Śmierć wraca na drogi

Kierowcy, alarm! Po raz pierwszy od lat wzrosła w Polsce liczba śmiertelnych wypadków, i to drastycznie. Eksperci winią za to ładną pogodę
Liczba wypadków ze skutkiem śmiertelnym spadała systematycznie od 10 lat. W 1997 r. na drogach zginęło 7,3 tys. osób. W 2006 r. było o 2 tys. ofiar mniej. Korzystny trend został nagle zahamowany - Międzynarodowa Federacja Samochodowa ogłosiła, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy liczba takich wypadków w Polsce wzrosła aż o 17,4 proc. Z danych policji wynika, że od stycznia do sierpnia zginęły 3452 osoby, o 440 więcej niż rok wcześniej.

Tym samym pod względem bezpieczeństwa drogowego znaleźliśmy się na ostatnim miejscu wśród nowych członków wspólnoty europejskiej (Czechy - wzrost o 17 proc., Słowenia - wzrost o 12 proc.). Najtragiczniejsze statystyki w całej Unii mają Dania i Finlandia, gdzie liczba śmiertelnych wypadków wzrosła o ponad 40 proc. Za to w Hiszpanii zanotowano 13-proc. spadek ofiar.

Wśród przyczyn eksperci wymieniają przede wszystkim... dobrą pogodę. - Paradoksalnie, powodem jest łagodna zima. Sroga, śnieżna aura sprawia, że kierowcy jeżdżą ostrożniej i wolniej. Przy dobrej pogodzie dekoncentrujemy się, wewnętrzne hamulce przestają działać. Jedziemy zbyt szybko i nieuważnie - ocenia Krzysztof Kalitowicz, prezes Fundacji "Kierowca Bezpieczny". Potwierdzają to policyjne statystyki - zimą wraz z poprawą pogody drastycznie przybywało śmierci na drogach. W styczniu 2007 r. zginęły 472 osoby (w porównaniu z 252 ofiarami w styczniu 2006 r.), w lutym 297 (w porównaniu z 237 zabitymi w lutym 2006 r.)

Jako kolejna przyczyna wymieniany jest wzrost liczby samochodów. Według GUS w 2006 r. jeździło u nas 13,4 mln samochodów osobowych (wzrost o 8,5 proc. w stosunku do roku 2005) i ponad 2 mln ciężarówek (3 proc. wzrostu). Jak podaje Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badania Rynku Motoryzacyjnego SAMAR, Polacy miesięcznie sprowadzają ponad 80 tys. używanych aut z Zachodu - najczęściej starszych niż dziesięć lat. Ale to nie może tłumaczyć dramatycznego wyniku z Polski - np. w Wielkiej Brytanii, gdzie rozwój motoryzacji jest na dużo wyższym poziomie niż u nas, zagrożenia drogowe są znacznie mniejsze.