- Niedawno prezydent deklarował, że przyjazna rowerzystom polityka jest jednym z jego priorytetów - opowiada pan Tomasz, który zgłosił się do redakcji "Gazety". - Zastanawiałem się nad tym ostatnio, kiedy po raz kolejny jechałem al. Wojska Polskiego. Zmiany, które tam wprowadzono przy okazji przebudowy ul. Artyleryjskiej sprawiły, że na odcinku, który ma jakieś 250 m, rowerzyści będą musieli dwa razy przejeżdżać na drugą stronę ulicy. Czy nie dało się tego inaczej rozwiązać? Bo ja nie widzę w tym żadnej logiki, tylko jeden wielki absurd.
Rzeczywiście użytkownicy jednośladów będą musieli pogodzić się z pewnymi utrudnieniami. Ścieżka rowerowa biegnie po lewej stronie aż do skrzyżowania z Dąbrowskiego i tam przechodzi na prawo. Dalej będzie biegła prawą stroną aż do Żeromskiego i ponownie przejdzie na lewą stronę.
Żeby dostać się na drugą stronę ulicy rowerzyści będą musieli skorzystać z przejazdów, na których zostaną zamontowane światła. Jeden znajdzie się na wysokości stacji benzynowej Lukoil. - To właściwie odcięcie rowerzystów od miejsca, gdzie można się zatrzymać, żeby kupić coś do picia albo dopompować koło. Dla mnie to kompletna bzdura - irytuje się czytelnik.
Aneta Szpaderska, rzeczniczka Urzędu Miasta przyznaje, że w tym miejscu jest największy kłopot z przebiegiem ścieżki. Wyjaśnia, że wybrano takie rozwiązanie, ponieważ na wysokości stacji jest też zatoka autobusowa i chodnik. Z tego powodu zabrakło miejsca dla użytkowników jednośladów. - Przejazd na drugą stronę oczywiście komplikuje tę trasę, ale jest rozwiązaniem na poprowadzenie ścieżki rowerowej przy tej ulicy - tłumaczy rzeczniczka. - Bardzo byśmy chcieli uniknąć przejazdów przez ulice, ale nie zawsze jest to możliwe.
Sprawą ścieżki zajmował się też Mirosław Arczak, pełnomocnik prezydenta ds. rowerzystów. - Rozmawiałem z urzędnikami, którzy tłumaczyli mi, że tam jest za wąsko, a część terenu jest prywatna i nie ma opcji, żeby go odkupić - mówi. - Dlatego ścieżka musiała być przeniesiona na drugą stronę. Obawiam się jednak, że będzie dokładnie tak jak sugerowałem urzędnikom, tzn. większości osób, które będą miały pokonać te dwieście metrów, nie będzie się chciało na tym odcinku dwa razy stać na przejazdach i czekać na sygnalizacjach. Zamiast tego będą ignorować zakaz i jeździć po chodnikach.
Cykliści potwierdzają przewidywania społecznika. - Dlaczego ja mam jeździć "po kwadracie" i ciągle zmieniać stronę ulicy? - irytuje się jeden z nich. - W Olsztynie zawsze słyszę, że się czegoś nie da i koniec. A myślę, że wystarczyłoby trochę chęci, żeby rozwiązać ten problem. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby ustanowienie w tym miejscu ciągu pieszo-rowerowego. Natężenie ruchu nie jest tam tak ogromne, żeby dochodziło do jakiś niebezpiecznych sytuacji.
Chociaż inwestycja wciąż nie została w całości oddana do użytkowania, wykonawca już chciał przyzwyczaić mieszkańców do nowych zasad. Wzdłuż ulicy pojawiły się znaki zakazujące wjazdu rowerzystom. Po interwencji pełnomocnika ekipa obiecała, że w środę zostaną zasłonięte. - To było przedwczesne działanie - komentuje Mirosław Arczak.
Specjalista od rowerów i planowania potrzebny od zaraz

Rzeczywiście użytkownicy jednośladów będą musieli pogodzić się z pewnymi utrudnieniami. Ścieżka rowerowa biegnie po lewej stronie aż do skrzyżowania z Dąbrowskiego i tam przechodzi na prawo. Dalej będzie biegła prawą stroną aż do Żeromskiego i ponownie przejdzie na lewą stronę.
Żeby dostać się na drugą stronę ulicy rowerzyści będą musieli skorzystać z przejazdów, na których zostaną zamontowane światła. Jeden znajdzie się na wysokości stacji benzynowej Lukoil. - To właściwie odcięcie rowerzystów od miejsca, gdzie można się zatrzymać, żeby kupić coś do picia albo dopompować koło. Dla mnie to kompletna bzdura - irytuje się czytelnik.
Aneta Szpaderska, rzeczniczka Urzędu Miasta przyznaje, że w tym miejscu jest największy kłopot z przebiegiem ścieżki. Wyjaśnia, że wybrano takie rozwiązanie, ponieważ na wysokości stacji jest też zatoka autobusowa i chodnik. Z tego powodu zabrakło miejsca dla użytkowników jednośladów. - Przejazd na drugą stronę oczywiście komplikuje tę trasę, ale jest rozwiązaniem na poprowadzenie ścieżki rowerowej przy tej ulicy - tłumaczy rzeczniczka. - Bardzo byśmy chcieli uniknąć przejazdów przez ulice, ale nie zawsze jest to możliwe.
Sprawą ścieżki zajmował się też Mirosław Arczak, pełnomocnik prezydenta ds. rowerzystów. - Rozmawiałem z urzędnikami, którzy tłumaczyli mi, że tam jest za wąsko, a część terenu jest prywatna i nie ma opcji, żeby go odkupić - mówi. - Dlatego ścieżka musiała być przeniesiona na drugą stronę. Obawiam się jednak, że będzie dokładnie tak jak sugerowałem urzędnikom, tzn. większości osób, które będą miały pokonać te dwieście metrów, nie będzie się chciało na tym odcinku dwa razy stać na przejazdach i czekać na sygnalizacjach. Zamiast tego będą ignorować zakaz i jeździć po chodnikach.
Cykliści potwierdzają przewidywania społecznika. - Dlaczego ja mam jeździć "po kwadracie" i ciągle zmieniać stronę ulicy? - irytuje się jeden z nich. - W Olsztynie zawsze słyszę, że się czegoś nie da i koniec. A myślę, że wystarczyłoby trochę chęci, żeby rozwiązać ten problem. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby ustanowienie w tym miejscu ciągu pieszo-rowerowego. Natężenie ruchu nie jest tam tak ogromne, żeby dochodziło do jakiś niebezpiecznych sytuacji.
Chociaż inwestycja wciąż nie została w całości oddana do użytkowania, wykonawca już chciał przyzwyczaić mieszkańców do nowych zasad. Wzdłuż ulicy pojawiły się znaki zakazujące wjazdu rowerzystom. Po interwencji pełnomocnika ekipa obiecała, że w środę zostaną zasłonięte. - To było przedwczesne działanie - komentuje Mirosław Arczak.
Specjalista od rowerów i planowania potrzebny od zaraz











