Dzień buraka

Nie lubię frajerów za kółkiem. Za każdym razem gdy wstaję rano ze świadomością, że po chwili w ich tłumie będę jechał do pracy, odechciewa mi się jeść. Na szczęście jestem od nich dużo sprytniejszy.
Kilkanaście kroków do samochodu pokonuje biegiem, bo deszcz leje niemiłosiernie. Włączam wycieraczki i upewniam się, że mam zgaszone światła. Człowiek powinien kierować się w życiu pewnymi zasadami, a ja nie lubię zbyt często kupować żarówek, czyli niepotrzebnie wyrzucać pieniędzy w błoto. Jak ktoś mnie nie widzi na drodze to niech idzie do okulisty. Jego problem.

Nie mija pięć minut, a dzwoni telefon. Oczywiście odbieram. Dziwię się po co inni bulą tyle kasy za zestawy głośnomówiące, przecież da się prowadzić samochód trzymając w jednym ręku komórkę. Jak ktoś nie umie tak jeździć, to znaczy że nie nadaje się do ruchu drogowego. Ciekawe co by taki matoł zrobił gdyby miał jednocześnie rozmawiać i jeść kanapkę, pewnie nigdy nie wydedukowałby po co są kolana. Staję na światłach, bo oczywiście musiało zapalić się czerwone i piszę SMS-a do dziewczyny. Wkurzony podnoszę głowę gdy słyszę odgłosy klaksonów za sobą. Wyciągam przez okno komórkę i pokazuję na nią gestem, który chyba wszyscy rozumieją. Ruszam. Jakie to szczęście, że zdążyłem przejechać. Inni nie mieli tyle farta, ale dobrze im tak, nie lubię tych co często trąbią.

Teraz zaczyna się najlepsze. Będę skręcał w prawo, ale na tym pasie stoi sznur frajerów. Mijam ich, więc pasem środkowym i skręcam w ostatniej chwili na skrzyżowaniu. Potem ponowny manewr na jednym rondzie i kolejnym i jestem 10 minut do przodu. Nie wiem czemu reszta nie urodziła się tak rozgarnięta.

Kolejne kilometry to już korek okrutny. Na to też jest jednak metoda. Gdy tylko jakiś pas zaczyna jechać szybciej od razu wskakuję na niego. Oczywiście bez migacza, bo trzeba działać z zaskoczenia. Tym sposobem oszczędzam ponad minutę! Stojąc w ścisku dojeżdżam zawsze do zderzaka następnego samochodu, po to aby nikt się przede mnie nie wcisnął. Nie lubię takich cwaniaków. Dziś udało mi się nie wpuścić dwóch autobusów. Będę miał co opowiadać w pracy!

Dwa i pół skrzyżowania dalej, wszyscy trąbią. Pół skrzyżowania, bo właśnie w jego połowie utknąłem. Skąd miałem wiedzieć, że wjeżdżając na żółtym nie dam rady zjechać. Teraz trochę blokuję ruch, ale bez przesady. Najbardziej irytuje mnie kierowca wozu strażackiego, który coś tam wygraża. Spokojnie, przecież się nie pali. Nareszcie zielone i mogę z piskiem wyrwać do przodu. Gdy wskazówka prędkościomierza wreszcie dociera do 70 km/h skręcam pod zakład przejeżdżając na pasach pomiędzy matką, a wózkiem z dzieckiem. Piesi pełni uznania podnoszą do góry dłonie z wyciągniętym kciukiem, a może to nie kciuk...

A Ty co czułeś gdy mijałem cię dziś w korku?

Mój najlepszy sposób na korek to: