Zielonej strzałce mówimy nie!

Niedawno w artykule "Strzałka niezgody" postulowaliśmy utrzymanie zielonej strzałki, jako skutecznego remedium na zapobieganie zatorom. Choć - jak pokazał sondaż - większość czytelników podziela nasze zdanie, zdarzały się też głosy na "nie".
Szanowny panie redaktorze.

Chyba nie "w pędzie naśladowania unijnych wzorców", ale w ramach cywilizowania krwawej bitwy na polskich drogach (między kierowcami, pieszymi i rowerzystami, etc.) powstał projekt likwidacji zielonej strzałki w miastach.

Dla przypomnienia: 40 proc. ofiar śmiertelnych w Polsce to piesi, fachowo zwani niestrzeżonymi (kabiną, airbagami, itp.) uczestnikami ruchu. Zwróćmy uwagę, że piesi są pełnoprawnymi uczestnikami ruchu w mieście, a nie przeszkodą, którą trzeba ominąć z piskiem opon. Było ostatnio kilka bardzo spektakularnych wypadków na przejściach dla pieszych, a w Warszawie najwięcej pieszych ginie właśnie na pasach! Dlatego rok 2008 został ogłoszony przez Miasto Stołeczne Warszawa wspólnie ze stołeczną policją Rokiem Bezpieczeństwa Pieszych.

Dlatego absolutnie słuszny jest kwestionowany przez pana nakaz zwalniania, a nawet zatrzymywania się przed przejściami dla pieszych. Bo są one oazą w wielkomiejskiej dżungli zdominowanej przez samochody. Kierowca musi być świadomy, że na zebrze to pieszy ma pierwszeństwo. Warto się przy tym zastanowić, dlaczego oddaliśmy miasta samochodom? Dla kogo w pierwszym rzędzie jest miasto? Pytanie z pozoru naiwne, ale pańscy skandynawscy korespondenci słusznie zauważyli, że Sztokholm, Kopenhaga czy Helsinki to miejsca do życia, a nie głównie do przemieszczania się. Dla ludzi, a nie dla samochodów.

Pan podinspektor Krzysztof Burdak twierdzi, że jest przeciw likwidacji strzałki. Zgoda, ale tylko wtedy, gdy kierowcy nauczą się, że strzałka uprawnia do skrętu w prawo, jeśli na pasach nie ma pieszych lub też nie widać pieszych zbliżających się do zebry. Praktyka natomiast jest taka, ze kierowcy traktują strzałkę jako pozwolenie na skręt i to piesi z trudem przemykają się między autami. Jest wprawdzie trochę szybciej, ale nie obywa się bez ofiar. Przywykliśmy je traktować jako pozycje w policyjnej statystyce. Jak słusznie powiedział kiedyś prof. Czapkiński, Polacy potrafią cudownie budować i czcić wspólnotę zmarłych (w wojnach, bitwach, powstaniach), ale nie potrafią budować wspólnoty żywych.

Jesteśmy zdania, że zmiany dotyczące zielonej strzałki muszą być poprzedzone odpowiednią kampanią społeczną uczącą bezpiecznego korzystania z tego rodzaju sygnalizatorów. Mamy nadzieję, że "WO" wesprą taką akcję. W innym razie każdy z nas - bo przecież czasem jesteśmy pieszymi na pasach - może być pozycją w statystyce.

Komentarze (1)
Zielonej strzałce mówimy nie!
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: True

    0

    Owszem. Pieszy na pasach ma pierszeństwo. Tylko niech ktoś wytłumaczy lemingom wpatrzonym w telefon że ma obowiązek przed wejściem na pasy zatrzymać się i sprawdzić oglądając się czy nic nie nadjeżdża. Niestety kampania telewizyjna pokazuje jedynie że pieszy na pasach ma pierszeństwo natomiast nie mówi nic o obowiązkach pieszego. EDUKACJA Panowie musi być kompleksowa a nie wybiórcza jak to jest niestety u nas.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX