Mimo początkowych zapowiedzi miejskich urzędników, że linie tramwajowe 12 i 18 w zupełności wystarczą do obsługi ruchu pasażerów na Ruczaju, mieszkańcy skarżą się na tłok w wagonach. Alarmują, że tramwaje są przepełnione zwłaszcza w godzinach porannego szczytu. Dlatego domagają się przywrócenia dawnych tras linii 124, wspomagającej ją 424 oraz 128.
Niemal do końca ubiegłego roku kursowały one do przystanku "Ruczaj". Kiedy jednak miasto otworzyło torowisko tramwajowe do ul. Gronostajowej, linie zostały skrócone i dziś kursują tylko do mostu Grunwaldzkiego. Miasto przekonywało bowiem, że tramwaje powinny pasażerom wystarczyć, a dodatkowe wydawanie pieniędzy na autobusy nie ma sensu. Część mieszkańców od początku krytykowała takie rozwiązanie. W "Gazecie" opisywaliśmy m.in. sprawę niepełnosprawnej mieszkanki Ruczaju, która skarżyła się na obecne problemy z dojazdem do centrum Krakowa po zmianach w kursowaniu autobusów. Skrócenie ich tras pozbawiło jej bowiem bezpośredniego dojazdu w okolice dworca.
Mimo że z okolic ul. Gronostajowej tramwaje odjeżdżają co kilka minut, po protestach mieszkańców miasto zaczęło zastanawiać się nad przywróceniem dawnych tras skróconych linii. - Docierają do nas informacje, że liczba pasażerów podróżujących tramwajem na Ruczaj jest na tyle duża, że sama komunikacja tramwajowa na tym odcinku nie wystarcza - przyznaje Tadeusz Trzmiel, wiceprezydent Krakowa odpowiedzialny m.in. za miejskie inwestycje. - Decyzja w sprawie przywrócenia linii autobusowych do przystanku Ruczaj jeszcze nie zapadła. Najpierw Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu musi wykonać odpowiednie pomiary natężenia ruchu, a dopiero potem będziemy mogli podjąć decyzję, co dalej zrobić z połączeniami na Ruczaj. Być może dołożymy więcej kursów tramwajowych lub przywrócimy dawne trasy autobusów - mówi.
Decyzja w tej sprawie zapadnie w przyszłym tygodniu. Nie oznacza to jednak, że autobusy będą kursowały "po staremu" już na stałe. Ich trasa może zmienić się znowu w listopadzie, kiedy ukończone zostanie całe czterokilometrowe torowisko. - Trzy skrócone niedawno linie autobusowe dojeżdżałyby do Ruczaju tylko w okresie przejściowym, czyli do ukończenia torowiska aż do pętli Czerwone Maki - zapowiada wiceprezydent Trzmiel.
Niemal do końca ubiegłego roku kursowały one do przystanku "Ruczaj". Kiedy jednak miasto otworzyło torowisko tramwajowe do ul. Gronostajowej, linie zostały skrócone i dziś kursują tylko do mostu Grunwaldzkiego. Miasto przekonywało bowiem, że tramwaje powinny pasażerom wystarczyć, a dodatkowe wydawanie pieniędzy na autobusy nie ma sensu. Część mieszkańców od początku krytykowała takie rozwiązanie. W "Gazecie" opisywaliśmy m.in. sprawę niepełnosprawnej mieszkanki Ruczaju, która skarżyła się na obecne problemy z dojazdem do centrum Krakowa po zmianach w kursowaniu autobusów. Skrócenie ich tras pozbawiło jej bowiem bezpośredniego dojazdu w okolice dworca.
Mimo że z okolic ul. Gronostajowej tramwaje odjeżdżają co kilka minut, po protestach mieszkańców miasto zaczęło zastanawiać się nad przywróceniem dawnych tras skróconych linii. - Docierają do nas informacje, że liczba pasażerów podróżujących tramwajem na Ruczaj jest na tyle duża, że sama komunikacja tramwajowa na tym odcinku nie wystarcza - przyznaje Tadeusz Trzmiel, wiceprezydent Krakowa odpowiedzialny m.in. za miejskie inwestycje. - Decyzja w sprawie przywrócenia linii autobusowych do przystanku Ruczaj jeszcze nie zapadła. Najpierw Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu musi wykonać odpowiednie pomiary natężenia ruchu, a dopiero potem będziemy mogli podjąć decyzję, co dalej zrobić z połączeniami na Ruczaj. Być może dołożymy więcej kursów tramwajowych lub przywrócimy dawne trasy autobusów - mówi.
Decyzja w tej sprawie zapadnie w przyszłym tygodniu. Nie oznacza to jednak, że autobusy będą kursowały "po staremu" już na stałe. Ich trasa może zmienić się znowu w listopadzie, kiedy ukończone zostanie całe czterokilometrowe torowisko. - Trzy skrócone niedawno linie autobusowe dojeżdżałyby do Ruczaju tylko w okresie przejściowym, czyli do ukończenia torowiska aż do pętli Czerwone Maki - zapowiada wiceprezydent Trzmiel.







