Ostatnio dostaliśmy od czytelników sporo listów zawierających żarliwą krytykę sposobu oznakowania dróg na Dolnym Śląsku. Najbardziej dotkliwie ostrze krytyki przejechało się po świeżutkiej Autostradowej Obwodnicy Wrocławia. Wynika z tych głosów, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad stosując iście szatańskie sztuczki, wodzi kierowców na pokuszenie, obiecując im prostą drogę do celu, a tych, co w tę obiecankę uwierzą - pakując w piekielne korki.
Naszym czytelnikom do gustu nie przypadły np. znaki przy węźle Stadion, a zwłaszcza te, które zamiast wskazywać drogę na A4 w stronę Katowic czy Zgorzelca, kierują tylko na Kudowę-Zdrój i Lubawkę. Mało tego - niezorientowanych prowadzą na Opole lub Legnicę drogą krajową zamiast autostradą. Zalecają więc jazdę w pierwszym z tych kierunków przez centrum Wrocławia, a w drugim - przez wąskie gardło w Leśnicy, czym przyczyniają się tam do jeszcze większych korków. Tymczasem zarówno do Opola, jak i do Legnicy można przecież szybko, wygodnie i bez uszczerbku dla stanu naszych nerwów dojechać autostradą A4. Według krytyków w błąd wprowadzają też drogowskazy na węźle Bielany, bo kierują na Poznań al. Karkonoską, czyli znów przez centrum, zamiast szeroką i szybką AOW. Wielu uważa też za bezmyślne ustawianie znaków na Jędrzychowice czy Olszynę zamiast na Drezno i Berlin.
Te wszystkie skargi świadczą o lenistwie intelektualnym, któremu ulegają nasi kierowcy, żądając czytelnych i przejrzystych znaków. Chcą wsiąść do samochodu i mieć wszystko podane na tacy, jak u zachodnich sąsiadów czy za wielką wodą. Włączają GPS-y i chcą wyłączyć myślenie. Dlatego drogowskazy to jedyna szansa, by wybić ich z tego letargu, a przy okazji czegoś nauczyć. W jaki sposób?
Wyobraźmy sobie, że kierowca z Poznania wpada we Wrocławiu na AOW i jedzie do Opola. Gdyby nie znaki, ominąłby nasze wspaniałe miasto, a tak stojąc w korkach, dokładnie mu się przyjrzy. Równie wiele straciłby ten, który za cel obrał sobie Legnicę. Gdyby nie sprytny zabieg Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, mógłby nigdy w życiu nie zobaczyć Leśnicy, a to przecież objęta nadzorem konserwatora dzielnica zabytek. Za swoje zasługi dla promocji Wrocławia GDDKiA naprawdę należy się złoty medal.
Ta godna podziwu działalność spełnia się zresztą w zdecydowanie szerszym wymiarze. Bo czy Niemiec odwiedzający Wrocław dowiedziałby się kiedykolwiek, że w Polsce, na Dolnym Śląsku, tuż przed granicznym Zgorzelcem jest wieś Jędrzychowice? Albo miasteczko Olszyna? Dzięki znakom posiądzie tę wiedzę, a przez ich konsekwentne powtarzanie na A4 jeszcze ją utrwali. A przypominanie kierowcy, że gdzieś tam, za polską granicą, majaczą Drezno, Lipsk i Berlin mijałoby się z celem - to wie przecież z lekcji geografii każde dziecko, żadnej Ameryki tu się przed kierowcą nie odkryje. GDDKiA stawia na ambitniejsze cele i większe wyzwania, wychodząc ze słusznego założenia, że o znajomość podstaw zadbano już w domu i w szkole.
Dlatego składam Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad głębokie wyrazy uznania dla jej niewątpliwego wkładu w rozwój wiedzy o naszym kraju. Pomysł z edukacją drogowskazową jest świetny, bo nie tylko promuje nieznane szerzej miejscowości, ale uczy też posługiwać się mapą. Rozwija wyobraźnię przestrzenną. Kierowca podczas jazdy musi wciąż być czujny i poddawać weryfikacji to, gdzie kierują go znaki. Wykształca to u niego zmysł krytyczny i dedukcję, uczy samodzielnego myślenia.
Gdybyśmy zamiast tablic z nazwą Kudowa-Słone mieli drogowskaz na Pragę, wszystko byłoby od początku jasne i oczywiste. I sprawiłoby, że do naszej podróży już na starcie wkradłoby się zabójcze dla każdej przygody poczucie nudnej przewidywalności. A tak, każda wyprawa staje wyzwaniem, zawsze kryje w sobie tajemnicę, a jej uczestnik zamienia się w globtrotera, który musi samodzielnie analizować mapy i wytyczać sobie szlaki. Po drodze powinien unikać pułapek, bo znaki mogą zarówno stanowić cenne wskazówki, jak i wodzić na manowce. Jednak to tylko dowód tego, jak wysoko dyrekcja dróg ceni inteligencję kierowców. Nie możemy jej teraz rozczarować.
Wrocławskie inwestycje na Euro 2012 z lotu ptaka [ZDJĘCIA] >>
Naszym czytelnikom do gustu nie przypadły np. znaki przy węźle Stadion, a zwłaszcza te, które zamiast wskazywać drogę na A4 w stronę Katowic czy Zgorzelca, kierują tylko na Kudowę-Zdrój i Lubawkę. Mało tego - niezorientowanych prowadzą na Opole lub Legnicę drogą krajową zamiast autostradą. Zalecają więc jazdę w pierwszym z tych kierunków przez centrum Wrocławia, a w drugim - przez wąskie gardło w Leśnicy, czym przyczyniają się tam do jeszcze większych korków. Tymczasem zarówno do Opola, jak i do Legnicy można przecież szybko, wygodnie i bez uszczerbku dla stanu naszych nerwów dojechać autostradą A4. Według krytyków w błąd wprowadzają też drogowskazy na węźle Bielany, bo kierują na Poznań al. Karkonoską, czyli znów przez centrum, zamiast szeroką i szybką AOW. Wielu uważa też za bezmyślne ustawianie znaków na Jędrzychowice czy Olszynę zamiast na Drezno i Berlin.
Te wszystkie skargi świadczą o lenistwie intelektualnym, któremu ulegają nasi kierowcy, żądając czytelnych i przejrzystych znaków. Chcą wsiąść do samochodu i mieć wszystko podane na tacy, jak u zachodnich sąsiadów czy za wielką wodą. Włączają GPS-y i chcą wyłączyć myślenie. Dlatego drogowskazy to jedyna szansa, by wybić ich z tego letargu, a przy okazji czegoś nauczyć. W jaki sposób?
Wyobraźmy sobie, że kierowca z Poznania wpada we Wrocławiu na AOW i jedzie do Opola. Gdyby nie znaki, ominąłby nasze wspaniałe miasto, a tak stojąc w korkach, dokładnie mu się przyjrzy. Równie wiele straciłby ten, który za cel obrał sobie Legnicę. Gdyby nie sprytny zabieg Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, mógłby nigdy w życiu nie zobaczyć Leśnicy, a to przecież objęta nadzorem konserwatora dzielnica zabytek. Za swoje zasługi dla promocji Wrocławia GDDKiA naprawdę należy się złoty medal.
Ta godna podziwu działalność spełnia się zresztą w zdecydowanie szerszym wymiarze. Bo czy Niemiec odwiedzający Wrocław dowiedziałby się kiedykolwiek, że w Polsce, na Dolnym Śląsku, tuż przed granicznym Zgorzelcem jest wieś Jędrzychowice? Albo miasteczko Olszyna? Dzięki znakom posiądzie tę wiedzę, a przez ich konsekwentne powtarzanie na A4 jeszcze ją utrwali. A przypominanie kierowcy, że gdzieś tam, za polską granicą, majaczą Drezno, Lipsk i Berlin mijałoby się z celem - to wie przecież z lekcji geografii każde dziecko, żadnej Ameryki tu się przed kierowcą nie odkryje. GDDKiA stawia na ambitniejsze cele i większe wyzwania, wychodząc ze słusznego założenia, że o znajomość podstaw zadbano już w domu i w szkole.
Dlatego składam Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad głębokie wyrazy uznania dla jej niewątpliwego wkładu w rozwój wiedzy o naszym kraju. Pomysł z edukacją drogowskazową jest świetny, bo nie tylko promuje nieznane szerzej miejscowości, ale uczy też posługiwać się mapą. Rozwija wyobraźnię przestrzenną. Kierowca podczas jazdy musi wciąż być czujny i poddawać weryfikacji to, gdzie kierują go znaki. Wykształca to u niego zmysł krytyczny i dedukcję, uczy samodzielnego myślenia.
Gdybyśmy zamiast tablic z nazwą Kudowa-Słone mieli drogowskaz na Pragę, wszystko byłoby od początku jasne i oczywiste. I sprawiłoby, że do naszej podróży już na starcie wkradłoby się zabójcze dla każdej przygody poczucie nudnej przewidywalności. A tak, każda wyprawa staje wyzwaniem, zawsze kryje w sobie tajemnicę, a jej uczestnik zamienia się w globtrotera, który musi samodzielnie analizować mapy i wytyczać sobie szlaki. Po drodze powinien unikać pułapek, bo znaki mogą zarówno stanowić cenne wskazówki, jak i wodzić na manowce. Jednak to tylko dowód tego, jak wysoko dyrekcja dróg ceni inteligencję kierowców. Nie możemy jej teraz rozczarować.
Wrocławskie inwestycje na Euro 2012 z lotu ptaka [ZDJĘCIA] >>









