Nieśmiertelni

Długa prosta, po niej lekki łuk w lewo. Pogoda ośmiela. Na liczniku "90". Nagle poślizg, piruet, drzewo. Sekundę wcześniej kierowca był przekonany, że w tych okolicznościach wyjdzie cało. Teraz walczy o życie
To scenariusz przerażający, ale niestety, prawdopodobny. Z badań Pentora przeprowadzonych na zlecenie Szkoły Auto wynika, że 55 proc. polskich kierowców wierzy, że przy prędkości 61-90 km/h przeżyją wypadek. 43 proc. twierdzi nawet, że wyjdzie z niego cało, jadąc jeszcze szybciej, bo ponad 90 km/h.

-Te wyniki szokują, bo oddają kompletny brak poczucia realizmu przeciętnego polskiego kierowcy -podsumowuje badanie Rafał Janowicz zPentora.

Skoro taka jest wiedza na temat bezpieczeństwa ruchu drogowego, trudno się dziwić, widząc na ulicach pędzące auta. A przecież każdy kierowca musiał widzieć efekty testów zderzeniowych EuroNCAP. Na zdjęciach w zwolnionym tempie widać, co dzieje się z karoserią auta. Jak manekin z ogromną siłą uderza w poduszkę powietrzną, a kontrolowane strefy zgniotu pochłaniają część siły uderzenia. Oby tylko pechowy pasażer miał zapięte pasy. W najlepszym wypadku ściana, w którą samochód uderzył, zatrzyma się tuż przed przednią szybą. Co z manekinem? Tym razem przeżył. Dlaczego? Bo test przeprowadzany jest przy prędkości znacznie niższej niż wspomniana "90". Wszystko, na co odważą się inżynierowie, to 55 km/h. W każdym innym przypadku o "życiu" manekina decyduje cud.

Czy oglądanie crash-testów wpływa na nasze zachowanie? Na pewno utwierdza w przekonaniu, że w razie wypadku mamy duże szanse na przeżycie. Ale czy skłania do ograniczenia prędkości? Nie. Oglądamy takie zdjęcia i nadal jeździmy za szybko. A jeżeli jeździmy za szybko, to automatycznie narażamy się na wpadnięcie w poślizg. Większości kierowców kojarzy go z gołoledzią, padającym śniegiem, deszczem lub mżawką. I faktycznie, w takich warunkach o poślizg nietrudno - koła samochodu szybko tracą przyczepność. Jednak do poślizgów dochodzi również na suchej nawierzchni, a wtedy problemy z utratą przyczepności najczęściej kończą się tragicznie. Dlaczego? Ze względu na prędkość, jaką rozwijamy podczas dobrej pogody. Z reguły jest dużo wyższa niż np. w czasie opadów deszczu czy śniegu. Spada również czujność kierowców, którzy uspokojeni suchą jezdnią i pięknym słońcem raczej nie spodziewają się poślizgu. A jak sobie z tym radzić? Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.

- Sztukę wychodzenia z poślizgu można z powodzeniem opanować w szkole bezpiecznej jazdy - mówi Tomasz Płaczek, kierownik ds. szkoleń Szkoły Auto. Jedna z metod to bardzo trudny sposób, polegający na opanowaniu auta gazem i kontrowaniem kierownicy. Metoda skuteczna, jednak trzeba spędzić sporo godzin za kierownicą, by pojąć, o co w niej chodzi. Drugi sposób jest łatwiejszy - to wyprowadzanie auta z poślizgu z wykorzystaniem systemu ABS.

Pod- czy nadsterowność

Jeżeli w zakręcie samochód ma tendencję do powiększania promienia skrętu (stara się pojechać prosto mimo wystarczającego obrotu kierownicy), mówimy o podsterowności. Gdy zaś auto ma tendencję do zacieśniania skrętu (zaczyna skręcać bardziej, niż wynikałoby to z obrotu kierownicy), mamy nadsterowność.