Przyczyna jest jednak znacznie głębsza, bo nie tylko autostrady i obwodnice są tak oznakowane, że albo nie przekazują żadnych istotnych informacji, albo wprowadzają kierowców w błąd. Ten sam problem mamy z drogami ekspresowymi i krajowymi. Wszyscy się do tego przyzwyczailiśmy. Teraz, gdy coraz więcej turystów przyjeżdża do Polski, nagle zdajemy sobie sprawę, że coś jest nie tak. I to bardzo.
Teraz rzuca się w oczy, że jadących od strony lotniska na obwodnicę tablice informują o tym, jak dotrzeć do takich światowej sławy miejscowości, jak Lubawka, Jędrzychowice i Kudowa-Słone, natomiast nie informują, jak dotrzeć do Berlina albo Drezna, mimo że Wrocław z tymi miastami łączy autostrada, a z Kudową i Lubawką nie.
Problem, że tablice informacyjne pokazują w Polsce ostatnią polską miejscowość przed granicą, nie powstał jednak wraz z obwodnicą. Tak jest od dziesięcioleci: Niemcy wjeżdżający do Polski od zachodu dowiadują się, że droga, po której jeżdżą, prowadzi do Medyki albo do Korczowej, natomiast nie dowiedzą się, że można nią jechać dalej do Lwowa i Kijowa. Ukrainiec, który przekracza granicę w jednej z tych miejscowości, jest informowany, że dalej trafi do Jędrzychowic albo Olszyny, co niekoniecznie mu się kojarzy z Berlinem i Dreznem. Czeski kierowca z Pragi, przekroczywszy południową granicę, musi się kierować do Braniewa, jeśli chce dotrzeć do stolicy Polski.
O problemach kierowców jadących A4 ze znalezieniem drogi do Poznania albo - o zgrozo - do nowego stadionu, czytelnicy napisali już wszystko, co trzeba. Można by to zbić argumentem, że dziś prawie każdy - a szczególnie każdy zachodnioeuropejski turysta - ma już w aucie nawigację i nie musi się nauczyć naszych tajemniczych sposobów oznakowania dróg. Problem w tym, że na razie systemy nawigacyjne mają o obwodnicy (i o wielu nowych odcinkach autostrad w Polsce) bardzo mgliste informacje, traktują je czasami, jako drogi polne (którymi były przed budową autostrad) albo po prostu ich nie wykazują.
Jeśli nie chcemy, aby za parę miesięcy kibice z innych krajów zatykali nam wąskie i kręte serpentyny w okolicach Lubawki, szukając autostrady do Berlina, jeśli nie chcemy, aby czescy kibice wjechali do Wrocławia od strony Poznania, to władze miasta i Krajowa Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad będą musiały nieco zmienić swój stosunek do tablic informacyjnych. Inaczej niż przez ostatnie dekady nie można już zakładać, że każdy, kto jedzie po polskich drogach, jest Polakiem i wie, że droga ze Świecka do Terespola de facto łączy Berlin z Moskwą, a droga krajowa 45 łączy Sieradz nie tylko z Chałupkami, lecz z Czechami.
Teraz rzuca się w oczy, że jadących od strony lotniska na obwodnicę tablice informują o tym, jak dotrzeć do takich światowej sławy miejscowości, jak Lubawka, Jędrzychowice i Kudowa-Słone, natomiast nie informują, jak dotrzeć do Berlina albo Drezna, mimo że Wrocław z tymi miastami łączy autostrada, a z Kudową i Lubawką nie.
Problem, że tablice informacyjne pokazują w Polsce ostatnią polską miejscowość przed granicą, nie powstał jednak wraz z obwodnicą. Tak jest od dziesięcioleci: Niemcy wjeżdżający do Polski od zachodu dowiadują się, że droga, po której jeżdżą, prowadzi do Medyki albo do Korczowej, natomiast nie dowiedzą się, że można nią jechać dalej do Lwowa i Kijowa. Ukrainiec, który przekracza granicę w jednej z tych miejscowości, jest informowany, że dalej trafi do Jędrzychowic albo Olszyny, co niekoniecznie mu się kojarzy z Berlinem i Dreznem. Czeski kierowca z Pragi, przekroczywszy południową granicę, musi się kierować do Braniewa, jeśli chce dotrzeć do stolicy Polski.
O problemach kierowców jadących A4 ze znalezieniem drogi do Poznania albo - o zgrozo - do nowego stadionu, czytelnicy napisali już wszystko, co trzeba. Można by to zbić argumentem, że dziś prawie każdy - a szczególnie każdy zachodnioeuropejski turysta - ma już w aucie nawigację i nie musi się nauczyć naszych tajemniczych sposobów oznakowania dróg. Problem w tym, że na razie systemy nawigacyjne mają o obwodnicy (i o wielu nowych odcinkach autostrad w Polsce) bardzo mgliste informacje, traktują je czasami, jako drogi polne (którymi były przed budową autostrad) albo po prostu ich nie wykazują.
Jeśli nie chcemy, aby za parę miesięcy kibice z innych krajów zatykali nam wąskie i kręte serpentyny w okolicach Lubawki, szukając autostrady do Berlina, jeśli nie chcemy, aby czescy kibice wjechali do Wrocławia od strony Poznania, to władze miasta i Krajowa Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad będą musiały nieco zmienić swój stosunek do tablic informacyjnych. Inaczej niż przez ostatnie dekady nie można już zakładać, że każdy, kto jedzie po polskich drogach, jest Polakiem i wie, że droga ze Świecka do Terespola de facto łączy Berlin z Moskwą, a droga krajowa 45 łączy Sieradz nie tylko z Chałupkami, lecz z Czechami.







