Wraz z początkiem roku MZK przeszedł rewolucję organizacyjną. Od 2 stycznia nie jest już zakładem budżetowym magistratu, lecz samodzielną jednostką działającą na własny rachunek (spółką z ograniczoną odpowiedzialnością). Dla pasażerów zmiana ta póki co jest nieodczuwalna, bo na zlecenie władz miasta nadal przewozi torunian, utrzymuje torowisko i trakcję tramwajową oraz dba o informacje wywieszane na przystankach. Jednak już takie kwestie jak np. układanie rozkładów jazdy, dystrybucja i kontrola biletów oraz utrzymanie porządku na przystankach są w gestii magistrackiego wydziału gospodarki komunalnej. Co za tym idzie, zmienił się sposób rozliczania między miastem a przewoźnikiem. - Wpływy z biletów trafiają obecnie do naszej kasy - mówi Marcin Kowallek, dyrektor wymienionego przed chwilą wydziału. - MZK dostanie natomiast z budżetu miasta rekompensatę za wykonane usługi. W tegorocznym planie finansowym zarezerwowaliśmy na ten cel około 55 mln zł.
Koszty funkcjonowania spółki w 2012 r. oszacowano na około 60 mln zł. Brakujące 5 mln zł ma zarobić sama i na początek wypracować zysk sięgający około 600 tys. zł. - Chcemy to osiągnąć dzięki nowej działalności, której przewoźnik będący zakładem budżetowym nie mógł prowadzić. O szczegółach na razie nie chcę mówić, bo konkurencja nie śpi - stwierdził Janusz Szymański, który prezesem MZK został w połowie grudnia, a w środę po raz pierwszy upublicznił swoją strategię dla firmy.
Zarobione przez nią pieniądze chce przeznaczyć m.in. na kupno nowego taboru. Na razie spółka będzie jednak korzystała głównie z autobusów przejętych z miejskiego zakładu. - Wywianowaliśmy ją 129 autobusami i 58 tramwajami - wylicza prezydent Michał Zaleski. - Przejęła też 535 pracowników, w tym 255 kierowców, 57 motorniczych, 166 robotników i 57 osób zatrudnionych na stanowiskach nierobotniczych.
Z przewoźnikiem żegna się jego dotychczasowa wieloletnia szefowa Maria Zawal. Choć zwolniła już fotel dyrektora MZK, jeszcze przez trzy miesiące będzie likwidatorem miejskiego zakładu. Nie wiadomo natomiast, jaki los spotka jej zastępców: Piotra Ramę (do spraw techniczno-eksploatacyjnych) i Aldonę Smól (ds. ekonomicznych). - Będę wnioskował do rady nadzorczej o powołanie dwóch dodatkowych członków zarządu, ale nie wiem, czy w jego skład wejdą akurat te osoby - mówi Szymański. - Muszę najpierw z nimi porozmawiać i lepiej je poznać.
Prezydent Zaleski zapewnia, że władze spółki przyjrzą się strukturze zatrudnienia w MZK. Jednocześnie przyznaje, że cierpi ona na lekki niedobór kierowców, a liczba motorniczych jest tam "na styk". Nie wiadomo jednak, czy będzie szukała nowych pracowników, czy też obecni będą mogli liczyć na nadgodziny. Prezes Szymański chciałby natomiast, aby w kierowanej przez niego spółce pojawił się specjalista od marketingu i osoba odpowiedzialna za kontakty z mediami. Poza tym obiecał, że będzie dbał o komunikację publiczną "bardzo wysoką jakościowo, pewną i punktualną". - Za wcześnie jeszcze, bym mówił o wielkich zmianach, najpierw muszę dokładnie zapoznać się z firmą, poznać mocne i słabe strony - tłumaczy Szymański. - Jednak już teraz mogę powiedzieć, że jednym z zadań będzie usprawnienie sprzedaży biletów miesięcznych, bo zwykle na przełomie miesięcy są z tym pewne kłopoty. Docelowo chciałbym wprowadzić bilet elektroniczny.
MZK sp. z o.o. ma nie tylko nowego szefa, ale i radę nadzorczą. Jej pracami kieruje dr Paweł Nowicki. Jego zastępcą został Witold Waczyński, a sekretarzem rady Zdzisław Paradziński. To właśnie to gremium powierzyło spółkę Szymańskiemu. - Wybraliśmy prezesa spośród trzech kandydatów - zdradza Nowicki. - Wszystkie zgłoszenia spełniały nasze wymagania. Przekonała nas wizja funkcjonowania przewoźnika zaprezentowana przez Janusza Szymańskiego oraz jego doświadczenie nie tylko branżowe, ale i menedżerskie.
Przypomnijmy, że nowy prezes wcześniej pracował m.in. w Przedsiębiorstwie Państwowej Komunikacji Samochodowej, Polskiej Sieci Autobusowej i Toruńskiej Korporacji Autobusowej. Na razie nie wiadomo, ile dokładnie będzie zarabiał w MZK, bo prezydent nie podpisał jeszcze dokumentu z jego wynagrodzeniem. - Uważam, że szef tak dużej spółki powinien zarabiać średnio miesięcznie nie mniej niż 10 tys. zł brutto - mówi Zaleski.
Z kolei członkowie rady nadzorczej mogą liczyć na miesięczne wynagrodzenie w kwocie około 1,4 tys. zł. Ogłaszając powstanie spółki, prezydent zaapelował o łagodne traktowanie przewoźnika przynajmniej przez trzy miesiące.
KOMENTARZ
Od lat piszę w "Gazecie" o tym, że zmiany w MZK są niezbędne. Rozwiązania proponowane przez prezesa spółki zasługują na uwagę. Z niecierpliwością czekam na ich realizację. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy nie będę musiał ogłaszać: "miało być tak pięknie, wyszło jak zawsze".
Marcin Behrendt
Koszty funkcjonowania spółki w 2012 r. oszacowano na około 60 mln zł. Brakujące 5 mln zł ma zarobić sama i na początek wypracować zysk sięgający około 600 tys. zł. - Chcemy to osiągnąć dzięki nowej działalności, której przewoźnik będący zakładem budżetowym nie mógł prowadzić. O szczegółach na razie nie chcę mówić, bo konkurencja nie śpi - stwierdził Janusz Szymański, który prezesem MZK został w połowie grudnia, a w środę po raz pierwszy upublicznił swoją strategię dla firmy.
Zarobione przez nią pieniądze chce przeznaczyć m.in. na kupno nowego taboru. Na razie spółka będzie jednak korzystała głównie z autobusów przejętych z miejskiego zakładu. - Wywianowaliśmy ją 129 autobusami i 58 tramwajami - wylicza prezydent Michał Zaleski. - Przejęła też 535 pracowników, w tym 255 kierowców, 57 motorniczych, 166 robotników i 57 osób zatrudnionych na stanowiskach nierobotniczych.
Z przewoźnikiem żegna się jego dotychczasowa wieloletnia szefowa Maria Zawal. Choć zwolniła już fotel dyrektora MZK, jeszcze przez trzy miesiące będzie likwidatorem miejskiego zakładu. Nie wiadomo natomiast, jaki los spotka jej zastępców: Piotra Ramę (do spraw techniczno-eksploatacyjnych) i Aldonę Smól (ds. ekonomicznych). - Będę wnioskował do rady nadzorczej o powołanie dwóch dodatkowych członków zarządu, ale nie wiem, czy w jego skład wejdą akurat te osoby - mówi Szymański. - Muszę najpierw z nimi porozmawiać i lepiej je poznać.
Prezydent Zaleski zapewnia, że władze spółki przyjrzą się strukturze zatrudnienia w MZK. Jednocześnie przyznaje, że cierpi ona na lekki niedobór kierowców, a liczba motorniczych jest tam "na styk". Nie wiadomo jednak, czy będzie szukała nowych pracowników, czy też obecni będą mogli liczyć na nadgodziny. Prezes Szymański chciałby natomiast, aby w kierowanej przez niego spółce pojawił się specjalista od marketingu i osoba odpowiedzialna za kontakty z mediami. Poza tym obiecał, że będzie dbał o komunikację publiczną "bardzo wysoką jakościowo, pewną i punktualną". - Za wcześnie jeszcze, bym mówił o wielkich zmianach, najpierw muszę dokładnie zapoznać się z firmą, poznać mocne i słabe strony - tłumaczy Szymański. - Jednak już teraz mogę powiedzieć, że jednym z zadań będzie usprawnienie sprzedaży biletów miesięcznych, bo zwykle na przełomie miesięcy są z tym pewne kłopoty. Docelowo chciałbym wprowadzić bilet elektroniczny.
MZK sp. z o.o. ma nie tylko nowego szefa, ale i radę nadzorczą. Jej pracami kieruje dr Paweł Nowicki. Jego zastępcą został Witold Waczyński, a sekretarzem rady Zdzisław Paradziński. To właśnie to gremium powierzyło spółkę Szymańskiemu. - Wybraliśmy prezesa spośród trzech kandydatów - zdradza Nowicki. - Wszystkie zgłoszenia spełniały nasze wymagania. Przekonała nas wizja funkcjonowania przewoźnika zaprezentowana przez Janusza Szymańskiego oraz jego doświadczenie nie tylko branżowe, ale i menedżerskie.
Przypomnijmy, że nowy prezes wcześniej pracował m.in. w Przedsiębiorstwie Państwowej Komunikacji Samochodowej, Polskiej Sieci Autobusowej i Toruńskiej Korporacji Autobusowej. Na razie nie wiadomo, ile dokładnie będzie zarabiał w MZK, bo prezydent nie podpisał jeszcze dokumentu z jego wynagrodzeniem. - Uważam, że szef tak dużej spółki powinien zarabiać średnio miesięcznie nie mniej niż 10 tys. zł brutto - mówi Zaleski.
Z kolei członkowie rady nadzorczej mogą liczyć na miesięczne wynagrodzenie w kwocie około 1,4 tys. zł. Ogłaszając powstanie spółki, prezydent zaapelował o łagodne traktowanie przewoźnika przynajmniej przez trzy miesiące.
KOMENTARZ
Od lat piszę w "Gazecie" o tym, że zmiany w MZK są niezbędne. Rozwiązania proponowane przez prezesa spółki zasługują na uwagę. Z niecierpliwością czekam na ich realizację. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy nie będę musiał ogłaszać: "miało być tak pięknie, wyszło jak zawsze".
Marcin Behrendt










