Bezhołowie kierowców na Krakowskim

Setki samochodów wjeżdżają na Krakowskie Przedmieście, mimo że ulicę otwarto wczoraj tylko dla autobusów. Dostawcze z towarem, Jadwiga Kaczyńska limuzyną na zakupy, a pod uniwersytetem - darmowy parking dla wszystkich
Wyremontowany wiosną fragment Krakowskiego znowu tętni życiem - wczoraj wrócili studenci, a z nimi autobusy, które przez rok kursowały objazdami. Przy Królewskiej i Świętokrzyskiej stanęły znaki zakazu ruchu i zatrzymywania się dla prywatnych samochodów.

Godzina 13.30. Od strony Nowego Światu powoli sunie granatowe bmw z przyciemnionymi szybami. Kierowca forsuje krawężnik i parkuje na chodniku przed Księgarnią Uniwersytecką "Liber". Z limuzyny wysiada Jadwiga Kaczyńska, matka prezydenta i premiera. - Proszę odejść! - rzuca ochroniarz. - Nie odpowiadamy na żadne pytania - dodaje asystentka i cała trójka znika w drzwiach. Pani Kaczyńska odbiera zamówioną pozycję, sięga po "Udręczoną Rosję" Anny Politkowskiej, płaci i wsiada do auta. - Nie wszystkich obowiązują zakazy - stwierdza pracownica księgarni, patrząc przez okno.

Nagle słychać ostre hamowanie i klakson. To ruszające bmw z Jadwigą Kaczyńską zajechało drogę dostawczej furgonetce. Mały włos i byłaby kraksa.

Sytuację z zaparkowanego kilka kroków dalej forda (numer rejestracyjny WSR 6001) obserwuje zażywna kobieta. Przekonuje, że jej auto służy do pilnowania wystawy "Prawda i pamięć. Zbrodnia katyńska" rozstawionej przed bramą Uniwersytetu. - Mam tu zgodę Zarządu Dróg Miejskich, a policja o wszystkim wie - pokazuje dokument, w którym nie ma nawet słowa o parkowaniu na chodniku.

Kawałek dalej stoi zielony matiz. Zaparkowany na przystanku autobusowym - część osób musi wysiadać na jezdni.

Kierowca mazdy zostawił za szybą identyfikator płatnego parkowania. Tylko że przy Krakowskim nie ma żadnego parkomatu.

Czterech innych kierowców, którzy też parkowali na przystanku, na widok reportera "Gazety" odjeżdża z przystanku. Jeden z nich wraca po chwili na przełaj przez chodnik u wylotu ul. Traugutta, ale jego miejsce jest już zajęte. Srebrnym citroenem wyprzedziła go elegancka kobieta z Białołęki.

- Ja tylko z zabytkowym instrumentem z 1839 r. do lutnika, o tutaj obok - pokazuje na kamienicę pod 24.

- Ciężko byłoby te skrzypce przenieść?

- Ciężko nie, ale strach. Wolę zapłacić 100 zł mandatu, niż stracić wiele tysięcy złotych.

Ale mandat straży miejskiej zastaliśmy tylko za szybą jeepa. Zostawił go patrol po godz. 9.

Na Krakowskim parkują też studenci. Są jednak pewni, że nic nim nie grozi. - Przecież obok przejeżdżała straż miejska i policja i jakoś nikt nie interweniował - stwierdził z rozbrajającą szczerością jeden z nich.

Tymczasem na Krakowskim obowiązuje zakaz ruchu i zakaz postoju. Wprawdzie mogą tam wjeżdżać m.in. taksówki i mieszkańcy, ale tylko do miejsc postojowych na podwórkach kamienic. Pojazdom z zaopatrzeniem wolno wjechać, żeby rozładować towar, ale tylko przed godz. 7 albo po godz. 20.

Krzysztof Domaradzki, współprojektant remontu Krakowskiego Przedmieścia: - To takie niechciane dziecko. Wszystkim się podoba, ale miasto nie potrafi się nim zaopiekować. A parkujące samochody mogą zaszkodzić kamiennym chodnikom. Powinno się je odgrodzić od jezdni pojemnikami z zielenią, które nie są jednak gotowe. To żenujące, że wszystko trzeba zastawiać, bo same znaki zakazu nie wystarczą. Na miłość boską, nie psujmy tego, co już zostało zrobione!