Co w zamian?

Prawie każdy stał przed tym dylematem. Czy wybrać spokój na kilka lat, czy może nieco więcej komfortu i lepsze wyposażenie? Za 35 tys. zł możemy sobie sprawić nowiutkiego Chevroleta Aveo albo...
Do wydania mamy około 35tys. zł i szukamy wszechstronnego auta dla czteroosobowej rodziny. Wystarczy wejść do salonu, wybrać kolor, kilka dodatkowych gadżetów i poczekać na dostawę, co średnio trwa około dwóch miesięcy (chyba że auto stoi na placu, a wtedy możemy wyjechać nim następnego dnia). W ten sposób można stać się właścicielem Chevroleta Aveo - jednej z ostatnich nowości. Auto właśnie przeszło facelifting, po którym dużo lepiej wygląda i jeździ. Jest większe (długość wzrosła o 4 cm) i ma nowocześniejsze silniki: 85-konne 1.2 lub 101-konne 1.4. Oba benzynowe. Pierwszy rozpędza Aveo do setki w 13 sekund (172 km/h szybkości maksymalnej) i, co najważniejsze, mieści się w kręgu naszych możliwości finansowych. Wersja Base to wydatek 35590 zł. Auto prowadzi się dobrze, zawieszenie jest przyjemne, a układ kierowniczy właściwie zestrojony. Jedynie silnik mógłby być lepiej wygłuszony, jak zresztą w wielu autach segmentu B. Na osłodę zostaje trzyletnia gwarancja. Gdy dorzucimy klimatyzację i "lakier metalik", kwota urasta jednak do 40 tys. zł, a na to nas nie stać.

Kto jest w stanie poświęcić spokój ducha, jaki daje gwarancja, może przebierać w tysiącach ofert, i to wśród aut sporo większych. W przypadku egzemplarza używanego to stan techniczny najczęściej decyduje o wyborze. Od tego zależy, ile pieniędzy będziemy musieli wpompować w auto zaraz po zakupie. Sprawdzamy, jakie samochody używane można znaleźć za równowartość nowego Aveo.

1. VW Golf, 2004 r.

Pospolity Golf jest o klasę większy od Chevroleta. Za 35 tys. zł (cena wywoławcza) znaleźliśmy egzemplarz z 2004 r., co oznacza, że jest to już piąta generacja kompaktowego VW. Taka sama, jaką co najmniej do końca roku będą oferowały firmowe salony. Auto ma niezbyt mocny, ale nowoczesny silnik benzynowy 1.4 FSI (z bezpośrednim wtryskiem paliwa). Nie jest bardziej dynamiczny od naszego Aveo, ale też nie zużywa dużo więcej paliwa. Średnio ok. 8 litrów na setkę. Jeśli wierzyć sprzedającemu, ma niewielki przebieg (61 tys. km). A prócz tego klimatyzację, elektrycznie otwierane szyby i regulowane fotele. W Golfie jest wyraźnie wygodniej niż w Chevrolecie. Niemieckie auto jest też zdecydowanie lepiej wykończone, nie straci tak na wartości, łatwiej je będzie sprzedać i zdobyć tanie części zamienne.

2. Citroën C4, 2005 r.

W tej samej cenie można znaleźć nieco młodszego (2005r.) i mocniejszego Citroëna C4 z benzynowym silnikiem 1.6. Właściciel kupił go w salonie, a więc zna całą historię tego samochodu i nie może się wyprzeć ewentualnych napraw blacharskich. Tym bardziej że w ogłoszeniu napisał, iż wóz jest bezwypadkowy i serwisowany w ASO.

To istotne zalety tej oferty. Auto jest bardzo bogato wyposażone (sześć poduszek powietrznych, klimatyzacja, czujniki parkowania) i ma umiarkowany przebieg. Jedyny minus to trzydrzwiowa karoseria. W przypadku auta, którego poszukujemy, funkcjonalność jest ważniejsza od urody. Choć C4 ma naprawdę spore drzwi, rodzina może nie być zachwycona ich liczbą. A na dodatek kompaktowe auta trzydrzwiowe nieco trudniej się sprzedają.

3. Toyota RAV4, 2002 r.

Co jeszcze można kupić za 35 tys. zł? Okazuje się, że całkiem niezłego SUV-a. W naszym budżecie zmieściła się pięciodrzwiowa Toyota RAV4 z dwulitrowym silnikiem benzynowym i bardzo małym jak na wiek przebiegiem (50 tys. km). Co prawda to siedmiolatek, ale z bogatym wyposażeniem (aluminiowe felgi, elektryczne lusterka, elektryczne szyby, immobilizer, klimatyzacja, lakier metalik, dwie poduszki, radio z CD). W tym wypadku trzeba się przygotować na większe koszty związane z utrzymaniem auta. Po pierwsze, wiek robi swoje i nawet Toyotę dopadną awarie (wydatki), a po drugie, pali sporo, bo ok. 11 l/100 km. Benzyny. Za to możliwość zjechania z asfaltu na polne dukty pozwala zrealizować co bardziej śmiałe weekendowe wycieczki.

4. Renault Avantime, 2002 r.

Na deser coś naprawdę wyjątkowego. Avantime - luksusowe auto z 2002 roku, z listą wyposażenia zdolną wypełnić kilka kartek A4. Tak, tak, też za 35 tys. zł. To naprawdę atrakcyjna cenowo propozycja. Avantime nie ma co prawda dobrej sławy. Po pierwsze, ciągnie się za nim opinia dość awaryjnego samochodu, po drugie, Renault zrozumiało chyba swój błąd i postanowiło wycofać swój najdziwniejszy model z produkcji. Być może za jakiś czas Avantime będzie gratką dla kolekcjonerów, ale na razie ubocznym efektem oryginalności są wysokie ceny nietypowych części, które notabene trudno znaleźć na rynku wtórnym, nie mówiąc już o zamiennikach. Duży samochód z równie obszernym wnętrzem napędzany oszczędnym i dynamicznym dieslem o pojemności 2.2 litra zadowoli tych, którzy cenią sobie komfort, wygodę, a przede wszystkim oryginalność. Bo żadne Aveo, obojętnie jak wyposażone, nie zrobi takiego wrażenia pod modną restauracją. Tylko że... No właśnie. Praktyka uczy, że w przypadku tak oryginalnych aut trudno znaleźć na nie chętnego i oszacować ich rzeczywistą (z reguły znaczną) utratę wartości.

NASZ WYBÓR

Lemski:

RAV4. Kocham wolność, a wolność to nieskrępowany wybór Zamiast "coś za coś" wolę "coś i coś". RAV-ką będę mógł cieszyć się i na asfalcie i poza nim.

Mroczek:

Golf. Łatwy w utrzymaniu, bezproblemowy w odsprzedaży, a przy tym solidny, dobrze prowadzący się, sympatyczny i udany samochód.

Włodarski:

Oczywiście, że Avantime. Raz, że cała reszta to przy nim masówka, dwa - jako jedyny w tym towarzystwie jest naprawdę duży i wygodny. W dodatku - jak to unikat - za kilka lat przestanie tracić na wartości.