Prokuratura Okręgowa w Lublinie już wystąpiła do sądu dyscyplinarnego o możliwość rozszerzenia zarzutów. Jak ustaliliśmy, chodzi o wykorzystanie pracownicy sądu pod pozorem rozmowy o jej dalszej pracy w wymiarze sprawiedliwości. To nowe okoliczności, które pojawiły się w toku śledztwa, choć dotyczą tej samej kobiety. Sprawą rozszerzenia zarzutów sąd dyscyplinarny ma się zająć w piątek.
Sprawa wyszła na jaw kilka miesięcy temu. Cezary K. zrezygnował ze stanowiska, gdy oskarżenia pod jego adresem wysunęła pracownica sądu. Prokuratorom opowiedziała, że prezes sądu przemocą zaciągnął ją do samochodu i wywiózł za miasto, a tam zgwałcił. Zanim do tego doszło, miał ją molestować w budynku sądu.
Sąd dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym w Lublinie już kilka miesięcy temu uchylił Cezaremu K. immunitet, a decyzję po zażaleniu złożonym przez sędziego utrzymał Sąd Najwyższy. Dzięki temu na początku października sędzia ze Zwolenia, były prezes Sądu Rejonowego w tym mieście, mógł usłyszeć zarzuty. Prokuratorzy ujawnili jedynie, że chodzi o pięć czynów o charakterze seksualnym. "Gazeta" ustaliła, że sędzia usłyszał zarzut zgwałcenia podwładnej. Cezary K. jest też podejrzewany o to, że wykorzystując swoje stanowisko, miał także w budynku sądu molestować seksualnie pracownicę. Piąty czyn, który lubelska prokuratura przypisuje byłemu prezesowi, ma ścisły związek z poprzednimi. Według relacji pokrzywdzonej kobiety sędzia, grożąc jej i jej najbliższym, żądał od niej wysyłania zdjęć jej nagiego ciała na swój telefon komórkowy. Sam sędzia K. też miał wysyłać na komórkę pracownicy sądu niedwuznaczne SMS-y i intymne zdjęcia. Trwało to przez prawie miesiąc. Śledczy mają tę korespondencję.
Sędzia nie przyznał się do zarzucanych mu czynów; złożył wyjaśnienia, ale prokuratura nie ujawniła ich treści. Przed sądem - to też wiadomo nieoficjalnie - miał mówić o tym, że intymne kontakty z pokrzywdzoną miały charakter dobrowolny. Prokuratura, występując o uchylenie sędziemu immunitetu, chciała go aresztować, ale na to nie zgodził się sąd dyscyplinarny. listy@radom.agora.pl
Sprawa wyszła na jaw kilka miesięcy temu. Cezary K. zrezygnował ze stanowiska, gdy oskarżenia pod jego adresem wysunęła pracownica sądu. Prokuratorom opowiedziała, że prezes sądu przemocą zaciągnął ją do samochodu i wywiózł za miasto, a tam zgwałcił. Zanim do tego doszło, miał ją molestować w budynku sądu.
Sąd dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym w Lublinie już kilka miesięcy temu uchylił Cezaremu K. immunitet, a decyzję po zażaleniu złożonym przez sędziego utrzymał Sąd Najwyższy. Dzięki temu na początku października sędzia ze Zwolenia, były prezes Sądu Rejonowego w tym mieście, mógł usłyszeć zarzuty. Prokuratorzy ujawnili jedynie, że chodzi o pięć czynów o charakterze seksualnym. "Gazeta" ustaliła, że sędzia usłyszał zarzut zgwałcenia podwładnej. Cezary K. jest też podejrzewany o to, że wykorzystując swoje stanowisko, miał także w budynku sądu molestować seksualnie pracownicę. Piąty czyn, który lubelska prokuratura przypisuje byłemu prezesowi, ma ścisły związek z poprzednimi. Według relacji pokrzywdzonej kobiety sędzia, grożąc jej i jej najbliższym, żądał od niej wysyłania zdjęć jej nagiego ciała na swój telefon komórkowy. Sam sędzia K. też miał wysyłać na komórkę pracownicy sądu niedwuznaczne SMS-y i intymne zdjęcia. Trwało to przez prawie miesiąc. Śledczy mają tę korespondencję.
Sędzia nie przyznał się do zarzucanych mu czynów; złożył wyjaśnienia, ale prokuratura nie ujawniła ich treści. Przed sądem - to też wiadomo nieoficjalnie - miał mówić o tym, że intymne kontakty z pokrzywdzoną miały charakter dobrowolny. Prokuratura, występując o uchylenie sędziemu immunitetu, chciała go aresztować, ale na to nie zgodził się sąd dyscyplinarny. listy@radom.agora.pl







