Stan bardzo dobry przedzawałowy

Kupowanie używanego samochodu to prawdziwa rosyjska ruletka. Podpowiadamy, na co zwracać uwagę, aby nie zostać wystawionym do wiatru
Ponad 1,7 miliona. Tyle używanych aut przekroczyło nasze granice po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Lawinowy import zaczyna jednak słabnąć. W styczniu 2006 roku sprowadziliśmy 39 622 pojazdy - to o połowę mniej niż w grudniu 2005 r. i o 30 proc. mniej niż w styczniu 2005 r. Dlaczego? Specjaliści zrzucają winę na nową opłatę ekologiczną i... ostrą zimę. Ale wydaje się, że prawdziwy powód jest inny - rynek pęka już w szwach. Widać to po masie ogłoszeń, zapełnionych placach giełd i autokomisów, no i po cenach. Doszło już do tego, że używany samochód można kupić taniej w Polsce niż za granicą, co dotyczy zwłaszcza najstarszych pojazdów, na które brakuje amatorów. Prawie nikt nie szuka aut mających więcej niż dziesięć lat, a najlepiej sprzedają się te, które mają od sześciu do ośmiu.

Trochę lepiej wygląda sytuacja tylko w luksusowym segmencie premium - jego klienci wiedzą, czego chcą, i gotowi są przejechać pół Polski, żeby obejrzeć znaleziony samochód. Niezależnie od klasy atrakcyjniejszą propozycją są auta kupione w polskich salonach i tu serwisowane, o sprawdzonym pochodzeniu i w dającym się zweryfikować stanie technicznym.

Co - poza narzekaniem - robią sprzedawcy? Komisy obniżają ceny, dodają gratis ubezpieczenie albo proponują atrakcyjny kredyt. Porozumiewają się ze sobą, wymieniając pojazdy pod klienta. Niektórzy, a jest ich coraz więcej, dodają własną gwarancję, nie tylko prawną, ale i techniczną. Czy zatem klienci mogą się czuć bezpiecznie? Odpowiedź brzmi: nie! Zwłaszcza jeśli dotyczy to samochodów z ogłoszenia.

Handlarz do lekkich poprawek

Polski sprzedawca nie jest, delikatnie mówiąc, wzorem rzetelności. Większość ofert prasowych mówi: "stan bardzo dobry", "drugi właściciel", "stan salon". Tymczasem na miejscu okazuje się, że samochód nie chce zapalić, bo elektronika sztukowana była w niedalekiej stodole; pod lakierem miejsce blachy zajmują kilogramy szpachli, a przebieg auta jest o sto tysięcy kilometrów większy od deklarowanego. Samochody w stanie zawałowym widocznym na pierwszy rzut oka są reklamowane jako "stan dobry do lekkich poprawek". Zanik zdrowego rozsądku czy zwykła bezczelność?

Co robić, żeby nie dać się naciąć? Po pierwsze, męczyć sprzedającego pytaniami. O pochodzenie auta, o dokumenty. Coraz więcej samochodów, nawet tych sprowadzonych, ma książkę serwisową - jej brak, zwłaszcza przy stosunkowo młodym roczniku, powinien wydać się podejrzany. Te informacje warto zdobyć przez telefon i dopiero po solidnym wywiadzie udać się obejrzeć wybrańca. Po co fatygować się na darmo.

Po drugie, nie dajmy się zwieść pierwszemu wrażeniu. Kiedy już staniemy przed - często pięknie umytym i wysprzątanym - autem, zwróćmy uwagę na płaszczyzny blach. Ich linie na krawędziach nie powinny się załamywać, a szerokość szczelin między elementami karoserii (drzwiami, błotnikami, pokrywami) powinna być wszędzie jednakowa. Zaglądając pod maskę, przyjrzyjmy się miejscom łączenia przegrody czołowej i pasa przedniego z podłużnicami. W wielu samochodach naprawianych szybko i tanio można odkryć pogięte amortyzatory, a nawet kolumny McPhersona. Handlarze często spawają wahacze i przesuwają punkty mocowania zawieszenia, aby zachowywało właściwą geometrię. Jeśli odkryjemy w oglądanym pojeździe grube wianki spawów, lepiej od razu odstąpić od transakcji.

Odłamki prawdę powiedzą

Obejrzyjmy kabinę i deskę rozdzielczą. Jeżeli zauważymy ślady po eksplozji poduszek, to prawdopodobnie auto uczestniczyło w poważnym wypadku. Wytarte siedzenia, kierownica i pedały świadczą o bardzo dużym przebiegu - takie objawy występują po blisko 200 tysiącach kilometrów. Zdarte opony różnych marek, zapuszczone wnętrze, brak serwisowych naklejek z informacją o wymianie oleju to kolejne sygnały ostrzegawcze - znak, że ktoś oszczędzał na serwisie albo zwyczajnie nie dbał o samochód. Wypatrujmy odłamków szkła (bardzo trudno je dokładnie uprzątnąć), które też mogą świadczyć o niedobrej przygodzie, jaką ma za sobą samochód.

Kiedy oględziny wypadną pomyślnie, czas na jazdę próbną. Jeśli auto zapali za pierwszym razem, w zawieszeniu nic nie stuka, samochód w czasie jazdy nie ściąga na boki (warto też ostrożnie przyhamować, puszczając na moment kierownicę), zaproponujmy kontrolną wizytę w warsztacie. Jeśli właściciel się skrzywi i zacznie kręcić, że "nie no, co pan", natychmiast zapomnijmy o transakcji.

W warsztacie możemy liczyć na zrozumienie - coraz więcej serwisów ma w swoich cennikach pozycję pod tytułem "sprawdzenie auta przed zakupem". Taka usługa może kosztować nawet 500 złotych, ale warto się na nią zdecydować. Fachowiec sprawdzi grubość lakieru, zgodność punktów bazowych nadwozia, stan hamulców, poziom płynów, geometrię podwozia, obejrzy układ wydechowy, zmierzy ciśnienie sprężania w cylindrach silnika i mnóstwo innych rzeczy. Im wnikliwszy przegląd, tym lepiej.

Wszystko w porządku? Kolejny krok to drobiazgowa kontrola dokumentów i sprawdzenie, czy samochód nie figuruje w policyjnym rejestrze aut skradzionych. Jeśli i tu wszystko gra, możemy podpisywać umowę.

Wiemy już mniej więcej, JAK kupować. Nie wiemy jeszcze, CO kupić. O tym w będziemy pisać w kolejnych odcinkach naszego nowego cyklu. Pierwszy z nich - obok, na sąsiedniej kolumnie.



Dekalog kupującego



1.Pamiętaj, że każdy zakup używanego samochodu to loteria
2.Unikaj giełd, wybieraj dobre komisy, najlepiej dilerskie
3.Rozważ zakup auta nabytego w polskim salonie
4.Nie jedź na umówione spotkanie sam, z dużą sumą pieniędzy
5.Sprawdź książkę serwisową i dokumenty auta
6.Nie oszczędzaj na ekspertach, korzystaj z centrów diagnostycznych
7.Transakcję finalizuj przy świadkach
8.Pamiętaj o dodatkowych kosztach (ubezpieczenie, rejestracja)
9.Już po zakupie na wszelki wypadek zmień olej i paski, pojedź na przegląd
10.Zachowaj zimną krew
Swój następny samochód kupię: