Fot. Michał Grocholski / AG
Lokatorzy z ul. Ligonia przez wiele lat bez skutku walczyli o to, by miasto wyremontowało drogę pod ich domami. Gdy jasne się stało, że nie mogą liczyć na wsparcie urzędników, sami sfinansowali inwestycje.
Droga między ulicami Ligonia i Prusa nie była remontowana od blisko 25 lat. Więc teraz były tam jedynie wielkie dziury, w których po każdym deszczu tworzyły się głębokie kałuże. W ciepłe dni każdy przejazd samochodem wzbijał tumany kurzu, które dostawały się do mieszkań. Mieszkańcy bez trudu wyliczają, ile razy musieli naprawiać swoje samochody uszkodzone na nierównej drodze.
Bogumiła Wiśniowska, administrator wspólnoty mieszkaniowej, składała w urzędzie miasta prośby o zgodę na remont i dofinansowanie. Wniosek trafił do Referatu Nieruchomości - Wydaliśmy zgodę na remont, ale brakuje nam pieniędzy, więc nie mogliśmy sfinansować prac - tłumaczy Aleksander Rogowski, kierownik referatu.
Mieszkańcy więc postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. - Zorganizowałem zebranie zmotoryzowanych lokatorów. Wspólnie uznaliśmy, że kolejne prośby w urzędzie nie mają sensu i sprawę musimy załatwić sami - opowiada Marian Churas. Mieszkańcy złożyli ofertę firmie budowlanej z Czarnowąs. Ekipa remontowa w ciągu dwóch dni wywiozła cały gruz, wyrównała teren i wyłożyła go fryzeliną (zmielony asfalt). Wszystko kosztowało 2,5 tys. zł.
Deklaracje udziału w kosztach złożyło 15 mieszkańców spośród 20, posiadających samochody. - Brakowało nam jednak 900 zł. To nie w porządku, że grupa mieszkańców się stara, a inni chcą później z tego korzystać za darmo - przyznaje Maria Szmidt z ulicy Ligonia. Rozpoczęła więc negocjacje z pozostała grupą i w końcu wszyscy zmotoryzowani lokatorzy zapłacili za remont drogi. Wyszło po 125 złotych na osobę.
Dziś wszyscy cieszą się z wyremontowanej drogi. - Wspólnie pokazaliśmy, że sami możemy coś zrobić dla dzielnicy i dla miasta - przyznaje Marian Churas. Choć mieszkańcy nie ukrywają, że na urzędzie miasta się zawiedli. - Droga przecież należy do miasta. A od wielu lat cały ciężar remontów spoczywał na nas. Pamiętam jak dawniej ludzie usypywali nierówności pozostałościami z pieców. W urzędzie nigdy nie dawano nam nawet nadziei, że możemy liczyć na pomoc - żalą się mieszkańcy. Przyznają, że na remoncie skorzystali nie tylko oni. - Kłopoty z dojazdem do śmietników dużymi wozami miała też firma Remondis. Nikt się jednak o to nie martwił - dodają.
Bogumiła Wiśniowska, administrator wspólnoty mieszkaniowej, składała w urzędzie miasta prośby o zgodę na remont i dofinansowanie. Wniosek trafił do Referatu Nieruchomości - Wydaliśmy zgodę na remont, ale brakuje nam pieniędzy, więc nie mogliśmy sfinansować prac - tłumaczy Aleksander Rogowski, kierownik referatu.
Mieszkańcy więc postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. - Zorganizowałem zebranie zmotoryzowanych lokatorów. Wspólnie uznaliśmy, że kolejne prośby w urzędzie nie mają sensu i sprawę musimy załatwić sami - opowiada Marian Churas. Mieszkańcy złożyli ofertę firmie budowlanej z Czarnowąs. Ekipa remontowa w ciągu dwóch dni wywiozła cały gruz, wyrównała teren i wyłożyła go fryzeliną (zmielony asfalt). Wszystko kosztowało 2,5 tys. zł.
Deklaracje udziału w kosztach złożyło 15 mieszkańców spośród 20, posiadających samochody. - Brakowało nam jednak 900 zł. To nie w porządku, że grupa mieszkańców się stara, a inni chcą później z tego korzystać za darmo - przyznaje Maria Szmidt z ulicy Ligonia. Rozpoczęła więc negocjacje z pozostała grupą i w końcu wszyscy zmotoryzowani lokatorzy zapłacili za remont drogi. Wyszło po 125 złotych na osobę.
Dziś wszyscy cieszą się z wyremontowanej drogi. - Wspólnie pokazaliśmy, że sami możemy coś zrobić dla dzielnicy i dla miasta - przyznaje Marian Churas. Choć mieszkańcy nie ukrywają, że na urzędzie miasta się zawiedli. - Droga przecież należy do miasta. A od wielu lat cały ciężar remontów spoczywał na nas. Pamiętam jak dawniej ludzie usypywali nierówności pozostałościami z pieców. W urzędzie nigdy nie dawano nam nawet nadziei, że możemy liczyć na pomoc - żalą się mieszkańcy. Przyznają, że na remoncie skorzystali nie tylko oni. - Kłopoty z dojazdem do śmietników dużymi wozami miała też firma Remondis. Nikt się jednak o to nie martwił - dodają.






