Renault Clio Rip Curl - Surfer znad Sekwany

W środku zimy testowaliśmy Clio, które według wszelkich znaków na niebie, ziemi oraz jego karoserii przeznaczone jest dla surferów
Wyobraźmy sobie słoneczne ulice Miami na Florydzie. Nad nami słońce, po bokach palmy, no i te kabriolety -luksusowe, drogie. Czasem przemknie potężny Cadillac Escalade, Jeep czy limuzyna spod znaku trójramiennej gwiazdy. Ale czy do tego obrazka pasuje opalony blond surfer jadący na rozgrzaną słońcem plażę - no właśnie -małym, francuskim Renault Clio? Uważam, że nie (już prędzej będzie miał pickupa z deską wrzuconą "na pakę"), ale francuscy styliści i marketingowcy uznali, że tak, i stworzyli limitowaną serię sygnowaną przez firmę Rip Curl - producenta sprzętu i odzieży dla surferów. Dziwne to trochę, bo Clio to bądź co bądź nieduży pojazd i zaryzykuję teorię, że nawet po złożeniu tylnej kanapy nie zmieści się w nim deska do surfingu plus bagaż. Tak więc ani image samej marki Renault, ani rozmiary auta nie predysponują go do miana auta dla surfera, no, ale cóż, skoro już powstało, oceńmy je.

Kiedy dostawałam samochód do testów, byłam przekonana, że wsiądę do małej motoryzacyjnej łupinki napędzanej równie niewielkim silniczkiem - z jego 1200 centymetrów sześciennych wydobyto jednak 100 koni. Jeszcze lepsze wrażenie zrobił na mnie ten silnik w realu. Ci, którzy jeździli kiedykolwiek samochodami z jednostkami 1-1.3 litra, mogą mieć uczucie, że oprócz pedału gazu gdzieś tam za tylnym zderzakiem kryje się jakiś miniaturowy "Pudzian", który dodatkowo popycha wóz do przodu. Jest to z pewnością zaleta turbiny. Na szczęście w parze z nią nie idzie jej "koleżanka" turbo dziura. Clio przyspiesza dynamicznie i równo. Mile zaskoczyło mnie też jego zawieszenie - z pewnością nie ma się poczucia, jakby płynęło się po morskich falach. Auto jest sztywne, ale na poprzecznych nierównościach nie trzeba się bać, że wypadną nam plomby z zębów. Widzieliście kiedyś, jak surfer trzyma się deski, kiedy fala wyrzuca go wysoko w górę? To właśnie tak Clio trzyma się drogi na zakrętach.

Skórzana kierownica to coś, co w autach tej klasy występuje jedynie w topowych wersjach wyposażenia. I Rip Curl ją ma. O tym, że jest to limitowana wersja przypominają też fotele pokryte specjalną tkaniną, czarne z czerwonymi obwódkami i metkami Rip Curl w zagłówkach, różne wstawki w desce rozdzielczej i na drzwiach w trochę dziwnym czerwono- brązowym kolorze, który jednoznacznie kojarzy się z marką Rip Curl. Bagażnik wyłożony jest specjalną gumową matą z podziałem przestrzeni - bez problemu zapakujemy do niego przemoczony czy zapiaszczony kombinezon lub kąpielówki. Miłe dla oka są też progi ze specjalnie zaprojektowanymi nakładkami antypoślizgowymi, a miły dla ucha - system audio z odtwarzaczem MP3 i wejściem na iPoda. Ja poprzestałam na radiu. Trochę było zamieszania, kiedy chciałam je ściszyć, bo przyciski na panelu są tak małe, że podczas jazdy trudno w nie trafić, natomiast niektóre manetki i pokrętła do sterowania audio umieszczone na kolumnie kierownicy skutecznie zasłania sama kierownica. I obawiam się, że ich obsługa nie będzie kwestią przyzwyczajenia - po prostu lekko nie domaga ergonomia.

I ostatni minus, ale chyba znacznie bardziej uciążliwy niż tych kilka przycisków od radia. Mowa tu o spalaniu. Nasza testowa wersja według producenta miała spalać średnio 5,9 litra benzyny w cyklu mieszanym. Przejechałam tym autkiem około 60 proc. dystansu na trasie, resztę po mieście. I uwierzcie, nie szalałam. Po prostu normalna jazda, którą komputer skwitował bezlitosnym wynikiem 8,1 l/100 km. Sporo. Na osłodę wersja Rip Curl oferuje w standardzie klimatyzację (no bo jak tu na słoneczną plażę bez klimy), elektrycznie sterowane lusterka i zewnętrzne listwy ochronne z logo Rip Curl.

Podsumowując, dziwny jest trochę ten mariaż Rip Curl z Clio, być może na francuskiej Riwierze wypada lepiej. Autko ma kilka dodatkowych opcji, które jednak można domówić i do zwykłych, seryjnych wersji. Największym atutem jest żwawy 100-konny silnik, ale i on jest montowany w wersjach nielimitowanych. Czy faktycznie grupa docelowa użytkowników tego auta to ci sami ludzie, którzy noszą bluzy Rip Curl? Co przemawia za tym, by zamiast zwykłej wersji sprawić sobie takie Clio, wydając minimum 53 tys. zł? Chyba tylko tęsknota za słońcem, plażą i wiatrem wzburzającym fale na turkusowym morzu



Dane techniczneRenault Clio Rip Curl TCE 100
Nadwozie5-osobowy, 5-drzw.
Napędna koła przednie
Silnik1149 cm3, R4, 16 zaw.
Moc101 KM przy 5500 obr./min
Moment145 Nm przy 3000 obr./min
Skrzynia5-ręczna
Rozstaw osi257,5 cm
Wymiary398,5/172/149,5 cm
Masa/ładowność1090/490 kg
Pojemność bagażnika290 l
Prędkość maks.184 km/h
Przysp. 0-100 km/h11,1 s
Opony165/65 R 15
Pojemność zbiornika paliwa55 l
Śr. spalanie5,9 l/100 km
Cena51 600 zł
Więcej o: