Szkoła jazdy: pułapki jesieni

Ten sam samochód, z tym samym kierowcą, podczas awaryjnego hamowania może zatrzymać się na całkiem innym dystansie. Dlaczego? Wszystko zależy od nawierzchni.
Niewielu kierowców zdaje sobie sprawę ze zmiany przyczepności na różnej nawierzchni i w różnych warunkach pogodowych. Wbrew pozorom podczas mocnego deszczu przyczepność jest lepsza, niż gdy na asfalt spadają dopiero pierwsze krople wody. Wiatr nanosi na jezdnię kurz, piasek i śmieci, drobiny oleju i pył z klocków hamulcowych. Pierwsze krople zamieniają tę mieszankę w bardzo śliską maź. Jeżeli przyjdzie nam wykonać gwałtowny manewr w takich warunkach, o poślizg nietrudno. Ulewny deszcz spłukuje brud z jezdni, ale na większości polskich dróg pojawia się inne niebezpieczeństwo - kałuże i wypełnione wodą koleiny. To idealne warunki do aquaplaningu. Bieżnik nie nadąża z odprowadzeniem wody spod kół, opony zaczynają unosić się na powierzchni wody, a samochód traci sterowność. Jesienią jest jeszcze trudniej, bo do katalogu zagrożeń doliczyć należy mokre liście, przymrozki, no i śnieg. Pierwszy atak zimy w Tatrach drogowcy mają już za sobą. Jak zwykle kierowcy musieli radzić sobie sami, i to na letnich oponach. Pospolite ruszenie do zakładów wulkanizacyjnych mamy jeszcze przed sobą.

Dwa razy dłużej

By nie wpaść w poślizg, jedyna rada to zmniejszyć prędkość. Warto jednak także obserwować uważnie to, co dzieje się na nawierzchni przed samochodem. Zamiast jechać bezmyślnie prosto przed siebie, warto używać kierownicy, gdy na naszej trasie zauważymy kałuże czy mokre liście. Co prawda większość samochodów wyposażona jest w system ABS, jednak nigdy nie wiadomo, co kryje woda. Może wyrwę w jezdni?

Większość współczesnych samochodów - przy założeniu, że mają sprawne amortyzatory, dobre opony i hamulce - jest w stanie wyhamować z prędkości 100 km/h na dystansie 40-45 metrów. Ale wystarczy, że na asfalcie pojawi się mokra plama, by dystans przewidziany przez producenta zwiększył się. Nie wspominając już o mokrych liściach - tworzą śliską warstwę, z którą nawet najlepszy samochód sobie nie poradzi. Niech zatem nikt nie udaje zdziwionego, gdy droga hamowania nawet przy mniejszej prędkości (50 km/h) wydłuży się nawet do 80 metrów. Podobnie na mokrej kostce brukowej czy malowanych pasach na przejściu dla pieszych. Te szczególnie przeklinają motocykliści.

Skok w bok

A co się dzieje, gdy jedziemy poza miastem? Zjechanie z jezdni kołami po jednej stronie auta potocznie kierowcy nazywają "złapaniem pobocza". Dochodzi do takiej sytuacji albo przez nieuwagę, albo gdy staramy się uciec przed wyprzedzającym na trzeciego samochodem. Taki manewr bywa czasem ostatnią deską ratunku przed czołowym zderzeniem. Jak zachować się w sytuacji, gdy musimy na nie zjechać i jednocześnie natychmiast hamować?

Naciskajmy pedał hamulca z całej siły. Dlaczego? Ponieważ musimy zainicjować działanie układu ABS. Jest on naturalnym stabilizatorem samochodu we wszystkich ekstremalnych sytuacjach, zwłaszcza jeśli samochód toczy się po zróżnicowanej nawierzchni - gdy pod lewymi kołami ma szorstki beton, a pod prawymi wilgotną trawę lub mokry asfalt i warstwę śniegu.

Jednocześnie powinniśmy starać się kierować samochodem, łagodnie i płynnie skręcając kierownicą. Szczególnie niebezpieczny jest powrót z pobocza. Wielu kierowców popełnia tu poważny błąd. Gdy samochód nie reaguje, pogłębiają skręt. Robią tak, aż prawe koło wreszcie dotknie asfaltu i odzyska przyczepność. Wtedy samochód gwałtownie wskakuje na drogę, po czym zjeżdża na przeciwny pas ruchu, albo prosto do rowu po lewej stronie drogi.

Jak twierdzą specjaliści, przyczyną co siódmego wypadku jest utrata panowania nad samochodem po zjechaniu lewymi kołami na pobocze, podczas wyprzedzania. Dopiero od niedawna, przy okazji remontów dróg, kształtuje się pobocza w taki sposób, aby pozwalały kierowcom w miarę bezpiecznie powrócić na jezdnię. Niestety, na większości polskich dróg pobocza są nadal niebezpieczne. Możemy tam natrafić na spore nierówności, dziury, a nawet drzewa rosnące tuż przy skrajnej linii jezdni. Oczywiste jest więc, że jeśli "złapiemy pobocze", powinniśmy czym prędzej powrócić na jezdnię, ale nadmierny pośpiech bywa złym doradcą.

Jeszcze gorsza jest sytuacja, gdy musimy zjechać na pobocze, jednocześnie hamując. Wielu kierowców naciska na pedał hamulca delikatnie, z obawy o konsekwencje potencjalnego poślizgu. Próbując powrócić na asfalt, kręcą kierownicą zbyt gwałtownie i nerwowo. I część z nich staje się przez to bohaterami policyjnych kronik wypadków. Następuje nagły, gwałtowny poślizg, samochód przy niemal pełnej prędkości wpada do rowu albo zaczyna obracać się dookoła własnej osi.