W sprawie nowego oznakowania ulic głos zabrała sama prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz: - Postawiliśmy te "podkówki", gdzie się dało i to znaczy, że jest nam przykro. Przepraszam warszawiaków - powiedziała w ratuszu na konferencji prasowej o korkach i remontach.
Jeszcze bardziej kajają się w samym Zarządzie Dróg Miejskich. - Nowe tablice mają pokazać, że wychodzimy frontem do mieszkańców, że łączymy się z nimi w bólu, bo nam, w ZDM, też nie jest teraz miło. Ale jakoś musimy sobie razem radzić w tej sytuacji - przedstawia filozofię żółtej buźki-podkówki Agata Choińska z biura prasowego ZDM.
A co nowego o korkach mówią nasi radni? Transmisji z obrad słuchamy, stojąc w korku. Najpierw buzie śmieją się młodzieżówce PiS, bo wyskoczyła na środek ze złotą łopatą dla wiceprezydenta Warszawy Jacka Wojciechowicza (PO), który odpowiada za remonty. Ten odgryza się, że "to chyba symbol tego boomu w inwestycjach z poprzedniej kadencji". - My już używamy bardziej nowoczesnego sprzętu - kwituje z miną szydercy.
I zaczyna się. Młody radny Michał Grodzki - który krzywił się na pomysł ulicy Dzieci Kwiatów, "bo to się nie spodoba skinom" - zauważa, że ten sprzęt to służy robotnikom głównie do tego, żeby się o niego opierać. - Dysponujemy zdjęciami - oferuje.
- A podsłuchami też? - rozpromienia się twarz wiceprzewodniczącej Rady Warszawy Ligii Krajewskiej (PO).
Co to za żarty! Sprawa jest naprawdę poważna. - PiS nie kwestionuje remontów, ale nie wszystko naraz! Ludzie mogą być wyrzucani z pracy, bo przez te korki się spóźniają - mówi smutno radny Grodzki.
- A propos sprzętu - na mównicę wraca wiceprezydent Wojciechowicz. - Nowoczesny remonter kupiony za kilka milionów w poprzedniej kadencji stoi bezczynnie, bo się do niczego nie nadaje.
A my mijamy powoli remontowany odcinek i kolejny znak na poboczu. Tutaj buźka jest już uśmiechnięta. O co chodzi? Nawet Agata Choińska z ZDM nie wie, że i w ten sposób jej firma solidaryzuje z kierowcami. Tylko że nadal powinna "łączyć się w bólu", bo remont już daleko z tyłu, a końca korka nie widać.
Jeszcze bardziej kajają się w samym Zarządzie Dróg Miejskich. - Nowe tablice mają pokazać, że wychodzimy frontem do mieszkańców, że łączymy się z nimi w bólu, bo nam, w ZDM, też nie jest teraz miło. Ale jakoś musimy sobie razem radzić w tej sytuacji - przedstawia filozofię żółtej buźki-podkówki Agata Choińska z biura prasowego ZDM.
A co nowego o korkach mówią nasi radni? Transmisji z obrad słuchamy, stojąc w korku. Najpierw buzie śmieją się młodzieżówce PiS, bo wyskoczyła na środek ze złotą łopatą dla wiceprezydenta Warszawy Jacka Wojciechowicza (PO), który odpowiada za remonty. Ten odgryza się, że "to chyba symbol tego boomu w inwestycjach z poprzedniej kadencji". - My już używamy bardziej nowoczesnego sprzętu - kwituje z miną szydercy.
I zaczyna się. Młody radny Michał Grodzki - który krzywił się na pomysł ulicy Dzieci Kwiatów, "bo to się nie spodoba skinom" - zauważa, że ten sprzęt to służy robotnikom głównie do tego, żeby się o niego opierać. - Dysponujemy zdjęciami - oferuje.
- A podsłuchami też? - rozpromienia się twarz wiceprzewodniczącej Rady Warszawy Ligii Krajewskiej (PO).
Co to za żarty! Sprawa jest naprawdę poważna. - PiS nie kwestionuje remontów, ale nie wszystko naraz! Ludzie mogą być wyrzucani z pracy, bo przez te korki się spóźniają - mówi smutno radny Grodzki.
- A propos sprzętu - na mównicę wraca wiceprezydent Wojciechowicz. - Nowoczesny remonter kupiony za kilka milionów w poprzedniej kadencji stoi bezczynnie, bo się do niczego nie nadaje.
A my mijamy powoli remontowany odcinek i kolejny znak na poboczu. Tutaj buźka jest już uśmiechnięta. O co chodzi? Nawet Agata Choińska z ZDM nie wie, że i w ten sposób jej firma solidaryzuje z kierowcami. Tylko że nadal powinna "łączyć się w bólu", bo remont już daleko z tyłu, a końca korka nie widać.









