Program "Tiry na tory" spalił na panewce

Pomysł był szczytny, ale od początku oderwany od rzeczywistości. W ubiegłym roku grupie posłów, wspieranej przez ekologów i mieszkańców miejscowości rozjeżdżanych kołami potężnych ciężarówek, udało się wcisnąć do budżetu pilotażowy program "Tiry na tory". Jednak zamiast 50 mln zł, które początkowo miało pójść na ten cel, ostatecznie udało się wyrwać tylko 15 mln zł.
Program zakładał, że koleje uruchomią pociąg z Rzepina do Suwałk, który w rok przewiezie 20 tys. Tirów. To niewiele - dla porównania: tylko przez most przez Wisłę w Górze Kalwarii przejeżdża w ciągu doby 12-15 tys. ciężarówek. Autorom pomysłu chodziło jednak o pilotaż, który miał dać odpowiedź na pytanie, czy wysłanie Tirów na tory jest dobry.

Zabrakło wagonów

Cały plan wziął jednak w łeb. Nie tylko dlatego, że transport koleją jest droższy niż ciężarówką: według wyliczeń PKP, chcąc być konkurencyjnym, przewoźnik kolejowy musiałby za przewiezienie Tira z Rzepina do Suwałk brać 1,2-1,3 tys. zł. Tymczasem koszt przejazdu pociągu z takim ładunkiem ze Wschodu na Zachód wynosi około 1,9 tys. zł, i to bez opłaty za dostęp do infrastruktury kolejowej.

- Idea przerzucenia części ładunków z transportu samochodowego na kolej ma sens, ale tylko wtedy, gdy jest traktowana poważnie, a nie jako jednorazowa akcja. Żeby przewóz TIR-ów był opłacalny, trzeba zmniejszyć stawki dostępowe do infrastruktury kolejowej. A one spadną, tylko wtedy, gdy państwo weźmie na siebie część kosztów związanych z jej utrzymaniem - mówi Janusz Piechociński z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, były szef sejmowej komisji infrastruktury.

Pilotaż nie ruszył jednak z powodu bardziej prozaicznego: zabrakło. wagonów. PKP Cargo ich nie ma. Przed uruchomieniem pilotażu koleje Austriackie obiecywały, że wydzierżawią potrzebny tabor, ale gdy przyszło co do czego, okazało się, że nie można na nich liczyć. I trudno im się dziwić - wagony do przewozu Tirów to dzisiaj towar poszukiwany w całej Europie.

Z Północy na Południe

Ministerstwo Transportu nie rezygnuje jednak z programu, ani z pieniędzy przyznanych przez Sejm. Dlatego pracuje nad nowym projektem: chce uruchomić kanał transportowy z portów fińskich przez Gdynię i dalej na południe w kierunku Austrii i Włoch. Naczepy samochodowe część drogi pokonywałyby na pokładach statków, a dalej pociągami PKP Cargo Uzyskano już zgodę innych krajów na przejazd pociągów. Pierwsze transporty z naczepami miałyby wjechać z Gdyni już 1 września.

- Oprócz 15 mln zł z budżetu państwa chcemy wykorzystać 9 mln zł z unijnego programu Galileo wspierającego modernizację infrastruktury transportowej - mówi Mirosław Chaberek, wiceminister transportu.

Resort chce wykorzystać pieniądze na inwestycje w infrastrukturę kolejową, m.in. na rozbudowę terminala intermodalnego systemu Modalor w Sławkowie. Niewykluczone, że terminal tego rodzaju powstanie również w Porcie Gdynia.