Gazeta.pl > Miasta >  Wrocław

Oznakowanie AOW to nie bubel, lecz promocja Polski

Magda Nogaj
10.01.2012 07:00
A A A Drukuj
Zjazd z AOW przy stadionie. Do Opola i Legnicy prowadzi z Wrocławia autostrada, ale Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad woli, by kierowca po drodze zwiedzili Wrocław Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
  • Autostradowa Obwodnica Wrocławia
Za kierownicą nie można spać. Dlatego uważam, że oznakowanie AOW wbrew temu, co sądzą nasi czytelnicy, to znakomity pomysł. Uczy kierowców koncentracji, rozwija dedukcję, ćwiczy intelekt. Nie do przecenienia jest też jego walor krajoznawczy. Kto bez tych znaków, pędząc do Opola, zahaczyłby o Wrocław?
Ostatnio dostaliśmy od czytelników sporo listów zawierających żarliwą krytykę sposobu oznakowania dróg na Dolnym Śląsku. Najbardziej dotkliwie ostrze krytyki przejechało się po świeżutkiej Autostradowej Obwodnicy Wrocławia. Wynika z tych głosów, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad stosując iście szatańskie sztuczki, wodzi kierowców na pokuszenie, obiecując im prostą drogę do celu, a tych, co w tę obiecankę uwierzą - pakując w piekielne korki.

Naszym czytelnikom do gustu nie przypadły np. znaki przy węźle Stadion, a zwłaszcza te, które zamiast wskazywać drogę na A4 w stronę Katowic czy Zgorzelca, kierują tylko na Kudowę-Zdrój i Lubawkę. Mało tego - niezorientowanych prowadzą na Opole lub Legnicę drogą krajową zamiast autostradą. Zalecają więc jazdę w pierwszym z tych kierunków przez centrum Wrocławia, a w drugim - przez wąskie gardło w Leśnicy, czym przyczyniają się tam do jeszcze większych korków. Tymczasem zarówno do Opola, jak i do Legnicy można przecież szybko, wygodnie i bez uszczerbku dla stanu naszych nerwów dojechać autostradą A4. Według krytyków w błąd wprowadzają też drogowskazy na węźle Bielany, bo kierują na Poznań al. Karkonoską, czyli znów przez centrum, zamiast szeroką i szybką AOW. Wielu uważa też za bezmyślne ustawianie znaków na Jędrzychowice czy Olszynę zamiast na Drezno i Berlin.

Te wszystkie skargi świadczą o lenistwie intelektualnym, któremu ulegają nasi kierowcy, żądając czytelnych i przejrzystych znaków. Chcą wsiąść do samochodu i mieć wszystko podane na tacy, jak u zachodnich sąsiadów czy za wielką wodą. Włączają GPS-y i chcą wyłączyć myślenie. Dlatego drogowskazy to jedyna szansa, by wybić ich z tego letargu, a przy okazji czegoś nauczyć. W jaki sposób?

Wyobraźmy sobie, że kierowca z Poznania wpada we Wrocławiu na AOW i jedzie do Opola. Gdyby nie znaki, ominąłby nasze wspaniałe miasto, a tak stojąc w korkach, dokładnie mu się przyjrzy. Równie wiele straciłby ten, który za cel obrał sobie Legnicę. Gdyby nie sprytny zabieg Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, mógłby nigdy w życiu nie zobaczyć Leśnicy, a to przecież objęta nadzorem konserwatora dzielnica zabytek. Za swoje zasługi dla promocji Wrocławia GDDKiA naprawdę należy się złoty medal.

Ta godna podziwu działalność spełnia się zresztą w zdecydowanie szerszym wymiarze. Bo czy Niemiec odwiedzający Wrocław dowiedziałby się kiedykolwiek, że w Polsce, na Dolnym Śląsku, tuż przed granicznym Zgorzelcem jest wieś Jędrzychowice? Albo miasteczko Olszyna? Dzięki znakom posiądzie tę wiedzę, a przez ich konsekwentne powtarzanie na A4 jeszcze ją utrwali. A przypominanie kierowcy, że gdzieś tam, za polską granicą, majaczą Drezno, Lipsk i Berlin mijałoby się z celem - to wie przecież z lekcji geografii każde dziecko, żadnej Ameryki tu się przed kierowcą nie odkryje. GDDKiA stawia na ambitniejsze cele i większe wyzwania, wychodząc ze słusznego założenia, że o znajomość podstaw zadbano już w domu i w szkole.

Dlatego składam Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad głębokie wyrazy uznania dla jej niewątpliwego wkładu w rozwój wiedzy o naszym kraju. Pomysł z edukacją drogowskazową jest świetny, bo nie tylko promuje nieznane szerzej miejscowości, ale uczy też posługiwać się mapą. Rozwija wyobraźnię przestrzenną. Kierowca podczas jazdy musi wciąż być czujny i poddawać weryfikacji to, gdzie kierują go znaki. Wykształca to u niego zmysł krytyczny i dedukcję, uczy samodzielnego myślenia.

Gdybyśmy zamiast tablic z nazwą Kudowa-Słone mieli drogowskaz na Pragę, wszystko byłoby od początku jasne i oczywiste. I sprawiłoby, że do naszej podróży już na starcie wkradłoby się zabójcze dla każdej przygody poczucie nudnej przewidywalności. A tak, każda wyprawa staje wyzwaniem, zawsze kryje w sobie tajemnicę, a jej uczestnik zamienia się w globtrotera, który musi samodzielnie analizować mapy i wytyczać sobie szlaki. Po drodze powinien unikać pułapek, bo znaki mogą zarówno stanowić cenne wskazówki, jak i wodzić na manowce. Jednak to tylko dowód tego, jak wysoko dyrekcja dróg ceni inteligencję kierowców. Nie możemy jej teraz rozczarować.

Wrocławskie inwestycje na Euro 2012 z lotu ptaka [ZDJĘCIA] >>

Podziel się

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
2011, 42 000 PLN
1996, 56 000 PLN
2008, 164 900 PLN
2011, 37 700 PLN