10 powodów, dla których warto było spędzić weekend z Formułą 1

Pierwszy raz tworzymy taką listę, bo wcześniejsze wyścigi... no cóż, nie znaleźlibyśmy aż tylu argumentów na poparcie tezy. Tym razem, podczas Grand Prix Europy, działo się tak wiele, że pewnie coś istotnego i tak przeoczyliśmy.
Oto poweekendowy manifest amatorów nieoglądania F1:

1. Kolana Lewisa Hamiltona - sobotni wypadek (podczas kwalifikacji) lidera klasyfikacji generalnej na szczęście okazał się niegroźny, ale ujęcie kamery rejestrujące nerwowe wierzganie kierowcy w bolidzie, sekundy po kraksie, zapamiętamy na długo. Więcej o "Zespole niespokojnych nóg" tutaj.

2. Babcia Kimiego Raikkonena - podobno zwykle podczas wyścigów zajmuje się pokaźną psią trzodą swego wnuka, tym razem przyjechała dopingować pociechę na żywo. W koszulce Ferrari, w centrali zespołu, ramię w ramię z Jeanem Todtem i Michaelem Schumacherem, trzymała kciuki, wpatrując się w monitory przekazujące obraz z toru. Nie pomogła Raikkonenowi, defekt bolidu pogrzebał szansę na podium.

3. Gawęda Włodzimierza Zientarskiego i jego syna Macieja - na początku sezonu po prostu włączaliśmy telewizor punktualnie na wyścig (prawda, zdarzało nam się też wyłączać telewizor punktualnie na wyścig), ale ostatnio to się zmieniło. Z wypiekami na twarzy oglądamy studio przed zawodami, czekamy kolejnego dowcipu seniora i kolejnej, błyskotliwej riposty juniora. W niedzielę było tego niemal 3 razy więcej niż zwykle (w połowie transmisji straciliśmy telewizyjną łączność z torem i nasi eksperci mieli ekstra minuty na pogawędki) - ojciec żartował z chińskich wzorów na koszuli syna, syn natomiast próbował zbudować pierwsze w życiu zdanie złożone. Już zapomnieliśmy o Macieju Kurzajewskim i Marku Siderku, a Wy?

4. Joda Heidfeld - syn kierowcy BMW Sauber ledwie przyszedł na świat, a już narobił sporego zamieszania. Jego ojciec, Nick, między kwalifikacjami, a wyścigiem spędził czas podróżując do miejsca narodzin potomka (Szwajcaria). W niedzielę partner z zespołu Kubicy był wyraźnie niewyspany. Inny znany Joda:



5. Meteorologia - nauka zajmująca się badaniem zjawisk fizycznych i procesów zachodzących w atmosferze, szczególnie w jej niższej warstwie - troposferze. Przepowiedziała w niedzielę deszcz, ale nic z tego nie wynikło, wszyscy byli bardzo zaskoczeni wodą na asfalcie. Tutaj, tutaj i tutaj właściwe sposoby na radzenie sobie z deszczem.

6. Pięć minut Markusa Wilkenhocka - kompletnego debiutanta w wyścigu, który jadąc najgorszym w stawce Spykerem, wykazał się przebiegłością (założył już na starcie deszczowe opony) i w konsekwencji, gdy zaczęło lać, prowadził nawet przez moment w wyścigu.

7. Zakręt numer 1 - kiedy rozpadało się już na dobre, woda z całego Nurburgringu popłynęła w jego stronę. Ten swoisty zbiornik retencyjny zupełnie nie nadawał się do ścigania, fantazyjne i na szczęście bezpieczne wycieczki poza tor w tym miejscu dodały wyścigowi kolorytu, Vitantonio Liuzzi z zespołu Toro Rosso zderzył się nawet z traktorem.



8. W czasie deszczu sędziowie milczą - tak pasywnej postawy ze strony arbitrów już dawno nie widzieliśmy. Wolna Amerykanka trwała przez ponad dwie godziny, Heidfeld rozpychał się łokciami (prawie rozbił samochód Kubicy i skutecznie rozbił samochód Ralfa Schumachera), Hamilton korzystał z niedozwolonych środków (dźwig wyciągnął Anglika z piaskowej zaspy), a wyścig wstrzymano z powodu ulewy dopiero wtedy, gdy poza torem znalazło się 60% stawki. Dla poprawienia oglądalności zawodów F1, w następnym sezonie warto sędziów usunąć całkowicie.

9. Foto-finisz - czyli rewelacyjna końcówka w wykonaniu aktualnego Mistrza Świata, Fernando Alonso, który na kilka okrążeń przed metą wyprzedził prowadzącego niemal przez cały wyścig, Felipe Massę. Brazylijczyk tanio skóry nie sprzedawał, więc doszło między bolidami do targowań i niewielkiego kontaktu (z winy obrońcy pozycji lidera).

10. Gorycz szampana Felipe Massy - jeszcze ciekawsza była późniejsza konfrontacja obu zawodników u stóp podium - nie znamy ani hiszpańskiego, ani portugalskiego, ale raczej o pogodzie kierowcy tak głośno by ze sobą nie rozmawiali.

Chcemy więcej takich zawodów, zwłaszcza w wakacje, kiedy Formuła 1 ma naprawdę małą konkurencję (ech, ten żużel...). Cieszymy się, że zaryzykowaliśmy ten weekend z bolidami. Już za dwa tygodnie GP Węgier. Ale wtedy będzie już Orange Ekstraklasa. Chyba, że nie będzie.