W największy upał emerytowany wojskowy zamknął w samochodzie psa, by był żywym alarmem. Sam poszedł na zakupy. Zwierzę zdechło z gorąca.
Rozpaczliwie wyjący pies zwrócił wczoraj uwagę ludzi na parkingu przy centrum handlowym Fort Wola. Okazało się, że siedzi w zamkniętym czerwonym matizie. Kiedy na miejsce przyjechał wezwany patrol straży miejskiej, zwierzę było już u kresu sił. - Pies był w strasznym stanie, miał drgawki - opowiada poruszona Kinga Żubrowska, jedna ze strażniczek.
Jeszcze wtedy była jednak szansa na jego uratowanie, bo przy samochodzie pojawił się jego właściciel, 77-letni Tadeusz K. Odmówił jednak wypuszczenia psa lub chociaż uchylenia szyby. - Zażądał podania podstawy prawnej. Był całkowicie obojętny na los zwierzęcia - dodaje Żubrowska.
Mężczyzna argumentował, że musiał zamknąć psa w środku, bo służy mu on jako alarm samochodowy i zabezpieczenie przed złodziejami. - Zaczął krzyczeć, że jest pułkownikiem rezerwy, samochód i pies należą do niego i może robić z nim, co chce - opowiada strażniczka.
Ustąpił dopiero wtedy, gdy strażniczki zagroziły, że wybiją w aucie szybę. Było już jednak za późno. Kiedy mężczyzna otworzył, oparta o drzwi głowa psa bezwładnie opadła. - Śpi - próbował przekonać strażniczki Tadeusz K., chociaż pies nie oddychał.
Te wezwały policję. Pułkownik trafił na komendę na przesłuchanie. Najprawdopodobniej usłyszy zarzut znęcania się nad zwierzętami.
Jeszcze wtedy była jednak szansa na jego uratowanie, bo przy samochodzie pojawił się jego właściciel, 77-letni Tadeusz K. Odmówił jednak wypuszczenia psa lub chociaż uchylenia szyby. - Zażądał podania podstawy prawnej. Był całkowicie obojętny na los zwierzęcia - dodaje Żubrowska.
Mężczyzna argumentował, że musiał zamknąć psa w środku, bo służy mu on jako alarm samochodowy i zabezpieczenie przed złodziejami. - Zaczął krzyczeć, że jest pułkownikiem rezerwy, samochód i pies należą do niego i może robić z nim, co chce - opowiada strażniczka.
Ustąpił dopiero wtedy, gdy strażniczki zagroziły, że wybiją w aucie szybę. Było już jednak za późno. Kiedy mężczyzna otworzył, oparta o drzwi głowa psa bezwładnie opadła. - Śpi - próbował przekonać strażniczki Tadeusz K., chociaż pies nie oddychał.
Te wezwały policję. Pułkownik trafił na komendę na przesłuchanie. Najprawdopodobniej usłyszy zarzut znęcania się nad zwierzętami.






