Chluba FSO po liftingu

Może widzieliście na ulicach Częstochowy bordową warszawę M20 wyglądającą jak po wyjeździe z Żerania? Samochód ten stał się niedawno przebojem XXX Jubileuszowego Warszawskiego Rajdu Pojazdów Zabytkowych i uzyskał Puchar Publiczności Konkursu Elegancji.
Auto z 1964 roku jest własnością Roberta Feniga. Kupił je za namową dziadka Stefana Ziębacza, dziś prawie 80-letniego emerytowanego mechanika samochodowego. Ten, choć w życiu miał sporo samochodów, łącznie z pięknym mercedesem V170, największy sentyment ma do warszawy.

- Studiowałem w Krakowie na Akademii Ekonomicznej stosunki międzynarodowe - opowiada młody pasjonat motoryzacji. - Było to siedem lat temu, gdy zaczęliśmy szukać odpowiedniej warszawy do remontu. Znalazłem ją wreszcie pod samą niemiecką granicą. Stała w krzakach, zardzewiała, ze śladami kurnika we wnętrzu. Praktycznie złom. Praca nad jej restauracją trwała dwa lata. Musiałem z tego powodu wziąć na uczelni indywidualny tok studiów.

Pan Robert części do samochodu kupował w całej Polsce. Na szczęście okazało się, że z mechaniką nie ma problemów - do warszawy pasowały powszechnie jeszcze dostępne części z żuka. Gorzej było z blacharką, ale i tu pomagał (czasem szczególny) przypadek.

- Szukaliśmy po całym kraju przednich drzwi - opowiada Fenig. - A tu okazało się, że ma je facet z Częstochowy, mieszkający w wieżowcach przy Teatrze im. Mickiewicza. Jakie było nasze zdumienie, kiedy wyniósł dwoje drzwi z mieszkania na którymś tam piętrze. Towar był fabrycznie nowy, jeszcze z metkami FSO. Sprzedający miał po prostu kiedyś warszawę, a drzwi kupił okazyjnie w latach 70. - na wszelki wypadek.

- Wiele miłych chwil przeżyliśmy na warszawskim rajdzie - mówi właściciel zrekonstruowanego zabytku. - Ale w pamięć zapadło mi spotkanie na fabrycznym torze w Żeraniu. Do dziadka podszedł pan w jego wieku. Okazało się, że to emerytowany dyrektor generalny FSO i prezes klubu miłośników fabryki. Usiadł w naszym samochodzie, narobił sobie zdjęć.

Warszawa M20 pochodzi z 1964 roku. Podobnych jest w Polsce kilkadziesiąt, tak wiernie odtworzonych kilka. Ma pojemność 2120 ccm i 52 KM mocy. "Na setkę" pali 12-13 litrów, choć w drodze do Warszawy pożarła tylko 10. Powinna jeździć na benzynie ołowiowej, więc leje się do baku paliwo 95-oktanowe, ale z dolewką "zanieczyszczacza".

Fenig z dziadkiem już pracują nad kolejnym zabytkiem: porsche z 1966 roku, 1600 ccm, 90 KM, takie samo, jakim Sobiesław Zasada zwyciężał w mistrzostwach Europy.

- Żona toleruje moje hobby - mówi Fenig - Bardzo lubi jeździć warszawą na weekendowe wycieczki. Auto ma bardzo wygodne wnętrze (mieści sześć osób) i komfortowe zawieszenie.