Autotaniec na lodzie

Jeśli ktoś opowiadał, jak przy sporej prędkości wyprowadził auto z poślizgu, to albo miał sporo szczęścia, albo poniosła go fantazja, albo to nie był prawdziwy poślizg. Bo najczęściej taka przygoda kończy się w rowie
Jak to jest z tymi wypadkami: czy faktycznie musimy obawiać się poślizgów i zimowych stłuczek? Według statystyk Komendy Głównej Policji najwięcej wypadków przytrafia się wcale nie w grudniu czy styczniu, lecz w czerwcu, lipcu i sierpniu. Tak, wtedy gdy jest pełnia lata i panują najlepsze warunki. W lipcu stanowią 10, a w sierpniu 11 proc. wszystkich zdarzeń, jakie odnotowuje drogówka. Policji nie dziwi mnogość letnich kolizji. Właśnie w wakacje najwięcej kierowców wypuszcza się w najdłuższe trasy. A kiedy wypadków jest najmniej? W lutym i marcu.

Skoro tak, to może nie ma sensu przygotowywać kierowców do zimy? Instruktorzy Szkoły Auto są innego zdania. Przestrzegają przed optymizmem wynikającym ze statystyk i zachęcają, by podnosić umiejętności przez cały rok. Tym bardziej że polscy kierowcy jak żadni inni uważają się za niezrównanych. Jednak gdy dochodzi do poślizgu, większość wpada w panikę.

Ciąg zdarzeń na drodze zwykle wygląda podobnie. Jedziesz dwupasmową drogą pokrytą cienką warstwą śniegu. Dość szybko, bo uważasz, że prowadzisz auto pewniej niż inni kierowcy. W końcu masz nowe, w pełni sprawne auto dobrej klasy. I znasz się na rzeczy, bo pokonałeś dziesiątki tysięcy kilometrów za kierownicą. Wyprzedzasz kolejnego niedzielnego kierowcę toczącego się ledwie sześćdziesiątką. Wracasz na swój pas. Niestety, robisz to zbyt energicznie. Czujesz, że tył auta tańczy, aż w końcu wyprzedza resztę. Zaczynasz bezradnie obserwować krajobraz wirujący jak na karuzeli. Tumany śniegu wzbijają się w powietrze. Potem głuchy huk i mocne szarpnięcie - to uderzenie w barierę energochłonną. Wreszcie wszystko nieruchomieje. Ze wstydem obserwujesz przejeżdżające auto bojaźliwego kierowcy, którego przed chwilą wyprzedzałeś. Na szczęście miałeś zapięte pasy.

Stare musi odejść

Pierwsze publikacje dotyczące bezpiecznego prowadzenia samochodu pojawiły się w Polsce na początku lat 70. W samochodach nie było wówczas elektroniki. Uczono, że aby opanować poślizg, należy kontrować kierownicą i "z wyczuciem" dodawać gazu. Oczywiście taka metoda istnieje, ale dla większości kierowców jest niemożliwa do wykonania. Jeżeli nie mamy gdzie poćwiczyć na co dzień, to w stresie na pewno nie zareagujemy prawidłowo. W sukurs przychodzi elektronika. Konstruktorzy współczesnych aut zakładają, że kierowca nie zapanuje nad poślizgiem. Dlatego stworzyli system ESP, który za nas ustabilizuje pojazd, dohamuje poszczególne koła i zmniejszy obroty silnika. Dzięki temu auto być może wyjdzie z poślizgu, a jeśli nie, to przynajmniej wytraci prędkość i w ewentualną przeszkodę uderzy z mniejszą siłą.

Opanować poślizg pomaga też BAS - system wspomagania awaryjnego hamowania. Kiedy uzna, że za słabo wciskamy hamulec -wspomaga jego działanie. Kłóci się to ze starą szkołą jazdy, która mówiła, że w poślizgu pod żadnym pozorem nie wolno dotknąć hamulca. Ale to było prawie 40 lat temu! Obecnie wciśnięcie hamulca w poślizgu tylko pozornie jest szaleństwem. Większość kierowców do tego w praktyce ograniczy swą reakcję. Tylko doświadczeni spróbują kontrować. Jednak kontrę powinno się zakładać niemal równocześnie z uślizgiem kół. Później to musztarda po obiedzie.

Bądź gotowy

Wiedza na temat wychodzenia z poślizgu jest bezcenna. Teoria musi być jednak wsparta praktyką. Dlatego niezbędny jest trening utrwalający nabyte odruchy. Kilka samodzielnych lekcji ślizgania podczas zimy nie wystarczy. A bywa, że ćwiczenia dają efekt odwrotny. Po kwadransie zabawy w poślizgi nabywamy przekonania, że bez problemu poradzimy sobie na śliskiej drodze. Jeździmy więc szybciej, a gdy wóz wpada w poślizg, okazuje się, że przebieg zdarzeń jest nieco inny od oczekiwanego. Dlaczego? Bo na drodze dochodzi element zaskoczenia. Nie ma go podczas ćwiczeń. Dlatego bezpieczniej jest zapobiegać, niż leczyć.