na to, czy jest to użytkowy pick-up, luksusowa limuzyna, czy sportowy kabriolet.

- Takie rozwiązanie z powodzeniem funkcjonuje w wielu europejskich krajach ima same zalety. M.in. przyciąga nowych inwestorów w sektorze motoryzacyjnym, sprawia, że nowoczesne samochody stają się dostępne dla szerszego grona klientów, co przekłada się bezpośrednio na wyższy poziom bezpieczeństwa na drogach oraz mniejsze zanieczyszczenie środowiska -wylicza Wojciech Drzewiecki z Samaru. Wzrost popytu na nowe auta zwiększyłby także ich podaż, co korzystnie odbiłoby się na przychodach dilerów. Ci, z biegiem czasu, mogliby zmniejszyć swoje marże i tym samym obniżyć ceny aut. A im więcej nowych tańszych samochodów kupowałyby firmy, tym więcej odsprzedawałyby po kilku latach, na czym zyskaliby zwolennicy "używek", którzy zamiast szukając jak dziś okazji za Odrą, mieliby w zasięgu ręki auta tańsze, młodsze i lepsze.

Ostrożnie szacując, dzięki zmianom w ustawie o VAT w kieszeniach przedsiębiorców tylko w pierwszym roku zostałby dodatkowy miliard złotych. Teoretycznie za taką kwotę mogliby stworzyć ok. 15 tys. miejsc pracy, ale nawet gdyby ją przejedli, to w końcowym efekcie pieniądze i tak trafiłyby do państwowego skarbca, np. pod postacią innych podatków. Tak więc i wilk byłby syty, i owca cała. Czy Ministerstwo Finansów też doszło do takiego wniosku, okaże się w ciągu kilku miesięcy. Wygląda jednak na to, że wszystko jest na dobrej drodze. I to nie tylko, jeśli chodzi o VAT, ale także jeszcze jeden podatek, który znacznie uszczupla kieszenie kierowców.

Niepojęte właściwości akcyzy

W kuluarach resortu coraz częściej słychać głosy, że po potknięciu się o akcyzę półtora roku temu, warto w ogóle ją zlikwidować. Powód? Przede wszystkim jest niesprawiedliwa. Jeżeli silnik w samochodzie ma do 2000 ccm pojemności, to wysokość akcyzy wynosi 3,1 proc., ale gdy tylko motor ma choćby 2001 cm3, to automatycznie wchodzi w drugi próg i podatek rośnie do 13,6 proc. Tej różnicy nie potrafi wytłumaczyć nikt. Ajuż na pewno nie ma ona - choć powinna - uzasadnienia ekologicznego. Wystarczy powiedzieć, że Avensis wyposażony w silnik Diesla o pojemności 2,2 litra spala średnio 5,9 litra ON na 100 km i produkuje 159 g CO2 na kilometr, podczas gdy benzynowy dwulitrowy Ford Focus pali o ponad litr więcej i wydziela 169 g CO2. W przypadku tego pierwszego auta wyjściowa kwota akcyzy wynosi 9 tys. zł, a w przypadku Forda zaledwie ok. 1,5 tys. zł. Słowo "wyjściowa" zostało użyte tutaj celowo, ponieważ rośnie ona wraz z dodatkowym wyposażeniem dokupionym do auta. I tak nawigacja w Mercedesie C220 CDI jest warta o 10 proc. więcej niż ta w modelu C180, choć to dokładnie ten sam sprzęt. Śmieszne, ale niestety prawdziwe i bolesne, szczególnie dla naszych portfeli.

Zrozumiało to wreszcie samo Ministerstwo Finansów, które podobno pracuje już nad projektem podatku ekologicznego, którego wysokość uzależniona byłaby od normy emisji spalin, jaką spełnia samochód. Stare kopcące auta sprowadzane z Zachodu obłożone byłyby najwyższą, kilkusetzłotową składką opłacaną co roku. Natomiast właściciele nowych ekologicznych modeli spełniających normę Euro 5 płaciliby znacznie niższy podatek, a w niektórych przypadkach (np. aut hybrydowych albo wyjątkowo oszczędnych diesli) byliby w ogóle zwolnieni z opłaty. Podobne rozwiązanie funkcjonuje z powodzeniem m.in. w Niemczech. Tamtejszy park samochodowy należy do najbezpieczniejszych i najmłodszych na świecie, a obciążenia podatkowe kierowców są jednymi z najniższych (wliczając w to 16 proc. VAT, który można odliczyć nawet od Bugatti Veyrona, co daje jakieś 150 tys. euro oszczędności). Mimo to niemiecki fiskus nie narzeka na brak pieniędzy i nawet pozwala swoim obywatelom jeździć bez ograniczeń prędkości po bezpłatnych autostradach.

Polscy kierowcy na bezpłatne autostrady (zresztą w ogóle na autostrady z prawdziwego zdarzenia) nie mają co liczyć w najbliższej przyszłości, podobnie jak na to, że władze pozwolą im choćby na niektórych odcinkach rozpędzać się zgodnie z prawem do prędkości wyższych niż 130 km/h. Może więc chociaż uraczą nas nagrodą pocieszenia w postaci łaskawszych podatków. Już dawno na nią zasłużyliśmy.

Ciemna strona VAT-u

Ile realnie mogłyby kosztować samochody po zmianach podatkowych (zniesieniu akcyzy i umożliwieniu pełnego odpisu VAT):



Samochódcena dziś cena po zmianach
Citroën C1 1.0 (68 KM) 29 900 zł 23 770 zł
Fiat Punto 1.3 JTD (75 KM) 47 490 zł 37 750 zł
Seat Leon 1.4 TSI (125 KM)65 490 zł 52 060 zł
VW Golf Variant 1.9 TDI (105 KM)75 240 zł 59 800 zł
Toyota Avensis 2.2 D4D (150 KM)99 000 zł 71 400 zł
Škoda Super II 2.0 TDI (170 KM)110 800 zł 88 100 zł
Volvo S60 2.0T (180 KM)118 700 zł 94 400 zł
Peugeot 4007 2.2 (156 KM)141 500 zł 102 100 zł
BMW 320d (177 KM)134 000 zł 106 500 zł
Audi A5 3.2 FSI (265 KM)202 600 zł 146 200 zł
Jaguar XKR cabrio (416 KM)454 000 zł 327 500 zł


Gdyby Ministerstwo Finansów zniosło akcyzę i wprowadziło zmiany w ustawie o VAT pozwalające na odpisywanie pełnej kwoty podatku od samochodów kupionych na firmy, to realne ceny aut byłyby nieporównywalnie niższe niż dziś. Na najtańszych na rynku czterech kółkach, których ceny zaczynają się poniżej 30 tys. zł, oszczędzić można by 6-7 tys. zł. Im droższe auta, tym wyższe oszczędności. W przypadku modeli z silnikami o pojemności powyżej 2.0 litrów i cenach ok. 400 tys. zł, oszczędności wynoszą już ponad 100 tys. zł. Jednak najbardziej wyraźne różnice widać w przypadku aut wyposażonych w duże silniki i kosztujących poniżej 100 tys. zł. Toyota Avensis 2.2 D-4D za 99 tys. zł mogłaby być tańsza o 30 proc.!