Nie zeznawała, bo sąd pomylił adres

Potrącona przez auto krakowianka przeszła ciężką operację, od miesięcy jest na rehabilitacji. Nie mogła jednak zeznawać przeciwko kierowcy, bo wszystkie wezwania do niej wysyłano na zły adres. Sprawę umorzono.
Był luty, centrum Krakowa. Samochód próbujący szybko włączyć się do ruchu potrąca kobietę. - Pamiętam tylko, że kierowca podbiegł do mnie i powiedział, żebym wstała, bo leżąc na ziemi, przeziębię się. A ja miałam nogę uwięzioną między kołem a karoserią - opowiada Melania Pitucha. W szpitalu stwierdzono złamanie nogi w trzech miejscach. Najpierw ciężka operacja, teraz długotrwała rehabilitacja. Pani Melania dopiero od niedawna wychodzi na zewnątrz, ale cały czas o kulach.

Miesiąc po wypadku policjantka przesłuchała ją w jej mieszkaniu, bo kobieta leżała w gipsie. Od tej pory do krakowianki nie dotarła żadna informacja o tym, co dzieje się w sprawie. Kilkanaście dni temu, tknięta złym przeczuciem, zadzwoniła do prokuratury. - Zmroziło mnie, gdy usłyszałam, że sprawa jest już dawno prawomocnie zakończona - mówi pani Melania.

Sąd na wniosek prokuratury warunkowo umorzył postępowanie wobec kierowcy. Sprawca miał wpłacić 500 zł nawiązki na jedną z fundacji. Prokuratura twierdzi, że pod uwagę wzięto fakt, iż sprawca nie był pod wpływem alkoholu ani nie przekroczył prędkości.

Ulica Kielecka czy Kijowska

Wyrok pod nieobecność pani Melanii zapadł na jednym posiedzeniu. - W sądzie odmówiono mi dostępu do akt. Pani prokurator powiedziała mi natomiast, że byłam powiadamiana, ale nie odbierałam korespondencji - mówi krakowianka.

Sęk w tym, że zawiadomienia z prokuratury i sądu zamiast na ulice Kielecką, gdzie mieszka pani Melania, wysyłano na... Kijowską. Przedstawiciele prokuratury i sądu tłumaczą, że adres ten zaczerpnęli z policyjnego protokołu przesłuchania. Taką nazwę ulicy, w miejscu, gdzie podaje się dane osobowe świadka, wpisała przesłuchująca panią Melanię policjantka. Tyle że na pierwszej stronie tego samego protokołu, w rubryce "miejsce wykonywania czynności", podała ulicę... Kielecką. Co więcej, właściwy adres zamieszkania przy Kieleckiej znajduje się też na innych dokumentach zawartych w aktach sprawy: opinii medyczno-sądowej, karcie informacyjnej ze szpitala czy też notatce policyjnej sporządzonej na miejscu zdarzenia. Ta ostatnia zresztą otwiera całe akta! Co ciekawe, policja wezwania na przesłuchanie dla Melanii Pituchy wysłała na właściwy adres.

Prokuratura: Pani mogła się sama zgłosić

- Rozumiem, że mógł zdarzyć się błąd, ale dlaczego nikt tego nie weryfikował? Tym bardziej że z wyjątkiem nazwy ulicy zgadzał się kod pocztowy, a nawet numer mieszkania - dziwi się kobieta.

Sędzia Waldemar Żurek, rzecznik krakowskiego sądu: - Pod protokołem z przesłuchania widnieje podpis tej pani. Nie da się sprawdzić, czy policjantka mylnie wpisała nazwę ulicy, czy też poszkodowana sama omyłkowo podała ją. Skoro protokół wypełniał policjant, to sąd musi mu ufać.

- Chciałam być oskarżycielem posiłkowym, by opowiedzieć, że runęło całe moje życie, ale też odnieść się do zeznań sprawcy. Przez tę sprawę popadłam w długi, bo nie mogę chodzić do pracy. Nikogo to jednak nie obchodzi - mówi bezradna krakowianka.

Piotr Kosmaty, szef Prokuratury Rejonowej Kraków Śródmieście-Wschód, twierdzi, że "w takich postępowaniach jak to wystarczy przesłuchanie na policji". - Jeżeli ta pani chciała być dosłuchana, miała jakieś dodatkowe informacje, mogła sama zgłosić się do prokuratury bądź też złożyć pisemnie wnioski - mówi Kosmaty.