Smart forfour Brabus

To jeżdżąca sprzeczność: miejskie auto obdarzone autostradowymi osiągami. Być może dlatego na miejsce jego dziennikarskiej prezentacji wybrano... górskie serpentyny
Szczypta soli, kilka kryształków cukru, utarty w palcach estragon, spora dawka czosnku i przede wszystkim pieprz oraz zmiażdżone ziarnka papryczki chili. Taka marynata zaostrzy smak każdego mięsa i wprowadzi do podniebienia ogień piekielny. Co trzeba dodać, by ze zwykłego samochodu, jakim jest smart, stworzyć pieprzne danie?

Jaki to kaliber?

DaimlerChrysler twierdzi, że najlepiej wiedzą to kuchmistrze z Brabusa. Poddali oni obróbce już dwa modele - fortwo i roadster. Pierwszy tylko z wyglądu straszy groźną miną podobnie jak przedszkolak przebrany za pirata Czarnobrodego. Choć jego osiągi jak na malutkie autko do miasta są fantastyczne, to w żadnym razie nie jest to pełna pikanteria. Roadster prezentuje się już lepiej, ale cały efekt psuje zautomatyzowana skrzynia ręczna szarpiąca jak kursant podczas pierwszej jazdy. Czy ostatni ze smartów, ale też najzwyklejszy z wyglądu, stanie się choć trochę bardziej ognista? Przedstawiciele firmy wybrali Niceę jako miejsce, byśmy mogli się o tym przekonać. Czemu akurat tam? Bo malownicze, górskie serpentyny to doskonały sprawdzian dla auta pretendującego do miana usportowionego i gratka dla miłośników fotografii. Nieziemskie widoki, nieziemskie wrażenia."Smart forfour Brabus ma konkurować z Golfem GTI i Mini Cooperem S". Te słowa wystarczyły, abym jeszcze przed wyświetleniem ostatniego slajdu prezentacji wskoczył za kierownicę smarta. Wcześniej omiotłem wzrokiem nadwozie. Nie jest specjalnie agresywne. Jeden spojler z przodu, drugi subtelny zamocowany na tylnej części dachu, 17-calowe felgi, obniżone zawieszenie i wydech to jedyne elementy różniące go od klasycznego forfoura. Do wersji sportedition jest już tak podobny, że przy pierwszym spojrzeniu na światłach ciężko odgadnąć, czy jest to działo dużego kalibru, czy wyłącznie pistolet. Wszyscy wiemy, że wygląd potrawy jest równie ważny jak jej smak. Zanim skosztowałem forfoura, obejrzałem go dokładniej w środku. Bo o ile z zewnątrz na samochód patrzą inni, o tyle na moje zmysły podczas jazdy oddziaływać będzie wnętrze. W tej kategorii tradycyjny forfour daleki był od ideału piękna. W Brabusie zagościł metal na hamulcu ręcznym, gdzieniegdzie pojawiło się aluminium, a całość została stonowana, tak aby nie kłuła w oczy. Nadal widać, że to smart, nadal nie wszystko wygląda tak, jakby mogło, ale całość jest łatwa do przełknięcia. Po prostu przekręcam kluczyk w stacyjce. Do uszu dociera pomruk dwulufowego wydechu. Każdy, kto do tej pory nie poznał, że to Brabus, teraz nabiera respektu. Z ulgą spoglądam na ręczną, pięciobiegową skrzynię.

Odgłosy Colta

Wciskam dość ciężko chodzące sprzęgło, wkręcam silnik na obroty. Start! Pierwszy kęs smakuje jak mięso w sosie tabasco. Ogień ogarnia ciało już po 6,9 sekundy, kiedy to prędkościomierz wskazuje 100 km/h. To lepiej niż w Golfie GTI i Cooperze S, a jedynie nieco słabiej niż w przypadku Coopera S Works z 200-konnym silnikiem pod maską. Smart kryje w sobie 177 czarnych jak pieprz koni uzyskanych z półtoralitrowej pojemności. Przy wadze 1090 kg to dużo. Jednostkę napędową przeniesiono z Mitsubishi Colta. Tak naprawdę cała seria smarta forfour bazuje na tym samochodzie. Poprawiono intercooler i zwiększono ciśnienie podawane przez turbosprężarkę z 0,8 do 1 bara. Z takim silnikiem można poszaleć. Maksymalna moc osiągana jest przy 6000 obrotów, a moment obrotowy wynoszący 230 Nm przy 3500 obrotów. W porównaniu ze zwykłym fourforem zmieniono zawieszenie - jest teraz dużo sztywniejsze. Z przodu zastosowano McPhersony, z tyłu resory teleskopowe. Na pierwszym odcinku trasy, gdzie droga wiedzie przez miasto, mam wrażenie, że całość została dobrana perfekcyjnie. Zawieszenie jest sztywne, ale nie powoduje utraty komfortu i określiłbym je jako średnio wypieczony stek - wypośrodkowane. Kiedy jednak wbijam się na autostradę i sprawdzam, czy smart Brabus jest równie przyjemny dla podniebienia jak w mieście, natrafiam na niestrawną chrząstkę. Zawieszenie jest zbyt sprężyste i przy prędkościach rzędu 160 km/h na poprzecznych nierównościach niepokojąco wybija w górę. Najwyżej, myślę sobie, i mimo obaw wciskam gaz. Od 170 daje się zauważyć znacząco mniejszą dynamikę przyspieszenia samochodu. Przy 200 km/h smart wprowadza w osłupienie kierowcę mijanego Audi A3. Nie ma co się dziwić, nikt wcześniej nie widział ani jednego forfoura mknącego z taką szybkością. To prawie jak zobaczyć UFO, wmówić sobie, że to tylko zwidy, a potem ujrzeć następny, następny i jeszcze następny obiekt latający. Na trasę nie wyruszyłem bowiem sam. Za mną jadą równie szybko kolejne smarty.

Deser? Dziękuję!

Autostrada to jednak wyłącznie dolotówka do właściwego testu, jakim są wijące się serpentyny. Różnica wysokości pomiędzy punktem startowym a końcowym wynosi 1000 m. O ile na dole jest ciepło, o tyle w górnej części trasy widać śnieg. Będzie się działo! Pierwszy winkiel pokonuję nieśmiało, rozkręcając się z metra na metr. To niewiarygodne, ale na dwójce smart rozpędza się do 110 km/h. Świst turbosprężarki hipnotyzuje i sprawia, że noga zapiera się o gaz. Po chwili nie mogę sobie już pozwolić na taką szarżę, bo zakręty stają się niemal nawrota mi. I w tym momencie cały smak ostrego jak brzytwa sosu, którym polana była wyborna wołowina, wyparowuje, jakbym jadło zapił kefirem. Smart przy obrotach poniżej 3000 nie tyle nie jedzie, co właściwie stoi. Redukcja na jedynkę przynosi krótkotrwały efekt, bo ten bieg kończy się już w połowie pokonywanego zakrętu. I tak źle, i tak niedobrze. Kiedy próbuję zaatakować łuk szybciej, aby pomóc silnikowi, robi się już niesmacznie - przednionapędowy Brabus z rzędową czwórką umieszczoną z przodu ma wyraźne ciągoty ku podsterowności. Gdyby przód był nieco sztywniejszy, smart radziłby sobie zdecydowanie lepiej. Ale tak nie jest, z prostej przyczyny - z założenia przez 99 proc. czasu forfour poruszać się będzie po mieście, a nie po górskiej trasie. Być może z tego względu mieści wygodne fotele niemające nic wspólnego ze sportowymi (na szczęście i takie można sobie zażyczyć). Kilkadziesiąt zakrętów później moje miotające się po samochodzie ciało jest pewne, że nie trzymają one ani trochę. Żołądek nie ma już ochoty na deser. Wysiadam zielony, ale nie zdegustowany. W końcu smart forfour Brabus genialnie nadaje się do miasta. Sprintem spod świateł zaskoczy każdego. Ma czuły i wybornie zestrojony, posłuszny układ kierowniczy. Jest jak pieprz, tylko że nie tak palący jak cayenne, za to niestety kosztuje tyle co szafran.

Kompendium



SilnikR4 umieszczony z przodu
Skrzynia biegówRęczna 5-biegowa
Pojemność (ccm)1468
Moc (KM/obr./min)177/6000
Moment (Nm/obr./min)230/3500
Przyspieszenie (0-100 km/h, s)6,9
Prędkość maksymalna (km/h)221
Średnie zużycie paliwa (l/100 km)6,8
Napędprzedni
Długość/szerokość/wysokość (cm)384/176,5/159
Rozstaw osi (cm)250
Masa własna1090 kg
Ładowność480 kg
Poj. bagażnika268/910
Cena120 000 zł


Gaz

Doskonałe osiągi, precyzyjny układ kierowniczy, poprawione wykonanie wnętrza, ostre brzmienie wydechu

Hamulec

Nazbyt sprężyste zawieszenie (wybija przy wysokich prędkościach), poniżej 3000 obr/min. zbyt mała elastyczność silnika, znaczna podsterowność, wygórowana cena

Summa Summarum

To gratka dla miłośników marki smart i dla tych, którzy lubią nieafiszujący się ze swoją mocą samochód. Fenomenalnie prowadzi się go po miejskich drogach, ale całkowicie nie radzi sobie na ostrych, górskich zakrętach. Słowem, niebanalny, zwinny nizinny samochodzik.

Więcej o: