Opel Signum Sport 3,0 V6 CDTI

Jeszcze niedawno pogodzenie diesla ze sportem nie mieściło się w głowie. Podobnie jak nazwanie hatchbacka pojazdem luksusowym. Dziś Opel próbuje dowieść, że pięciodrzwiowy hatch z silnikiem Diesla może być reprezentacyjną limuzyną ze sportowym zacięciem
177 KM, 218 km/h, od 150 950 zł

Głupawy uśmieszek błąkający się na twarzy Lemskiego mógł oznaczać tylko jedno: kolejną - pożal się Boże - zagadkę. I rzeczywiście.

- A teraz zagadka: z przodu Vectra, z tyłu hatchback, w środku jakby chatka. Co to jest?

Tym razem kluczyki poleciały w moją stronę. Powinienem odpowiedzieć, nim jeszcze je złapię. Ale że akurat dopijałem Colę... Zresztą, co tam - niech myśli, że wygrał. I tak nim ich dotknąłem, wiedziałem, od czego są. Czym będę jeździł i o czym pisał.

- Czeka cię niezły ubaw - Lemski sądził, że wciąż nie wiem.

- Niezły? ZNAKomity.

* * *

To nie był mój pierwszy kontakt z Signum. Poznaliśmy się w zeszłym roku, podczas polskiej premiery we Wrocławiu. Gdy tylko udało mi się dorwać wersję Sport z silnikiem 3,2 V6, od razu skierowałem się na południe. Po pokonaniu 200 kilometrów drogami, którymi wiodło wiele rajdowych oesów (między innymi rajdu Elmot), jedynie żółta kontrolka rezerwy zmusiła mnie do powrotu. Średnie zużycie - 22,5 litra na setkę - mówiło za siebie, a uśmiech przyklejony do mojej twarzy dopowiadał resztę.

Dlatego bez większych oporów byłem gotów testować kolejne Signum. Ledwo jednak z czeluści agorowych podziemi wyłowiłem wzrokiem znajome kształty, mina mi zrzedła. To wcale nie była ani 170-konna wersja 2.0T, ani chociaż 155-konna 2.2. Chwyciłem za komórkę: - Do diabła, Lemski, przecież to diesel! Chcesz Włodarskiego przyprawić o zawał?

Obaj wiedzielimy, co sądzi o dieslach. Raz nawet zapowiedział, że nie życzy sobie, aby w jego obecności padało to brzydkie słowo na "d".

- Spoko. Pytałem go i nawet się uśmiał.

- Nie wierzę. Kiedy to było?

- Jakoś na początku miesiąca.

- Pierwszego kwietnia?

- No, coś takiego...

Zrezygnowany podszedłem do Signum - V6 Sport, tyle że z dieslem. Trzylitrowym turbo, ale dieslem.

* * *

Czarna testówka została wyposażona w potężne felgi o średnicy 18 cali, co od razu zapaliło w mojej głowie kontrolkę, tym razem koloru czerwonego. Skoro wcześniejszy egzemplarz jeżdżący na siedemnastkach i oponach 215 już był dostatecznie twardy, to jak na polskich dziurach spisywać się będą naleśniki w rozmiarze 225/45? Trzeba uważać, by przedwcześnie nie zakończyć testu, bo wąska dojazdówka nie pozwoli nawet na odrobinę szaleństwa.

W drodze na pomiary zgarnąłem Mroczka i razem utknęliśmy w popołudniowych korkach stolicy. Od razu zebrało nam się na wspominki o starych gablotach produkowanych niegdyś przez Opla; Vectra 2000, Omega 3000 24V i wreszcie Lotus Omega z niemal 400-konnym silnikiem i napędem na tył to bodaj ostatnie tak rasowe sedany z błyskawicą w herbie. Ale po raz kolejny smutna ekonomiczno-ekologiczna rzeczywistość sprowadziła śmiałe plany grupy zapalonych inżynierów do parteru. Tak gawędząc, pełzaliśmy od świateł do świateł. Gdyby nie olbrzymie felgi, ktoś mógłby pomyśleć, że oto dwóch pracowników domu pogrzebowego z godnością wypełnia swój smutny proceder. Określenie "Caravan", stosowane do oznaczenia rodziny Oplowskich kombi, byłoby tu bardziej na miejscu. A skoro o rodzinie mowa... Signum jest niejako kolejną wersją Vectry. Zbudowane na wydłużonym o 13 centymetrów podwoziu (tym samym co kombi) i z przodu niczym nie różni się od swej mniejszej siostry. Napisałem niczym, ale dodam "prawie", bo znawca tematu gotów jest oburzyć się jak Eskimos, usłyszawszy, że jest tylko jeden rodzaj śniegu. Prawie, bo Vectra ma z przodu nieco zmieniony zderzak i halogeny - te ostatnie w sedanie i kombi są prostokątne, w pięciodrzwiowym GTS i Signum - owalne, tyle że w Signum dorzucono chromowane obwódki. Prawda, że proste? Gdy spoglądamy z boku, wątpliwości nie ma. Każda z wersji różni się już od środkowego słupka w tył. Signum ma wydłużone tylne drzwi, no i sam tył, jakiego nie powstydziłby się żaden... hatchback. Podobny numer zrobiło Renault z bazującym na Lagunie Vel Satisem, który jednakowoż nie odniósł spektakularnego sukcesu. Opel chce, by sprzedaż niszowych modeli, jak Signum, Merivy i Zafiry sięgnęła 20 proc. obrotów firmy. Cóż, trzymamy kciuki.

* * *

Brytyjczycy z miesięcznika "Car" ironizują, że Signum to "pojazd odpowiadający na potrzeby, które nigdy nie zostały wyartykułowane". Być może jednak w tym szaleństwie jest metoda: zbudować samochód i wykreować zapotrzebowanie, wmawiając klientom, że tego właśnie chcieli. Byłbym zachwycony, gdyby

jako gość zaproszony przez kontrahenta np. w Niemczech został odebrany z lotniska wysłanym po mnie Signum. Byłbym jednak lekko zdziwiony, gdyby okazało się, że Signum jest reprezentacyjnym autem właściciela tejże firmy. Jako luksusowa taksówka, albo służbówka kadry kierowniczej - jak najbardziej. Jako auto reprezentacyjne albo wożące prezesa zarządu wielkiego koncernu - hm...

Opel argumentuje, że zwiększony rozstaw osi oraz możliwość regulacji tylnych foteli (system FlexSpace umożliwia odsunięcie ich do tyłu o 13 cm i pochylenie oparć o 28 st.) pozwolą pasażerom poczuć się jak w lotniczej biznesklasie. Signum da się też przekształcić w towarowe, płaskopodłogowe cargo o pojemności 1400 litrów - wystarczy złożyć fotele dwoma ruchami ręki.

Kabina z przodu nie różni się niczym od Vectry Sport. Są tu więc aluwstawki na desce rozdzielczej, trójramienna, skórzana kierownica i fotele częściowo obite skórą. Trochę inaczej zaaranżowano wystrój tylnej części kabiny, a zwłaszcza siedzeń. Co nieco brakuje im do obszernych, obitych szarą skórą foteli Lufthansy. No i trudno liczyć na długonogie stewardesy. Są za to punktowe lampki na suficie i Travel Assistant, czyli wielofunkcyjny podłokietnik dzielący pasażerów siedzących z tyłu. Za 1450 zł stajemy się dumnymi posiadaczami pokładowej lodówki, dwóch rozkładanych stolików, schowka, wysuwanej szuflady na drobiazgi, uchwytów na napoje oraz podstawki pod (opcjonalny) ekran DVD. Za osiem stów Opel dorzuca jeszcze oddzielne sterowanie systemem audio z wyjściem na słuchawki. W podsufitce wygospodarowano miejsce na pięć schowków, głównie chyba po to, by było więcej analogii do samolotu. Bo nie bardzo wiem, co mógłbym wozić w schowku, który otwierając się, bombarduje zawartością głowy pasażerów. No, może klucze do mieszkania, które uspokoiłyby wreszcie Lemskiego, z braku motocykla miotającego się ostatnio jak kot z pęcherzem.

Podsumowując - wnętrze Signum jest bardzo obszerne (zwłaszcza z tyłu), funkcjonalne i do tego dobrze wykonane, ale smutne i do bólu poprawne. Samochód aspiruje do miana następcy Omegi, choć firma z uporem godnym lepszej sprawy zaprzecza, jakoby miał pełnić tę funkcję.

* * *

Jadąc z Mroczkiem po stołecznych prospektach, co chwila zbieramy bęcki w mniej szlachetne części ciała. Szerokie kapcie bynajmniej nie wpływają na poprawę komfortu obniżonego o 20 mm zawieszenia. Każda studzienka - bach, dziura - łup. Ramiona powoli zaczynają mnie boleć od ciągłego slalomu pomiędzy przeszkodami. Dopiero za miastem można odetchnąć, choć nie do końca. Zawieszenie skrupulatnie informuje nas nawet o niewidocznych nierównościach, co w końcu kłóci się z komfortowym wizerunkiem samochodu. Po dłużej trasie pasażerowie tylnej kanapy opuściliby auto z kwaśnymi minami i bólami kręgosłupa. Ale co Sport, to Sport. Szerokie opony Bridgestone dosłownie kleją się do asfaltu, a układ kierowniczy pozwala na precyzyjne manewry. W dodatku niewyłączalny system ESP Plus nie ingeruje zbyt wcześnie, o ile kierowca sam poradzi sobie z delikatnym uślizgiem kół w zakręcie. Do tego wizerunku nie pasuje tylko nieco ospały silnik i beznadziejna, automatyczna skrzynia biegów. Ale po kolei. Gdy uruchomiłem po raz pierwszy trzylitrowego turbodiesla, ze zgrozą pomyślałem, że będę musiał odszczekać swoje słowa krytyki dotyczące dźwięków wydawanych przez współczesne silniki Opla. Po przekręceniu kluczyka odzywa się soczyste brzmienie widlastej szóstki, okraszone dodatkowym bulgotem diesla o nieco niższej niż zwykle tonacji. Taaak. Wyrazy uznania dla inżynierów... Isuzu. A może oklaski dla Opla? Bo na postoju nadal, niestety, wystarczy uchylić szybę, by pozbyć się wątpliwości co do rodzaju paliwa w baku.

* * *

Ten sam silnik o mocy 177 koni ląduje jeszcze między innymi pod maską wspomnianego już Vel Satisa i Saaba 9-5. Początkowo ucieszyłem się, że testówka wyposażona została w automat. Z doświadczenia wiem, że połączenie doładowanego silnika z dużym momentem obrotowym (tu - 370 Nm) i automatycznej skrzyni biegów, skutkuje bardziej płynną jazdą. Łudziłem się, że za kierownicą tego czarnego wehikułu z błyskawicą na masce będę chyży niczym Zorro. Niestety, skrzynia Active Select zniweczyła moje plany. Nie dość, że do redukcji biegu trzeba zmusić ją solidnym kopniakiem w pedał gazu, to dla odmiany, aby wywołać zmianę biegu na wyższy, musimy prawą stopę niemal całkowicie zdjąć z pedału. Wychodzi na to, że ulubionym biegiem automatycznej przekładni jest aktualnie wybrany. Aby nie zawierzać życia automatowi, na trasie wybierałem tryb sekwencyjny. I to wszystko za 7500 zł ? Dzięki, wolę chyba sześciobiegowy manual.

W dodatku silnik nie zachowywał się jak gotowy do ataku bulterier. To raczej potulny bernardyn. Krzywdy nie uczyni, a swoje i tak zrobi. Tylko niech mi nikt nie wmawia, że "stanowi on mocną alternatywę dla silnika benzynowego 3,2 V6" (cytat z foldera reklamowego). Zużycie paliwa też do niskich nie należy: w trasie to około 9 litrów, w mieście - 12. Po części winę za to ponoszą szersze gumy, co udowodniły nasze pomiary przyspieszenia.

Za to hamulce - pierwsza klasa - są skuteczne i na zimno, i na ciepło.

* * *

Kiedy przyglądałem się Signum, wciąż dręczyło mnie pytanie: Dla kogo je wymyślono? Zbyt duże jak na szybkiego, zwinnego hatchbacka i zbyt mało "limuzynowate" jak na samochód reprezentacyjny. Kombi? Opel ma przecież w ofercie Vectrę z tym nadwoziem. Pojazd rodzinny? Ale po co wówczas Zafira i Meriva? Obracając wszystkie te wątpliwości w żart, można powiedzieć, że Opel Signum to samochód dla tych, którzy potrzebują... Opla Signum. Na razie jest ich niewielu, ale przed laty podobnie nieliczna grupa użytkowników potrzebowała samochodów terenowych czy miniwanów. Szkoda tylko, że minęła era drobnych szaleństw, które pozwalały inżynierom na uczynienie ze statecznych limuzyn aut w pełni zasługujących na przydomek "Sport". Samo usztywnione zawieszenie czy niskoprofilowe opony nie zastąpią doznań towarzyszących jeździe mokrą, krętą drogą za kierownicą tylnonapędowego potwora bez elektronicznych systemów. Szanse na to, że Opel Signum Sport V6 CDTI zapewni ci mocne wrażenia, są nikłe. No, chyba że automatyczna skrzynia zbyt ospale zmieni bieg, nie bacząc na to, że akurat wyprzedzasz kolumnę aut, a prosto na ciebie sunie 40-tonowy tir... Kiepski koniec jak na Zorro. Ale cóż, jakie czasy, takie znaki.

Więcej o: