CB - najlepszy antyradar

Uwaga, chłopaki, tu "Gumowa Kaczka": wracamy do CB! Nie ma lepszej metody na "miśki". Odbiór
Kaczka, Pająk i inni:

- Słyszę cię, dzięki! Gdzie jesteś?

- Przy tym znaku, jadę na wschód. A ty?

- Półtora kilometra za tobą.

- Widzę cię. Masz całkiem wystrzałową brykę.

- Święte słowa, stary. Za nami jedzie Pająk Mike.

- Ja jestem Kabina Miłości. A wiesz dlaczego?

- Kwadrofonia, kolorowy telewizor, pokaźny barek za plecami...

- ...i gwóźdź programu: cieplutkie łóżko wodne.

- Same wygody. Nie mów, że masz też dziewczynki?

- Całą pakę. Aż tu czuję, jak cuchną.

- Ciekawe, czy jesteś mocny tylko w gębie?

- Wyluzuj stary. Nie poznajesz mnie? Odbiór.

- Nie. Coś ty za jeden?

- Kaczka, stary draniu.

- Do licha, Pająku, to Gumowa Kaczka z Albuquerque!

- Mamy najlepszego bolka w tym interesie.

[Rozmowa na CB z filmu "Konwój" Sama Peckinpaha według http://napisy.qwe.pl/get?id=150366 ]

Historia CB-Radia (Citizen Band, czyli pasmo obywatelskie) sięga lat czterdziestych XX w., kiedy w USA zaczęto eksperymentować z ogólnodostępnym, cywilnym radiem. Ale powodzenie tego środka łączności zaczęło się w latach 70. W roku 1974 Stany Zjednoczone wprowadziły federalne ograniczenie prędkości do 55 mil na godzinę (90 km/h). A w 1978 r. na ekrany kin trafił znany i u nas "Konwój" i zaczęło się. "Gumowa Kaczka" - bohater filmu grany przez Krisa Kristoffersona, wypowiada wojnę szykanującej go policji. Przez radio wzywa do pomocy innych zbuntowanych kierowców - rusza konwój. I już nie kierowcy przed policją, tylko policja przed kierowcami musi uciekać. Marzenie! Ten film, kolejna odmiana amerykańskiego snu o wolności, przypomniał milionom kierowców na całym świecie, że to oni są panami szos i żadna drogówka nie ma tu nic do powiedzenia. I dał im do ręki proste, skuteczne narzędzie pozwalające uniknąć największej zmory każdego kierowcy: płacenia mandatów. Zaczął się ogólnoświatowy boom na CB.

W latach 80. i 90. CB miało swoje pięć minut w Polsce, ale rozwój telefonii komórkowej przytłumił tę technologię. Teraz CB przeżywa nieoczekiwany renesans. Dlaczego? Znowu z powodu policji. A konkretnie fotoradarów, które mnożą się na drogach w zastraszającym tempie. Gdy na potrzeby czerwcowego "Logo" szukaliśmy najlepszych antyradarów, przekonaliśmy się, że te urządzenia w obliczu fotoradarów są zawodne - zbyt późno reagują. A do tego używanie ich jest nielegalne i karane. Z ust sprzedawców, zawodowych kierowców, a nawet policjantów słyszeliśmy wtedy, że najlepszym antyradarem jest... CB-Radio. Niedrogie ("najtańsze radio plus antena kosztuje tyle, co jeden mandat"), można go używać legalnie bez żadnych zezwoleń i można się z niego dowiedzieć z wystarczającym wyprzedzeniem o wszystkich ważnych zdarzeniach na drodze - nie tylko obecności radarów zwykłych i foto, ale także o patrolach i kontrolach policyjnych.

Żadnych zezwoleń

Dla tych, którzy chcieliby zacząć przygodę z CB, mam garść dobrych wiadomości. Po pierwsze, impreza nie jest droga. 200-250 zł za radio i jeszcze sto za antenę to koszt całkiem porządnego sprzętu, którego da się zupełnie sensownie używać. Wydając większe pieniądze (bo są i radia o cenie trzycyfrowej), możesz dostać urządzenie o większej czułości, większym zasięgu, bardziej odporne na szumy i wyposażone w parę gadżetów zwiększających ergonomię (np. guzik pozwalający łatwo skakać w tę i nazad pomiędzy kanałami). Jednak te trzysta parę złotych na początek naprawdę wystarczy. Po drugie: o ile w ogóle masz zwyczaj majsterkować przy samochodzie, a nie zlecać wszystko serwisowi, to powinieneś sobie poradzić z samodzielną instalacją. Ot, podłączenie zasilania, zamontowanie i podłączenie anteny - i to by było na tyle. Ale jeśli nie chcesz tego robić własnoręcznie, to ta usługa nie jest szczególnie droga (80-120 zł). Wreszcie po trzecie: nie potrzebujesz żadnych zezwoleń, rejestracji ani nic z tych rzeczy, by korzystać z radia CB.

Antena

Im dłuższa i im wyżej umieszczona, tym lepiej odbiera (a więc najlepszym miejscem na antenę jest oczywiście dach - patrz rysunek wyżej). Niektórzy wskazują, że w mieście długość raczej przeszkadza niż pomaga. W ruchu miejskim niemal nieustannie przyspieszasz i hamujesz, hamujesz i przyspieszasz, a im dłuższa antena, tym bardziej się chwieje, co na odbiór wpływa negatywnie. I jeszcze ostrzegawcza historyjka z życia wzięta: samochód wyposażony w instalację CB wyjeżdżał z garażu, antena odgięła się najpierw do tyłu, po czym z wielkim impetem do przodu... Tego ostatniego przednia szyba już nie przeżyła. Są na rynku anteny odkręcane albo uchylane. Warto o tym pamiętać.

Jak używać

Z punktu widzenia użytkownika radio to: pokrętło do wyboru kanału, drugie do regulacji głośności, trzecie, tzw. squelch, mikrofon i ewentualnie program dowolny. Squelchem regulujesz, jak silny musi być sygnał w eterze, żeby radio obudziło głośnik. Dzięki temu słyszysz tylko rozmowy, a nie szum. Niektóre radia mają automatyczną blokadę szumów, ale nie jest to specjalnie ważne: regulacja ręczna jest wystarczająco prosta. Nad głośnością nie ma większego sensu się rozpisywać, za to warto chwilę się zatrzymać nad kanałami.

Polskie CB to czterdzieści częstotliwości radiowych od 26,960 do 27,400 MHz, których znajomość absolutnie nie jest ci do niczego potrzebna: na wyświetlaczu radia będą to po prostu kanały ponumerowane od 1 do 40 i tak o nich myślmy. Kilka z nich ma specjalne znaczenie. Najważniejszy z nich jest 19., przeznaczony do komunikacji pomiędzy samochodami. Na tym kanale usłyszysz ostrzeżenie przed radarem, na nim możesz spytać, jak wygląda droga do Słupska. Przy czym, jeżeli chcesz dłużej z kimś pogadać, to nie na 19., ale na którymś z innych wolnych kanałów. Ważne: wolny nie jest kanał 9., zastrzeżony dla akcji ratunkowych (chociaż praktycznie rzadko kiedy jest używany), jak również 28. (wywoławczy), a 2. jest tradycyjnie zarezerwowany dla taksówek.

Parę słów o posługiwaniu się mikrofonem: w odróżnieniu od telefonu, gdzie oboje rozmówców może mówić jednocześnie (w fachowym żargonie to tzw. duplex), łączność w radiu CB to tzw. simplex: najpierw ty mówisz, a on słucha, potem on mówi, ty słuchasz. Zatem, zanim się odezwiesz, naciśnij guzik i zwolnij go, gdy tylko skończysz. To by było na tyle skomplikowanej techniki, teraz parę słów o etykiecie.

Język

"Na radiu" nie klniemy. W każdym razie tak nakazuje niepisana tradycja. Z drugiej strony nie sposób nie zauważyć, że świat zmienia się, niekoniecznie na lepsze, i dziś można na falach CB usłyszeć soczysty język. Niemniej nie ma nic złego w kultywowaniu tradycji, zwłaszcza że to jedyne ustępstwo w stronę formalnego języka, na jakie musisz się zdobyć. Na przykład nie ma zwyczaju, by obcy ludzie zwracali się do siebie per "pan" czy "pani": wszyscy są na "ty". Ewentualnym tytułem grzecznościowym jest "kolega", ale też stosowany w drugiej osobie: "kolego, jak wygląda droga...". Poza tym w radiu usłyszysz parę nowych słów czy też starych słów w nowym znaczeniu. Np. "mobil" oznacza użytkownika radia siedzącego za kierownicą jakiegoś samochodu. Nie sposób zliczyć, ile kierowcy wymyślili nowych określeń na policjantów drogówki, ale wszystkie łatwo zrozumieć z kontekstu. Natomiast warto wiedzieć, że "krokodyle" lub "gady" to nie policja, ale Inspekcja Transportu Drogowego kontrolująca ciężarówki. W sumie nauczenie się tego języka nie jest trudne. Po prostu zanim po raz pierwszy przyciśniesz guzik nadawania, przez jakiś czas tylko słuchaj.

Nie tylko w samochodzie

W artykule skupiłem się na radiu w samochodzie, ale warto podkreślić, że z CB korzystają nie tylko posiadacze czterech kółek. Radia można używać w domu, dzięki pięciometrowej antenie mając do dyspozycji znacznie większy zasięg niż radia mobilne. Korzystają z niego również motocykliści. Oczywiście muszą mieć specjalną instalację: zwykły mikrofon od CB (tzw. gruszka) byłby zupełnie bezużyteczny na świeżym powietrzu przy prędkości stu i więcej kilometrów na godzinę. Wyposażenie kasku w mikrofon i słuchawki załatwia sprawę. Są także CB dla piechurów. A nawet, jakkolwiek dziwnie by to brzmiało, instalacje rowerowe. Radio na kierownicy, na bagażniku jakiś akumulator, antena tu lub tam - będzie działać. Co najmniej jeden warszawski rowerzysta tak wyposażył swoje dwa kółka. Po co? A dlaczego by nie? Przecież z CB może korzystać każdy.

Dziękuję firmom Altran i MEGUM-2 za pomoc przy pisaniu artykułu.

CB warto mieć, bo....
1.... to najlepszy antyradar - o radarze na drodze dowiesz się nie z wyprzedzeniem kilkuset metrów, ale parę kilometrów wcześniej. Zdążysz zareagować;
2.... to najlepszy GPS - możesz nie tylko zapytać, jak dojechać, ale też poznajesz na bieżąco sytuację na drodze: objazdy, roboty, wypadki, korki itp.;
3.... to najlepsza pogodynka - żadne radio czy telewizja nie powie ci tak precyzyjnie, że o tej godzinie te kilkaset metrów jezdni jest oblodzone;
4.... w razie awarii dowiesz się nie tylko, gdzie najbliższy firmowy serwis, ale i gdzie pan Zdzich złota rączka godny zaufania;
5.... to najlepszy towarzysz podróży: nie tylko masz zawsze z kim pogadać, ale też możesz pomóc ludziom - zawodowi kierowcy przekazują sobie kolegów podróżujących "okazją";
6.... to jedyne medium, w którym możesz usłyszeć reklamę przydrożnej panny.