Diesel na sportowo

Kiedyś diesel klekotał jak opętany i napędzał maszyny rolnicze. Teraz silnik wysokoprężny przebija popularnością benzynówki, podbija rozkochany w V-ósemkach amerykański rynek i rozpycha się łokciami w sporcie.
Weźmy na przykład takiego Seata. Owszem, najmocniejsza Ibiza Cupra napędzana jest 180-konną benzynówką, ale to wersja ze 160-konnym turbodieslem 1,9 TDI wydaje się jedynym słusznym wyborem. Przyspiesza gorzej raptem o 0,3 sekundy i jest wolniejsza o 14 km/h (215 wobec 229 km/h), ale spala średnio o2,5 litra mniej, emituje o jedną czwartą mniej dwutlenku węgla i ma o jeden bieg więcej niż wersja benzynowa. Najgorętsza Altea FR ma ten sam silnik benzynowy co Golf GTI (2,0 turbo 200 KM), ale rozsądniejszym wyborem jest 170-konny klekot. Ciut wolniejszy, ale o niebo oszczędniejszy. Ten sam silnik napędza Leona FR i Škodę Octavię RS. Oba auta można mieć w mocniejszych wersjach (Leon Cupra -240 KM i Octavia RS - 200 KM), ale to turbodiesle wydają się lepsze. Przy nieco gorszych osiągach mają mniejszy apetyt na paliwo i są bardziej wyrozumiałe dla środowiska.

Jak już jesteśmy przy Škodach. Pamiętacie poprzednią Fabię? Nie jest to szczególnie fascynujące auto. Ale wersja RS owszem. Silnik? Łatwo zgadnąć, że był to turbodiesel. 130 KM pozwalało zamknąć setkę w mniej niż 10 sekund i przekroczyć barierę 200 km/h. Spalanie? Nieco ponad 5 litrów. Także Renault uwierzyło, że sport nie wyklucza diesla. Megane Sport może mieć albo 230-konny silnik benzynowy, albo 173-konny silnik wysokoprężny.

Diesle wchodzą też na salony. BMW uraczyło nas ostatnio odświeżoną serią 6, która po raz pierwszy może być wyposażona w silnik wysokoprężny. Znaczek 635d na tylnej klapie oznacza dwie turbosprężarki, 286 KM, około 6,5 sekundy do setki, maksymalnie 250 km/h i średnie spalanie na poziomie 7 litrów. Jeszcze nigdy sportowe coupé o wyglądzie rekina nie było tak rozrywkowe i rozsądne jednocześnie.

Konkurencyjny Mercedes CLS 320 CDI też potrzebuje ON, ma mniej koni niż BMW (224), ale osiągi i spalanie zbliżone. Podobną drogą idzie Audi. Pachnące nowością A5 dostępne jest m.in. z 3-litrowym TDI o mocy 240 KM. Osiągi i spalanie stawiają go w tej samej lidze co Mercedesa i BMW.

Ciekawy jestem, czy przejdziemy do porządku dziennego nad wysokoprężnym Lamborghini Gallardo. To bardzo prawdopodobna wizja. Niedawno Audi ogłosiło, że w przyszłym roku za monstrualną chłodnicą modelu Q7 pojawi się największy diesel świata, jaki kiedykolwiek trafił do auta osobowego. Będzie miał 12 cylindrów, dwie turbosprężarki, 500 KM i 1000 Nm momentu obrotowego. Setka w 5,5 sekundy, maksymalnie 250 km/h i średnie spalanie nieprzekraczające 12 litrów.

Ale co ma Audi do Lambo? Ano, firma z bykiem w herbie podlega właśnie Audi. Włosi na razie mówią nie, ale chyba szybko zmienią zdanie. W końcu ostatnio wyścig Le Mans wygrało Audi z dieslem pod maską (drugie miejsce zajął Peugeot z dieslem). Niemiecki silnik nie przyniesie więc wstydu włoskiej marce. Zresztą, Lambo z dieslem byłoby fascynujące! Jeśli supersamochód Audi R8 bazuje na Gallardo, to dlaczego by nie włożyć tego V12 TDI także pod maskę R-ósemki? Myślę, że to dobry pomysł.

Sportowy diesel to nie koniec mezaliansów. Inżynierowie Porsche i Ferrari wybrali inną drogę. Pracują teraz nad hybrydami, ale to już zupełnie inna historia.