Volvo pana dyrektora, czyli teatr na kółkach

Krzysztofowi Torończykowi, dyrektorowi naczelnemu Teatru Narodowego, nie wystarczyła służbowa toyota avensis. Za zgodą Ministerstwa Kultury kupił dla teatru luksusowe volvo S 80, którym jeździ z szoferem na służbowe spotkania.
Żeby zapewnić sobie stałą miejscówkę na parkingu teatru od strony ul. Wierzbowej, z dwóch miejsc do parkowania przeznaczonych dla aktorów dyrektor Torończyk wydzielił placyk dla volvo. Obok kazał też zbudować otwierany na pilota szlaban. Dzięki temu volvo nie musi uczestniczyć w upokarzającej walce o miejsce z pospolitymi renówkami i fiatami pracowników.

- Bizancjum - komentują wzburzeni pracownicy, zwłaszcza ci, którzy rano nie mają gdzie zaparkować swoich aut. A niezmotoryzowani żartują, że wiedzą, gdzie jest szef - bo jak szlaban stoi, to znaczy, że w teatrze. Wszyscy zachodzą w głowę, co dzieje się z samochodem po godzinach pracy. Sprawa auta i parkingu bardzo pobudziła wyobraźnię zespołu Narodowego. Aby okiełznać rozedrgane emocje pracowników, a także położyć kres plotkom, dyrektor Torończyk zorganizował nawet jakiś czas temu zebranie, na którym oznajmił, że samochód służbowy jest teatrowi niezbędny, i tyle.

Również rozmawiając z "Gazetą", nie dostrzegł problemu. - To znaczy co, polonezem mam jeździć? - zapytał retorycznie. I argumentował, że toyota toyotą, ale volvo to samochód w sam raz do reprezentowania teatru na "arenie międzynarodowej". Przy tym to żaden mercedes czy bmw, a jedynie samochód "klasy średnio wyższej", więc nie ma sprawy. A poza tym został kupiony jak najbardziej legalnie w przetargu po "przyzwoitej cenie" za jedyne150 tys. zł. - Ja zresztą używam go najmniej - przyznał skromnie dyrektor. - Jeżdżą nim pracownicy do banków czy innych instytucji, promocja rozwozi nim ulotki i materiały reklamowe - zdradził.

Stąd właśnie pomysł na placyk ze szlabanem. Zdaniem Krzysztofa Torończyka samochód powinien mieć zapewnione stałe miejsce pod teatrem, żeby "nie było potknięć w harmonogramie jego użytkowania", a także na wypadek "nagłych potrzeb".

Na zakup volvo do celów reprezentacyjnych i - by tak rzec - użytkowych wyraziło zgodę Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Poprosiliśmy więc ustępującego wiceministra Jarosława Sellina o komentarz: Dlaczego resort zezwolił na wydatek, za który można by zorganizować mały festiwal? - Nigdy nie interesowałem się tą sprawą, nie wnikam w to, jaki dyrektor kupuje jaki samochód i za ile. To zadanie dla pracowników niższego szczebla - stwierdził wiceminister.