Na sesji budżetowej wiele się mówiło o tym, jak to rząd ciśnie samorządy. Dodaje im zadań, a nie daje pieniędzy. Usłyszeć też można było, jak odpowiedzialni są rządzący naszym miastem.
Oczywiście odpowiedzialnie jest szukać oszczędności. Także w oświacie. Zaproponowane przez wiceprezydenta Ryszarda Fałka zmiany w sieci szkół i w przedszkolach mają spowodować, że w kasie miasta zostanie 9 mln zł. Radni, którym niebawem przyjdzie się zmierzyć z problemem, powinni wziąć sobie do serca wykrzykiwane przez protestujących pod gabinetem prezydenta hasło: "Stop oszczędnościom. Zacznijcie od siebie".
Miasto każe zaciskać pasa placówkom kultury, ale nie rezygnuje z wydawania w formie książeczki Radomskiego Informatora Kulturalnego. W mijającym roku RIK kosztował 198 tys. zł, a w przyszłym mamy wydać na niego tylko trochę mniej - 170 tys. zł. Tymczasem połączenie szkoły podstawowej i przedszkola na Firleju według Fałka przyniesie 150 tys. zł oszczędności.
Może należałoby więc zawiesić na czas kryzysu wydawanie RIK-u w takiej formie jak teraz i do promowania imprez wykorzystać miejską stronę internetową. Tyle tylko, że wtedy 12 razy do roku nie mógłby się przypominać mieszkańcom prezydent Andrzej Kosztowniak, który osobiście i ze zdjęciem (choć nikt nie wierzy chyba, że pisze to sam) zachęca we wstępniaku do odwiedzania muzeów, chodzenia na koncerty i zwiedzania wystaw. A zwykle wspomina też o pogodzie i nastroju.
Miasto mimo że jest obecne na Blipie, Twitterze, Goldenlinie, Facebooku, You Tube, ma swój program samorządowy w lokalnej telewizji, zaczęło w tym roku wydawać gazetę, w której m.in. przedstawia radnych jako "zwykłych ludzi, takich jak my". Na tę gazetę wydamy w przyszłym roku 55 tys. zł.
Na kampanię wizerunkową marki wydaliśmy w tym roku 300 tys. zł. Trwała 11 dni, była jedna impreza w Resursie, artykuły i spoty w lokalnych mediach. Teraz miasto chce przeprowadzić badania społeczne, które mają pokazać skuteczność wdrażania marki. W przyszłym roku i kolejnym przeznaczamy na ten cel po 150 tys. zł.
Czy nie powinniśmy przyhamować z ozdabianiem miasta? Dla ZUK-u przeznaczamy w 2012 r. prawie 4,9 mln zł plus 1,1 mln na parki i nasadzenia. Ostatnio okazało się, że dyrektor ZUK-u tak zatracił się w dekorowaniu lampkami drzewek, że nie wytrzymała instalacja elektryczna. Notorycznie gasły latarnie i - co najgorsze - sygnalizacja świetlna na bardzo ruchliwym skrzyżowaniu.
Nauczycieli i rodziców uczniów przekonuje się, ile to będzie oszczędności na likwidacji jednego etatu dyrektora, wicedyrektora czy księgowej w szkołach. Szkoda, że takiej kalkulacji prezydent nie zrobił, gdy tworzono stanowisko wicedyrektora w zaledwie kilkuosobowym wydziale kultury. Dostał je człowiek, który cieszy się dużym zaufaniem prezydenta i zasłużył się w jego kampanii wyborczej. Nie zastanawiano się nad kosztami, gdy trzeba było znaleźć miejsce dla osoby, która w magistracie nie sprawdziła się w pozyskiwaniu inwestorów. Wymyślono dla niej w Amfiteatrze nowe stanowisko zastępcy dyrektora. Ma teraz tam pozyskiwać fundusze na modernizację placówki. W Administratorze stworzono stanowisko wiceprezesa, by mógł je objąć ekswiceprezydent, na cmentarzu komunalnym utworzono etat zastępcy dyrektora dla dyrektorki zlikwidowanego w magistracie wydziału infrastruktury, szef klubu radnych PiS-u został specem od marketingu w miejskiej spółce Wodociągi.
Nie mniej bulwersujące było stworzenie etatu doradcy do spraw wykluczonych dla byłego posła PiS-u, który nie zdobył ponownie mandatu. Doradca nie ma wyznaczonych godzin pracy, zakresu obowiązków, trudno go rozliczyć z tego, co robi. I w dodatku Kosztowniak w wypowiedzi dla Dami stwierdził, że 5 tys. zł brutto, jakie dostał eksposeł, to "na pewno nie są to pieniądze, które powalają". Ponoć zdenerwowało to związkowców, którzy upomnieli się natychmiast o podwyżki dla urzędników.
Zwiększy się w przyszłym roku pula na wynagrodzenia członków Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. W tym roku wydano na ten cel ok. 120 tys. zł, w budżecie na przyszły rok jest 162 tys. Biuro prasowe tłumaczy, że zwiększyło się minimalne wynagrodzenie, a członkowie komisji za każde posiedzenie dostają 8 proc. tej sumy. Ale nie musielibyśmy wydawać tak dużo (pieniądze można by przeznaczyć np. na świetlice środowiskowe czy kolonie), gdyby w ostatnim roku prezydent nie zwiększył składu komisji z 7 do 11 osób. Swoich mogły obsadzić PO i SLD, ale przy okazji skorzystał jeszcze PiS - członkiem komisji została pracownica biura jednego z parlamentarzystów PiS-u. Z wykształceniem prawniczym, a prawnika brakowało - podkreśla magistrat. Dziwne, że dopiero teraz go zabrakło, za to komisja z powodzeniem działała dotąd, mając w składzie np. zastępcę dyrektora Resursy Obywatelskiej czy dwójkę emerytowanych nauczycieli. Wszyscy - tak się składa - startowali w wyborach samorządowych z listy PiS-u.
Oszczędzajmy więc. Ale wszyscy. I dobrze by było, gdyby władza dała przykład i zaczęła od siebie.
Oczywiście odpowiedzialnie jest szukać oszczędności. Także w oświacie. Zaproponowane przez wiceprezydenta Ryszarda Fałka zmiany w sieci szkół i w przedszkolach mają spowodować, że w kasie miasta zostanie 9 mln zł. Radni, którym niebawem przyjdzie się zmierzyć z problemem, powinni wziąć sobie do serca wykrzykiwane przez protestujących pod gabinetem prezydenta hasło: "Stop oszczędnościom. Zacznijcie od siebie".
Miasto każe zaciskać pasa placówkom kultury, ale nie rezygnuje z wydawania w formie książeczki Radomskiego Informatora Kulturalnego. W mijającym roku RIK kosztował 198 tys. zł, a w przyszłym mamy wydać na niego tylko trochę mniej - 170 tys. zł. Tymczasem połączenie szkoły podstawowej i przedszkola na Firleju według Fałka przyniesie 150 tys. zł oszczędności.
Może należałoby więc zawiesić na czas kryzysu wydawanie RIK-u w takiej formie jak teraz i do promowania imprez wykorzystać miejską stronę internetową. Tyle tylko, że wtedy 12 razy do roku nie mógłby się przypominać mieszkańcom prezydent Andrzej Kosztowniak, który osobiście i ze zdjęciem (choć nikt nie wierzy chyba, że pisze to sam) zachęca we wstępniaku do odwiedzania muzeów, chodzenia na koncerty i zwiedzania wystaw. A zwykle wspomina też o pogodzie i nastroju.
Miasto mimo że jest obecne na Blipie, Twitterze, Goldenlinie, Facebooku, You Tube, ma swój program samorządowy w lokalnej telewizji, zaczęło w tym roku wydawać gazetę, w której m.in. przedstawia radnych jako "zwykłych ludzi, takich jak my". Na tę gazetę wydamy w przyszłym roku 55 tys. zł.
Na kampanię wizerunkową marki wydaliśmy w tym roku 300 tys. zł. Trwała 11 dni, była jedna impreza w Resursie, artykuły i spoty w lokalnych mediach. Teraz miasto chce przeprowadzić badania społeczne, które mają pokazać skuteczność wdrażania marki. W przyszłym roku i kolejnym przeznaczamy na ten cel po 150 tys. zł.
Czy nie powinniśmy przyhamować z ozdabianiem miasta? Dla ZUK-u przeznaczamy w 2012 r. prawie 4,9 mln zł plus 1,1 mln na parki i nasadzenia. Ostatnio okazało się, że dyrektor ZUK-u tak zatracił się w dekorowaniu lampkami drzewek, że nie wytrzymała instalacja elektryczna. Notorycznie gasły latarnie i - co najgorsze - sygnalizacja świetlna na bardzo ruchliwym skrzyżowaniu.
Nauczycieli i rodziców uczniów przekonuje się, ile to będzie oszczędności na likwidacji jednego etatu dyrektora, wicedyrektora czy księgowej w szkołach. Szkoda, że takiej kalkulacji prezydent nie zrobił, gdy tworzono stanowisko wicedyrektora w zaledwie kilkuosobowym wydziale kultury. Dostał je człowiek, który cieszy się dużym zaufaniem prezydenta i zasłużył się w jego kampanii wyborczej. Nie zastanawiano się nad kosztami, gdy trzeba było znaleźć miejsce dla osoby, która w magistracie nie sprawdziła się w pozyskiwaniu inwestorów. Wymyślono dla niej w Amfiteatrze nowe stanowisko zastępcy dyrektora. Ma teraz tam pozyskiwać fundusze na modernizację placówki. W Administratorze stworzono stanowisko wiceprezesa, by mógł je objąć ekswiceprezydent, na cmentarzu komunalnym utworzono etat zastępcy dyrektora dla dyrektorki zlikwidowanego w magistracie wydziału infrastruktury, szef klubu radnych PiS-u został specem od marketingu w miejskiej spółce Wodociągi.
Nie mniej bulwersujące było stworzenie etatu doradcy do spraw wykluczonych dla byłego posła PiS-u, który nie zdobył ponownie mandatu. Doradca nie ma wyznaczonych godzin pracy, zakresu obowiązków, trudno go rozliczyć z tego, co robi. I w dodatku Kosztowniak w wypowiedzi dla Dami stwierdził, że 5 tys. zł brutto, jakie dostał eksposeł, to "na pewno nie są to pieniądze, które powalają". Ponoć zdenerwowało to związkowców, którzy upomnieli się natychmiast o podwyżki dla urzędników.
Zwiększy się w przyszłym roku pula na wynagrodzenia członków Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. W tym roku wydano na ten cel ok. 120 tys. zł, w budżecie na przyszły rok jest 162 tys. Biuro prasowe tłumaczy, że zwiększyło się minimalne wynagrodzenie, a członkowie komisji za każde posiedzenie dostają 8 proc. tej sumy. Ale nie musielibyśmy wydawać tak dużo (pieniądze można by przeznaczyć np. na świetlice środowiskowe czy kolonie), gdyby w ostatnim roku prezydent nie zwiększył składu komisji z 7 do 11 osób. Swoich mogły obsadzić PO i SLD, ale przy okazji skorzystał jeszcze PiS - członkiem komisji została pracownica biura jednego z parlamentarzystów PiS-u. Z wykształceniem prawniczym, a prawnika brakowało - podkreśla magistrat. Dziwne, że dopiero teraz go zabrakło, za to komisja z powodzeniem działała dotąd, mając w składzie np. zastępcę dyrektora Resursy Obywatelskiej czy dwójkę emerytowanych nauczycieli. Wszyscy - tak się składa - startowali w wyborach samorządowych z listy PiS-u.
Oszczędzajmy więc. Ale wszyscy. I dobrze by było, gdyby władza dała przykład i zaczęła od siebie.







