O planach wprowadzenia wspólnego biletu kolejarze i miasto mówią od ponad roku. Ostatnio wydawało się, że sprawa zmierza do szczęśliwego finału. Przewozy Regionalne i Zarząd Transportu Miejskiego ustaliły praktycznie wszystko: strefy, obowiązujące w nich ceny i podział pieniędzy. Jeszcze pod koniec roku kolejarze deklarowali: - Chcemy wprowadzić wspólny bilet już w lutym.
Jednak zaraz potem wynikło zamieszanie z podwyżkami cen biletów komunikacji miejskiej (urzędnicy umieścili je w jednej uchwale razem ze wspólnym biletem, który też muszą zatwierdzić). Prezydent Ryszard Grobelny wycofał się z wprowadzania podwyżek w lutym. Zaraz potem przedstawił nową propozycję: ceny mają wzrosnąć w maju.
A to oznacza, że - wbrew zapowiedziom - wspólnego biletu od lutego na pewno nie będzie. Pojawi się najwcześniej wiosną. I to tylko jeśli radni zaakceptują podwyżki cen.
To duże rozczarowanie dla ponad 20 tys. ludzi, którzy codziennie dojeżdżają koleją do Poznania. Badania przeprowadzone przez ZTM pokazały, że zdecydowana większość z nich (92 proc.) jeździ po Poznaniu tramwajami i autobusami. I jest zainteresowana wspólnym, tańszym biletem.
- Teraz w Poznaniu muszę osobno biegać po sieciówkę na komunikację miejską. A tak kupiłbym jeden bilet na dworcu i miałbym spokój. No i wyszłoby taniej - mówi Marian Chojnacki, budowlaniec ze Skoków. O wspólnym bilecie słyszy już od dawna, ale wciąż nie może się go doczekać.
Dyrektor wielkopolskiego zakładu Przewozów Regionalnych Mateusz Żmuda rozkłada ręce: - Z naszej strony wszystko jest już gotowe. Ale żeby wprowadzić wspólny bilet, musimy czekać na decyzje miasta.
Niektórzy radni sugerują, żeby wspólny bilet oddzielić od podwyżek i dopuścić go szybciej, w osobnej uchwale. - W przeciwieństwie do podwyżek, sprawa wspólnego biletu nie budzi kontrowersji. W tej sytuacji czekanie z tym do maja jest trochę bez sensu - mówi Łukasz Mikuła (PO).
Jednak rzecznik prezydenta Anna Szpytko nie pozostawia większych złudzeń: - Przygotowanie osobnej uchwały jest o tyle problematyczne, że wspólny bilet jest elementem całej taryfy biletowej. A jego cena jest powiązana z cenami pozostałych biletów. Wyjęcie go z tej całości mogłoby zaburzyć całą konstrukcję finansową.
Nawet jeśli pasażerowie doczekają się wspólnego biletu w maju - zapłacą za niego więcej, niż planowano. Dyrektor Żmuda: - Cena wspólnego biletu jest oczywiście uzależniona od cen komunikacji miejskiej. Ale w dalszym ciągu będzie on tańszy niż dwa osobne bilety.
W założeniu wspólny bilet ma być około 20 proc. tańszy niż kupno osobnych biletów.
Miasto liczy przede wszystkim na tysiące pracowników, studentów i uczniów dojeżdżających codziennie do Poznania. Ale nie tylko. - Jest też grupa mieszkańców samego Poznania, którzy regularnie jeżdżą pociągami do innych miejscowości - mówi Wojciech Miechowicz z ZTM.
Kolejarze chcą też zachęcać poznaniaków do jeżdżenia pociągiem po mieście, z dzielnicy do dzielnicy. - Dziś praktycznie nie mamy pasażerów, którzy jeździliby np. z Górczyna na Garbary. Wspólny bilet może to zmienić - podkreśla Żmuda. Kolejarze liczą także na mieszkańców najbliższych okolic Poznania. Którzy - zachęceni tańszym biletem i zniechęceni porannymi korkami - mogliby przesiąść się z samochodów na pociąg.
Wspólny bilet ma objąć w sumie obszar w promieniu 50 km od Poznania. Wyjątkiem będzie leżący dalej Jarocin - kolejarze rozszerzyli ofertę także na tę miejscowość, bo wielu pasażerów właśnie stamtąd dojeżdża do stolicy Wielkopolski.
Cena biletu będzie uzależniona od strefy, z której dojeżdża pasażer. Łącznie będzie takich stref aż osiem.